W dyplomacji podpowiedzi bywają subtelne jak szept, ale to, co wydarzyło się w Kijowie, subtelnością nie grzeszyło. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski spotykając się z irlandzką minister spraw zagranicznych Helen McEntee, jasno i publicznie wskazał, jakie oczekiwania Ukraina ma wobec nadchodzącej prezydencji Irlandii w Radzie Unii Europejskiej. A McEntee… no cóż, przyjęła te sugestie z uprzejmością, która aż prosi się o pytanie, gdzie kończy się sojusznicza solidarność, a zaczyna wpływanie na unijną agendę?
Irlandia obejmie prezydencję w drugiej połowie 2026 roku, ale Zełenski nie czeka i w swoim wpisie pod nagraniem ze spotkania z McEntee podkreślił, że „dla Ukrainy bardzo ważne jest, aby zasada otwierania klastrów dla kraju, który wywiązuje się ze swoich zobowiązań, ostatecznie weszła w życie”. Słowem: chce, by irlandzka prezydencja przyspieszyła procesy integracyjne Kijowa, a to nie prośba, nie sugestia, lecz cel wyłożony wprost. Dalej mówił o europejskiej ochronie, potrzebie wzmocnienia bezpieczeństwa i gotowości do współpracy w formacie, który Ukraina zaproponowała w krajach Bliskiego Wschodu. To nic innego jak wyraźna próba wciągnięcia europejskich partnerów, pod przewodnictwem Irlandii, w model współpracy, który został zaprojektowany w Kijowie, a nie w Brukseli, czy Dublinie.
Oczywiście, dziękował za wsparcie militarne, humanitarne i energetyczne, za obecność McEntee na Szczycie w Buczy, a wszystko w grzecznym i ciepłym tonie, ale jednocześnie obudowanym kolejnymi oczekiwaniami wobec irlandzkiej prezydencji, czyli to dyplomatyczna uprzejmość z ukrytą agendą, więc klasyka ukraińskiego gatunku.
Problem nie leży jednak w tym, że Ukraina zabiega o swoje interesy. Od tego są prezydenci i ministrowie, ale sęk w tym, że irlandzka minister spraw zagranicznych nie sprawiała wrażenia, jakby zamierzała te sugestie traktować z należytą ostrożnością. Przyjmowała je z chłodnym, ale entuzjazmem, który, przynajmniej publicznie, nie został skontrowany żadnym zastrzeżeniem, że irlandzka prezydencja ma działać w interesie całej Unii, nie zaś w interesie konkretnych państw trzecich.
Pojawia się więc pytanie o granice i, czy Irlandia, obejmując przewodnictwo w Radzie UE, będzie strażnikiem europejskiej równowagi, czy wygodnym kanałem wpływów państw, które potrafią umiejętnie korzystać z dyplomatycznego czaru?
Zełenski zrobił to, co w jego interesie najlepsze, czyli sugerował, poprosił i wyłożył priorytety, jednak zrobił to tak bezpośrednio, iż widać wyraźnie, że Ukraina walczy o swoją europejską przyszłość.
Co istotne, Irlandia, obejmując za kilka miesięcy prezydencję, nie będzie reprezentować Kijowa, będzie reprezentować Unię Europejską, a jeśli już dziś minister McEntee ochoczo przyjmuje kierunkowskazy z Kijowa, to można obawiać się, że w drugiej połowie 2026 roku Dublin będzie bardziej wykonawcą cudzych oczekiwań niż gospodarzem własnej agendy.
Bogdan Feręc
Źr. Breaking News
Fot. Kadr z nagrania X – Volodymyr Zelenskyy

