Ludzie czekają dziś albo na show, albo na tragedię, która urasta do rangi… show – z obchodzącym wkrótce swoje 10-lecie istnienia toruńskim zespołem Half Light rozmawia Sławek Orwat

Half Light to zespół, który po raz pierwszy zobaczyłem na żywo w roku 2013 na klatce schodowej jednego z toruńskich klubów. Roiło się wówczas na tychże schodach od takich gwiazd jak Zbigniew Krzywański i Sławek Ciesielski z Republiki oraz licznych legend przebogatego toruńskiego undergroundu muzycznego. Szybko dało się wyczuć, że to środowisko tętni jakimś kompletnie innym życiem, niż środowiska artystyczne innych polskich miast. Duch Kobranocki, Rejestracji, a przede wszystkim duch Grzegorza Ciechowskiego nie tylko wszechwładnie unosił się nad Grodem Kopernika, ale przede wszystkim sprawiał, że wszyscy znani lub mniej znani toruńscy muzycy w moim bardzo subiektywnym odbiorze czuli się faktem swojej środowiskowej przynależności jakoś pozytywnie naznaczeni, ale i w jakiś nieuchwytny acz niezwykle wyczuwalny sposób zobowiązani.

Trudno jest zwykłymi słowami tę toruńską inność opisać przybyszowi z zewnątrz, ale to, co rzuca się tam w oczy najbardziej, to niesamowita ilość zespołów, projektów, przeglądów i przeróżnych muzycznych wydarzeń, którymi nie tylko można by z powodzeniem obdzielić o wiele bardziej zaludnione miasta, lecz przede wszystkim które skupiają wszystkie liczące się w tej wyjątkowej społeczności nazwiska gwarantujące swoją historią pewną solidność i poziom, poniżej którego nikomu schodzić nie wolno. W takim to właśnie miejscu pełnym legendarnych opowieści o czasach Bikini i starej Od Nowy oraz nieustannie tętniących życiem i muzyką pubów i klubów wzrastali artystycznie i poza artystycznie Krzysztof JaniszewskiPiotr Skrzypczyk i Krzysztof Marciniak, czyli obchodząca 15 maja 2019 swoje 10-lecie istnienia grupa Half Light nazywana przez niektórych polskim Depeche Mode. Dziś z tej miłej okazji postanowiłem zacnych Jubilatów przepytać co nieco, a efektem tej rozmowy podzielić się z Wami.

– Twoje teksty to bardzo często historie dramatyczne, czasem dotykające także sfer intymnych. Czy przelewając na papier te wszystkie emocje i namiętności, czerpiesz z własnego życia, czy z obserwacji innych ludzi? 

Krzysztof Janiszewski: Czerpię przede wszystkim z obserwacji rówieśników, ale w wielu kwestiach są to też moje prywatne historie, które opowiadam w trochę inny sposób. Myślę, że wiele sytuacji, które pojawiają się na naszych płytach, są przeżyciami faceta w średnim wieku, który przechodzi z beztroskiego okresu młodzieńczego, kiedy to można spontanicznie robić głupie rzeczy, do momentu, w którym mężczyzna przynajmniej w jakimś stopniu powinien być już odpowiedzialny za swoje czyny.

– Często się  zdarza, że bal wygrywa z otchłanią?

Krzysztof Janiszewski: Czasami tak. Ten bal, który jest w moim tekście, czasem jest balem radosnym, celebrującym jakiś sukces, ale jest też i bal, który pojawia się wtedy, kiedy idziemy na całość, kiedy popuszczamy zdrowe zasady postępowania i zwyczajnie… szalejemy! I nawet, jeśli staramy się zachować w tym wszystkim jakiś umiar, to niepohamowana chęć zdobycia czegoś za wszelką cenę i tak nieuchronnie pcha nas w otchłań.

– W twoich tekstach dostrzegam dwa tematy wiodące. Pierwszy z nich, to duchowe spustoszenie człowieka wynikające z życia w takim, a nie innym systemie społeczno-politycznym, czyli ten codzienny wyścig szczurów i upiorna brutalność życia, która sprawia, że zaczyna brakować nam czasu na głębsze refleksje i okazywanie uczuć. Drugi temat to cielesna zmysłowość i siła dzikiej namiętności, czyli ta cała intymność, która zachodzi pomiędzy…

Pełny tekst na stronie: Muzyczna Podróż>>>

Znajdź nas:
Ewelina Rubinstein:
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn