„Ledwo pozbyliście się komuny, już macie faszyzm”. Jaki jest rząd PiS? / Jan Martini, „Wielkopolski Kurier WNET” 55/2019

Nieufność wobec rządzących jest w Polsce uzasadniona, bo wielokrotnie zawodziliśmy się na umiłowanych przywódcach. Jednak dowodem na uczciwość rządu PiS są huraganowe ataki ze wszystkich stron.

Jan Martini

„Rząd nie robi nic”

Motto: „Nie wyobrażam sobie coś bardziej obrzydliwego niż rządy Prawa i Sprawiedliwości” (Jerzy Urban. Pisownia oryginalna)

W 1981 roku pracowałem w Zarządzie Regionu NSZZ „Solidarność” w Koszalinie. Jako przewodniczący Komisji Informacji, Oświaty i Kultury zajmowałem się wyłącznie informacją – oświata i kultura musiały poczekać na spokojniejsze czasy, które nie nastąpiły. W mojej gestii było zorganizowanie sztandaru regionu, z czego ciągle nie miałem czasu się wywiązać i byłem notorycznie „rozliczany” na każdym zebraniu zarządu. Bo w sąsiednim regionie słupskim mieli już poświęcony sztandar, na który przysięgę złożył przewodniczący – zresztą tajny współpracownik SB. Spotykałem często gniewnych robotników („co wy tam k…wa robicie w tym zarządzie, pierdzicie w stołki”). A my padaliśmy ze zmęczenia. Teleks wypluwał stosy „makaronu”. Trzeba było zredagować biuletyn, wydrukować, złożyć, popakować (ci, co to robili, wiedzą, jaka to robota), rozwieźć do zakładów pracy i wysłać w „teren”, dostarczając o określonej godzinie na dworce PKS i PKP. Dlatego rzadko jestem skłonny zarzucać komukolwiek opieszałość czy brak działania.

Jaki jest rząd PiS-u, każdy widzi. Autorytaryzm, arogancja, bezczynność, chciejstwo, chwiejstwo, fiskalizm, frymarczenie, imposybilizm, impotencja, indolencja, kolesiostwo, misiewiczostwo, nepotyzm, niekompetencja, nieudolność, nieuctwo, niezdecydowanie, opieszałość, prywata, rozdawnictwo, uległość, tchórzostwo, zamordyzm, zaniechanie – to (w kolejności alfabetycznej) najczęściej spotykane zarzuty pod adresem rządów „dobrej zmiany na gorsze”.

Jest też całkiem prawdopodobne, że w rządzie są osoby pracujące dla „suwerena zewnętrznego”, bo to długa tradycja w polskich dziejach. Jednak nie można zapominać o kilku sprawach, które udało się rozwiązać znienawidzonym przez postępowy świat „populistom-pisiorom”.

Po pierwsze: spółki skarbu państwa pod kierownictwem „kolesi i Misiewiczów” przynoszą zysk, zamiast tradycyjnych strat. Po drugie: zdołano przyhamować gwałtowne zmniejszanie się liczby polskich obywateli. Mówił o tym na poznańskim wykładzie statystyk demograf, prof. Paradysz, według którego pozytywny wpływ programu 500+ na demografię jest wyraźny. Przyrost urodzeń ok. 20 tys. może się wydawać nieduży, ale jest to odwrócenie trendu – fakt w dłuższej perspektywie bardzo istotny. Na demografię korzystnie zadziałać też może obniżenie wieku emerytalnego (niepracująca babcia to skarb dla potencjalnej matki). Po trzecie: dzięki polityce historycznej odzyskaliśmy swoją godność – Polska już nie jest „brzydką panną bez posagu”, która „straciła okazję, by siedzieć cicho”. Typowy dla krajów postkolonialnych upokarzający rozziew między najbogatszymi a najuboższymi uległ zmniejszeniu. Po czwarte: demokracja może zostać umocniona, gdyż jej solą jest klasa średnia posiadająca własność, a dzięki uwłaszczeniu lokatorzy-najemcy staną się „obywatelami” (w pierwotnym znaczeniu obywatelem był posiadacz nieruchomości). Po piąte: bezczelne okradanie Polaków zostało ukrócone. Działający na zlecenie zewnętrzne lobbyści – zwyczajowo panoszący się w organach państwa – muszą się mitygować. Odzyskaliśmy kawałek suwerenności, gdyż jej miarą jest możliwość korzystania z efektów własnej pracy bez konieczności dzielenia się z „patronem”.

Jak to bywało w przeszłości, może posłużyć przykład nieco już zapomniany – „kontraktu jamalskiego”. Specjalista od budowy gazociągów inż. W. Michałowski nazwał ten kontrakt „przekrętem stulecia” (jeszcze nie znał późniejszych afer) i zwrócił uwagę na zapomniany aspekt „wydarzenia smoleńskiego”: „26 marca 2010 roku zespół ekspertów złożył w kancelarii Lecha Kaczyńskiego dokument, który pokazuje, że pakiet porozumień gazowych z Rosją został zawarty z ewidentną szkodą na rzecz polskiego obywatela, że posiadał fundamentalne błędy prawne, że nie pobieramy opłaty za tranzyt (przestrzeń tranzytowa jest jednym z bogactw naturalnych). Europejskie stawki za tranzyt gazu wynosiły wówczas 2,75 $ za 1000 metrów sześciennych przepchnięcia na odległość 100 km. Długość rury od Krowiarek do granicy niemieckiej – 682 km. Miało być przetłaczane do 65 mld metrów sześciennych. Mogło być ok. miliarda dolarów rocznie. Prezydent Kaczyński nie mógł inaczej postąpić, jak tylko anulować porozumienie i wykupić odcinek polski gazociągu. Ale 10 VI 2010 stało się to, co się stało. (…) Polscy negocjatorzy dostali 110 mln $ prowizji za taki kształt porozumień gazowych, że w punkcie nr 5 zostało napisane »Polska gwarantuje swobodny tranzyt gazu«”. Mimo znacznie zawyżonej ceny premier Tusk określił ten kontrakt jako „korzystny dla Polski i Polaków”.

Wydawać by się mogło, że bardzo dobre wyniki gospodarcze powinny działać uspokajająco na nastroje społeczne, które jednak nie poddają się racjonalności. Tylko działaniem emocji można wytłumaczyć wyniki ostatnich wyborów w takich miastach jak Elbląg czy Świnoujście. Miejscowy elektorat powinien wiedzieć, że w wypadku odsunięcia PiS od władzy nie powstanie przekop Mierzei Wiślanej ani tunel na wyspę Uznam (połączenie Świnoujścia z Niemcami nie wymaga tunelu). O tym, że wyniki gospodarcze zupełnie nie wpływają na decyzje wyborcze, przekonaliśmy się już w 2007 roku, gdy PiS stracił władzę mimo szybkiego rozwoju ekonomicznego i poprawy poziomu życia.

Jak to możliwe, że ludzie głosują wbrew swoim interesom, logice i rozsądkowi? To się nie dzieje samoistnie. Potrzebna jest mrówcza praca nad elektoratem.

Skąd się wzięła „Konstytucja! Konstytucja!”

W 1989 roku Lech Wałęsa nieopatrznie obalił komunistów, ale naród demokratycznie, w wolnych wyborach ponownie oddał im władzę w 1993 roku. Aby naród się nie rozmyślił, komuniści natychmiast przystąpili do pisania konstytucji. Zajęli się tym towarzysze sprawdzeni, najbardziej pryncypialni – A. Kwaśniewski (TW „Alek”), W. Cimoszewicz (TW „Carex”) i M. Mazurkiewicz. „Konstytucja była wynikiem kompromisu między rządzącą koalicją SLD-PSL a demokratyczną opozycją skupioną wokół UW pod kierownictwem B. Geremka” – pisała ulubiona publicystka salonów – Janina Paradowska. Opisała ona też kilku posłów najbardziej zasłużonych przy pracy nad konstytucją. Jednym z nich był Marek Borowski, którego określiła jako błyskotliwego (jak tu nie być błyskotliwym, będąc bratankiem Jakuba Bermana). Paradowska wymieniła też parlamentarzystę Jerzego Madeja (UW), który „usuwał rusycyzmy i poprawiał interpunkcję” (autorzy wyssali rusycyzmy z mlekiem matki, a interpunkcja polska trudną jest).

