Kiedy w Irlandii debatowano nad uruchomieniem narodowego systemu zwrotu kaucji, pojawiały się oczywiście naturalne pytania logistyczne, ale nikt nie próbował urządzać z tego powodu narodowego dramatu. Dziś, choć widać było to wcześniej, a po dwóch latach od wdrożenia programu przez organizację non-profit Re-turn, efekty są spektakularne.
Dyrektor generalny Re-turn Ciaran Foley poinformował właśnie z dumą, że dzięki zaangażowaniu zdecydowanej większości społeczeństwa system bije kolejne rekordy i w ciągu zaledwie jednego tygodnia mieszkańcy Irlandii zwrócili 33 miliony opakowań, a łączny bilans zamkniętych w obiegu butelek i puszek osiągnął zawrotny poziom 2,5 miliarda sztuk. Najbardziej chyba namacalnym dowodem sukcesu jest jednak raport organizacji Coast Watch, która ogłosiła, że irlandzkie plaże są obecnie najczystsze od ćwierć wieku, a wolontariusze z ruchu Tidy Towns potwierdzają, że puste opakowania niemal całkowicie zniknęły z przestrzeni publicznej. Ilość porzucanych odpadów tego typu spadła o ponad połowę.
Tymczasem, patrząc z perspektywy Galway na sytuację w Polsce, trudno wyjść z podziwu nad szaleńczą hucpą i swoistym chocholim tańcem, jaki przetacza się nad Wisłą wokół tematu kaucji. Przecież to nie jest żadna kosmiczna technologia ani rewolucyjny wymysł współczesnych ekologów. Każdy, kto pamięta Polskę sprzed przełomu ustrojowego, doskonale wie, że system kaucyjny funkcjonował u nas od lat i był czymś zupełnie naturalnym. Większość butelek, wówczas szklanych, była objęta kaucją i dopiero po ich zwrocie w sklepie odzyskiwało się pieniądze. Nikogo to nie dziwiłi i nie prowadziło do upokorzenia. Dzisiejsza Polska wpadła jednak w głębokie, niezrozumiałe samozaparcie, generując falę histerycznej krytyki wobec mechanizmu, który nawet osoby nieprzesadnie ekologicznie, jak w moim przypadku, powinny uznać za absolutny standard nowoczesnego państwa.
Kuriozalnym wręcz i najczęściej powtarzanym argumentem polskich sceptyków jest ten, że kaucja to „okradanie obywateli z pieniędzy”. To czysty absurd. Przecież te pieniądze nie przepadają, wystarczy oddać plastikową butelkę czy aluminiową puszkę do sklepu, by rzekomy „złodziej” w jednej chwili stał się dobroczyńcą zwracającym pełną kwotę. Kolejną narodową linią obrony przed czystością ulic i miejsc wypoczynku, stało się rzekome „marnowanie czasu” przy automatach zwrotnych. Naprawdę? Słyszymy te utyskiwania w czasach, gdy bezmyślne, wielogodzinne przewijanie TikToka uważa się za normę. Czyżby kilkanaście sekund, a nawet minut spędzonych przy maszynie w supermarkecie drastycznie przerywało Polakom jakiś niezwykle doniosły proces pracy twórczej?
Nie powiem, że jestem zadowolony, gdy akurat ktoś przede mną oddaje butelki zgromadzone w ostatnim miesiącu, ale cóż, taki wybrał system odzyskiwania swoich pieniędzy, co czego ma przecież prawo.
Wylewowi tej niechęci towarzyszy również pogardliwa retoryka. Przeciwnicy zmian mówią o „zbieractwie” i uczynienia z narodu „śmieciarzy”, pytając przy tym z wyższością, kto ma teraz chodzić po ulicach i podnosić plastiki. Odpowiedź jest prosta – nikt nikomu nie każe niczego podnosić z ziemi, jeśli sami tam tego nie wyrzucimy. Jeżeli ktoś uważa segregację za zajęcie niegodne, to niech przede wszystkim przestanie znosić te „śmieci” ze sklepów do własnych domów.
W tym całym festiwalu hipokryzji najgorzej wypada jednak klasa polityczna. Niektórzy polscy politycy z lubością pochylają się nad rzekomym „problemem” butelek z kaucją, zupełnie nie dostrzegając własnej śmieszności. To przecież ci sami ludzie, którzy bez mrugnięcia okiem przydrutowali w durny sposób korki do plastikowych butelek w imię unijnych unifikacji, a teraz dostają drgawek na myśl o wprowadzeniu systemowego, logicznego porządku.
Podczas gdy w Polsce trwa jałowa dyskusja, Irlandia patrzy w przyszłość i planuje kolejne zyski dla środowiska.
Ponieważ miliony butelek wciąż nie trafiają z powrotem do systemu, Re-turn zgromadziło potężne rezerwy gotówkowe. Od czasu do czasu pojawiają się głosy, by przeznaczyć te nieodebrane pieiądze na doraźne sprzątanie ulic, firma ma ambitniejszy i bardziej racjonalny plan. Do końca 2027 roku fundusz ten ma wzrosnąć do około 30 milionów euro, a środki, we współpracy z ministerstwem, przeznaczone zostaną na budowę nowoczesnego, pierwszego na wyspie zakładu recyklingu.
Dotychczas Irlandia musiała eksportować wszystkie zebrane surowce. Dzięki temu, że poziom zwrotów dawno przekroczył wymagany próg opłacalności ekonomicznej wynoszący 60%, inwestycja jest w pełni uzasadniona biznesowo. Jak podkreśla Ciaran Foley, stabilny strumień odpadów minimalizuje ryzyko rynkowe związane ze zmiennością cen plastiku. Polscy decydenci i krzykacze powinni w końcu zerwać z tą mantrą, spojrzeć na Zieloną Wyspę i zrozumieć, że czystość i ekologiczny obieg zamknięty to nie zamach na wolność, lecz zwyczajna, cywilizacyjna dojrzałość.
Tak na marginesie, skoro i tak już zawarłem w tekście kilka moich opinii, nic nie stoi na przeszkodzie, abym rozwiązał problem plastikowych butelek raz na zawsze. Wróćmy więc do szkła, czyli zakażmy używania plastiku do pakowania napojów i niech powrócą butelki, te prawdziwe, wytwarzane z piasku kwarcowego. Ponosi się do domu ciężkie butelki, to może zrozumie się dobrodziejstwo plastiku i niedogodność jego odstawiania do punktów zbiórek opakowań.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Photo by Ulrike R. Donohue on Unsplash

