Listy do Świętego Mikołaja?

Jako łodzianin z pochodzenia, często odwiedzam nasze łódzkie internetowe podwórko, patrzę, jak rozwija się moje miasto, ale w tej beczce miodu, znalazłem również trochę dziegciu.

Tym razem trafiłem na listy, które do Świętego Mikołaja, pisali pensjonariusze jednego z domów pomocy społecznej, a ci, kiedy wczytać się w ich prośby, mają je tak przyziemne, że aż odrealnione w naszej rzeczywistości. Czymże jest prośba skierowana do Świętego, którego prosi się o wielokolorowy długopis, skarpetki, maszynkę do golenia lub pół kilograma kawy?

Dla mnie ludzkim dramatem…

Patrząc na swoje życie, kiedy wchodzę do dowolnego sklepu, wrzucam do koszyka, co wpadnie mi w ręce, nie zwracając często uwagi na cenę, a z całą pewnością nie na cenę skarpet, przekonałem się, kolejny raz, że wciąż nie doceniam tego, co dało mi życie i los.

To życie i ten los, nie obszedł się tak łaskawie z mieszkańcami Domu Pomocy Społecznej w Łodzi na Rudzie Pabianickiej, którzy zmuszeni sytuacją, nie mają tego, co mam ja. Ja, to przykład, bo ile i ilu takich ja, mieszka w Irlandii? Powiedzmy tysiące, a my, możemy wiele zmienić. Przypomnijmy sobie, kiedy ostatni raz kupiliśmy jakąś rzecz w sklepie, ile razy zamówimy przez Internet, a kiedy rozpakowaliśmy sweter, koszulę lub buty, uznaliśmy, że jednak to nie to, więc nowy nabytek, leży miesiącami w szafie.

Czym dla większości z nas, jest sobotnie wyjście do pubu, restauracji, czy na imprezę, kiedy rozrzutność podsycona alkoholem sięga zenitu, a wtedy, inaczej wyglądać będzie prośba o kilkukolorowy długopis za dwa euro i skarpetki w pięciopaku za euro sześć.

Nie będę namawiał do niczego, nie będę prowadził też pomocowej krucjaty, ale zostawiam do przemyślenia, nam wszystkim ten tekst, który pisałem z ciężkim sercem. Nawiasem mówiąc, takich DPS-ów, w całej Polsce jest mrowie.

Bogdan Feręc

Polska-IE: Udostępnij
Nieporadny i wycofan
Wichury na zachodnim