Przezornie nie określono progu frekwencyjnego i przy niedużej frekwencji, z niewielką przewagą głosów przeforsowano konstytucję. Niezawisły, ale zaprzyjaźniony Sąd Najwyższy uznał referendum za ważne. Propozycję, aby w tym samym referendum poddać pod głosowanie drugi projekt, autorstwa Solidarności, odrzucono mimo 2 mln podpisów. W konstytucji wyjątkowo długi fragment poświęcono sądownictwu, uznając „nadzwyczajną kastę” za gwaranta „mocy i trwałości” uprzywilejowanej pozycji komunistów. Ustawa zasadnicza zawiera wiele nieścisłości i luk pozostawiających interpretację sędziom (sędzia Kamińska: „w końcu i tak my będziemy wydawać wyroki”).

Aby „było tak, jak było” i w myśl zasady „raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy”, sędziowie mieli być niezależni, nieusuwalni, niewybieralni i nieodpowiadający przed nikim. Ale konstytucja nie uchroniła komunistów przed utratą władzy, gdy Rywin przyszedł do Michnika z propozycją: „jest koszerny interes do zrobienia”.

Medialny zamach stanu

Dla ciemnych sił kontrolujących sytuację w Polsce niespodziewane dojście do władzy PiS-u i zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego w 2005 roku było wypadkiem przy pracy. Siły te prawdopodobnie uwierzyły w produkowane przez siebie sondaże, co uśpiło ich rewolucyjną czujność. Można sobie wyobrazić popłoch i powołanie sztabów kryzysowych w paru stolicach. W centrali na Łubiance z pewnością nastąpiły dymisje funkcjonariuszy odpowiedzialnych za „bliską zagranicę”, a nowa zmiana ze zdwojoną energią zabrała się do „naprawiania szkód”. Na ten cel uruchomiono ogromne sumy – w samej TVN wydano 4 miliardy zł w czasie antenowym do walki z PiS-em. Niemal każdy mieszkaniec ziemi został poinformowany o „zbrodniach kaczyzmu”.

Pewien Brazylijczyk, dowiedziawszy się, że jestem z Polski, złożył mi wyrazy współczucia. Kiedy nie widziałem powodu, sprecyzował: „ledwo pozbyliście się komuny, a już macie faszyzm”. Nawet w Nowej Zelandii spotkałem gościa, który z troską pytał o sytuację w Polsce pod rządami „terrible twins” (strasznych bliźniaków).

Z tej mobilizacji i ogromu zaangażowanych środków nie zdawali sobie sprawy Kaczyńscy, podejmując decyzję o dymisji rządu i rozpisaniu wcześniejszych wyborów w 2007 roku. W zamyśle była to okazja do pozbycia się uciążliwych, wyniszczających nie tylko wizerunkowo, koalicjantów. Lecz nieszczęsna koalicja z LPR-em i Samoobroną była niczym w porównaniu do ryzyka rozwoju sytuacji, która się zrealizowała. Inna rzecz – nikt wtedy nie znał rozmiaru zewnętrznych umocowań Platformy Obywatelskiej. Myślano, że to nieco inna, niemal bratnia partia postsolidarnościowa. Przecież posłowie tej partii (z wyjątkiem Komorowskiego) głosowali za rozwiązaniem WSI, a poseł Karpiniuk przeprowadził zmniejszenie emerytur funkcjonariuszom SB (został za to nagrodzony zaproszeniem na wycieczkę do Katynia wraz z prezydentem Kaczyńskim). W kampanię wyborczą zaangażowano olbrzymie środki – pamiętamy te czarne bilboardy – „Rządzi PiS, a Polakom wstyd”. Pieniądze napływały z różnych kierunków i dziwnych źródeł, także pozaprawnych.

W promocję kosmopolitycznych „Europejczyków” zaangażowała się Fundacja K. Adenauera. Nawiasem mówiąc, fundacja ta wykazuje powściągliwość w ujawnianiu składu osobowego swojej polskiej filii. Na stronie internetowej FKA daremnie szukać wymaganych przez prawo informacji o jej władzach (pewien dociekliwy internauta zdołał ustalić – Mazowiecki, Bartoszewski i Komorowski), nie ma też informacji, ile pieniędzy wydaje rocznie FKA. Jedyną informacją jest wykaz kilkunastu instytucji partnerskich, m.in. Forum für Bürgerschaftliche Entwicklung in Warschau, która pod polskim adresem internetowym nosi nazwę Forum Obywatelskiego Rozwoju. Ze strony można się było dowiedzieć, że FOR rozpoczęło działalność we wrześniu 2007 r. (na miesiąc przed wyborami) i jest instytucją niezależną (!). Nie ma żadnej informacji o włożonym kapitale i o jego pochodzeniu – poza zdaniem, że „jego wyłącznym fundatorem jest prof. L. Balcerowicz”. W Radzie pod przewodnictwem fundatora jest też były minister Tadeusz Syryjczyk oraz Jan Wejchert, współwłaściciel TVN. W Komitecie Programowym FOR znajdujemy nazwiska Wł. Bartoszewskiego, A. Olechowskiego, M. Safjana, A. Zolla, J. Fedorowicza i innych postaci znanych z postępowości.

A więc na krótko przed wyborami zatroskany o Polskę Balcerowicz wyłożył własne pieniądze na niezależną, bezpartyjną i apolityczną kampanię „Zmień kraj. Idź na wybory”.

Na stronie FOR zamieszczony był raport o przebiegu kampanii. Raport informuje, że dla odsunięcia PiS od władzy powołano koalicję »21października.pl«. W biurach koalicji były produkowane i rozpowszechniane brutalne „antykaczystowskie” hasła („Skończyliśmy kwakać ze wstydu przed całym światem”, „Wybory w Polsce, kraju kaczorów”). Organizatorami koalicji byli: Forum Obywatelskiego Rozwoju – FOR, Fundacja im. Stefana Batorego, Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan, Stowarzyszenie Agencji Reklamowych, Związek Firm Public Relations, Instytut Spraw Publicznych, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Fundacja dla Wolności, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Stowarzyszenie Szkoła Liderów, Forum Inicjatyw Pozarządowych, Fundacja Projekt: Polska oraz Parlament Studentów RP. W skład koalicji weszło również około 150 innych organizacji pozarządowych z całej Polski. W ramach kampanii – pisze dalej omawiany Raport – „przygotowano reklamy telewizyjne, radiowe i prasowe, które bezpłatnie emitowały największe stacje telewizyjne (TVP, TVN, TVN 24, Polsat) i telewizje adresowane do młodzieży (MTV, Viva), rozgłośnie radiowe (Polskie Radio, Radio Zet, RMF, TOK FM), dzienniki (»Dziennik«, »Fakt«, »Gazeta Wyborcza«, »Przegląd Sportowy«), tygodniki (»Newsweek«, »Gala«, »Angora«), wszystkie dzienniki regionalne oraz portale internetowe (Wirtualna Polska, Gazeta.pl, Onet.pl, O2). W pozyskiwaniu bezpłatnych emisji i publikacji bardzo pomogły firmy zrzeszone w PKPP Lewiatan, domy mediowe – Universal McCann i CR Media oraz członkowie Związku Pracodawców Prywatnych Mediów. W przygotowaniu strategii uczestniczyły firmy DDB, Satchi&Satchi oraz MillwardBrown SMG/KRC. Hasła kampanii oraz wszystkie kreacje bezpłatnie zaprojektowała agencja reklamowa PZL”.

Celem koordynowanej przez FOR kampanii było maksymalne zwiększenie frekwencji w grupie młodych wyborców, ustalono bowiem, że dwudziestolatkowie są grupą najsilniej popierającą PO. Na pozornie neutralne politycznie mobilizowanie młodych wyborców wydatkowano olbrzymie sumy. Raport o kampanii podaje: „poparcie dla działań koalicji zgłosiło prawie 300 instytucji non-profit, mediów lokalnych, portali internetowych, szkół oraz innych instytucji. Dla potrzeb kampanii wydrukowane zostały plakaty oraz naklejki, które zostały rozesłane do ponad 700 szkół w całej Polsce”. Strategię „apolitycznej” kampanii profrekwencyjnej opracowano na podstawie badań prowadzonych przy Instytucie Nauk Politycznych PAN dzięki środkom m.in. Fundacji Batorego, Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, ale także dzięki pomocy z Niemiec (Wissenschaftszentrum Berlin für Sozialforschung).

Ogłoszony na stronie FOR raport zdradza, że elementem kampanii były również działania zniechęcające do udziału w głosowaniu osób starszych („zabierz babci dowód”). Wynik wyborów potwierdził założenia kampanii zaprojektowanej przez koalicję »21 października«. W raporcie czytamy: „3 mln wyborców, którzy zagłosowali pod wpływem kampanii, pokrywają się prawie całkowicie z wielkością grupy docelowej kampanii”.

Rewelacje zawarte w raporcie o kampanii „Zmień kraj. Idź na wybory” porażają – propagandziści ze sztabu Balcerowicza i Smolara sami zdefiniowali wybory 21 października jako medialny zamach stanu.

Tymczasem PiS, niemal kompletnie pozbawiony kanałów komunikacji ze społeczeństwem, nie miał możliwości przeciwstawienia się czarnemu pijarowi czy propagowania własnych dokonań. Klęska wyborcza była nieunikniona, a wraz z odsunięciem PiS-u od władzy została uruchomiona sekwencja złowrogich zdarzeń, czego uwieńczeniem była katastrofa smoleńska. „Zneutralizowanie” niemal całej elity politycznej (i wszystkich wykształconych w USA generałów) miało być „kropką nad i” – ostatecznym rozwiązaniem „kwestii polskiej” (niem. „endlosung”). Miesiąc po tej tragedii w organie putinowskiej „Naszej Rosji” napisano: „Moskwa powinna teraz maksymalnie wykorzystać czas, który ma do dyspozycji, by sprawić, aby korzystne zmiany w stosunkach z Warszawą stały się nieodwracalne”. „Wydarzenia z 7 i 10 kwietnia 2010 stały się punktem zwrotnym w relacjach między naszymi państwami. To, co się wydarzyło na wiosnę 2010 roku, jest szansą”. Efekt był odwrotny od zamierzonego – nastąpiła wielka mobilizacja Polaków i po pięciu latach środowiska niepodległościowe uzyskały władzę.

Nieufność wobec rządzących jest w Polsce uzasadniona, bo wielokrotnie zawodziliśmy się na umiłowanych przywódcach. Jednak twardym dowodem na uczciwość rządu PiS są huraganowe ataki ze wszystkich możliwych stron.

Warto sobie przypomnieć, że Komitet Obrony Demokracji powstał jednocześnie z powołaniem rządu – zanim rząd podjął działalność czy zdołał „złamać konstytucję”. Podobnie rzecz się ma z „naczelnikiem”, który nie wsiadł do samolotu, a którego „trzeba wszelkimi metodami zwalczać. Obmową, działaniami operacyjnymi, wprowadzaniem agentury”. To fragment instrukcji płk. Lesiaka (kolegi Kuronia – tego od „szafy”), pisany już w III RP, w latach dziewięćdziesiątych.

Mamy bogatą scenę polityczną z licznymi partiami, które różnią się programami – „wprowadzimy euro”, „zlikwidujemy IPN i CBA”, „500+ na każde dziecko”, „obniżymy podatki”, „wprowadzimy homomałżeństwa”. Ale zasadniczym programem wszystkich partii totalnej opozycji jest odsunięcie PiS od władzy.

Wszystkie te partie łączy jedność ideowa – są po prostu komunistyczne. Świadczy o tym zasada dynamicznej alokacji – przemieszcza się środki tam, gdzie są bardziej potrzebne. Ludowiec może przejść do socjalistów, chadek do liberałów, a jak poszperać, to zawsze wyjdzie jakiś płk Mazguła. Nawet już się przestali maskować, o czym świadczy choćby sprawa nazw ulic w Warszawie. Dla przypomnienia fragment definicji: „Komunizm to metoda sprawowania władzy przez wąską grupę interesu. Obojętna jest instytucjonalna forma struktur; czy jest to partia, czy jest to bezpieka (lub wojsko), czy są to nieformalne i zdecentralizowane grupy o charakterze mafijnym”.

Artykuł Jana Martiniego

WNET.FM

Znajdź nas:

Pierwszy spadek licz
Liczba zagrożeń w
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn