Na światowych rynkach finansowych doszło do zjawiska, które w normalnych warunkach rynkowych powinno wywołać głębokie westchnienie ulgi wśród milionów konsumentów oraz przedsiębiorców zależnych od transportu i ogrzewania. Na godzinę czwartą rano w sobotę notowania baryłki ropy naftowej ukształtowały się na poziomie 71,94$, a we wcześniejszych godzinach handlu jej cena oscylowała nawet poniżej psychologicznej granicy 70$.
To potężny zjazd cenowy, biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno świat zmagał się z surowcem wycenianym na znacznie ponad 100$ za baryłkę. Obecna różnica rzędu 30–40$ na każdej baryłce stanowi fundamentalną zmianę kosztów bazowych dla całej globalnej gospodarki. Mimo to na stacjach benzynowych i w cennikach dostawców paliw grzewczych panuje uderzający bezwład. Konsumentom niezmiennie wmawia się, że procesy logistyczne i rafineryjne wymagają czasu, a ceny detaliczne nie mogą spaść natychmiast.
Mechanizm podwójnych standardów, czyli rakiety i piórka
Wspomniana bezwładność cenowa nabiera jednak niezwykle dynamicznego tempa, kiedy wektor zmian na giełdach ulega odwróceniu. Wszyscy kierowcy doskonale znają ten schemat: wystarczy chwilowy impuls geopolityczny lub marginalny wzrost cen ropy na giełdach w Londynie czy Nowym Jorku, aby rafinerie oraz operatorzy detaliczni stacji paliw podnieśli koszty zakupu przez klientów w praktycznie czasie rzeczywistym. Wówczas nikt nie zasłania się zapasami magazynowymi zakupionymi po wcześniejszych, niższych cenach ani skomplikowanymi cyklami dostaw. Droższy surowiec natychmiast przekłada się na wyższe kwoty na pylonach stacji benzynowych.
Ta rażąca asymetria, która w literaturze ekonomicznej nazywana czasem efektem „rakiet i piórek” – gdzie ceny w górę ruszają z prędkością rakiety, a spadają powoli niczym piórko, co przestało być jedynie uciążliwą anomalią. W obecnych realiach gospodarczych ta zasada stała się stałym elementem strategii rynkowej, która pozwala na bezwzględne drenowanie portfeli kierowców.
Ważne jest, że brak proporcjonalnych obniżek na stacjach benzynowych w obliczu spadku cen baryłki o kilkadziesiąt dolarów to bezpośredni dowód na to, że tradycyjne mechanizmy popytu i podaży w sektorze paliwowym zostały trwale zniekształcone. Mogą być też, co obecnie graniczy z pewnością, podtrzymywane i napędzane sztucznie, więc gospodarka rynkowa jest obecnie w zaniku.
Sztuczne zawyżanie cen i sojusz interesów
Utrzymywanie wysokich kosztów paliw napędowych i grzewczych w momencie, gdy surowiec tanieje o jedną trzecią swojej niedawnej wartości, nosi więc wyraźne znamiona sztucznego zawyżania marż. Mamy tu raczej do czynienia z cyniczną manipulacją rynku paliwowego, w której kluczowi gracze – od wielkich międzynarodowych koncernów wydobywczych, przez krajowe rafinerie, aż po potężne sieci dystrybucyjne – wykorzystują lęk opinii publicznej przed inflacją i niestabilnością geopolityczną. Ponieważ konsumenci zostali w ostatnich latach psychologicznie oswojeni z drożyzną, brak reakcji na spadki giełdowe pozwala spekulantom na generowanie nadzwyczajnych zysków kosztem reszty społeczeństwa.
W tym procederze rządy państw rzadko występują w roli obrońców uciemiężonych obywateli. Dla budżetów państwowych wysokie ceny paliw na stacjach to potężny, stały dopływ gotówki z tytułu podatków, akcyzy oraz innych opłat fiskalnych, które w większości krajów są naliczane procentowo lub stanowią sztywną, bardzo wysoką bazę ceny końcowej. Obniżenie cen detalicznych oznaczałoby automatyczny spadek wpływów podatkowych, dlatego rządy wykazują daleko idącą tolerancję wobec opieszałości koncernów paliwowych, zasłaniając się rzekomym brakiem narzędzi prawnych do interwencji na wolnym rynku.
Perspektywy dla konsumentów w świecie kontrolowanej drożyzny
Patrząc długofalowo na ten problem, sytuacja rodzi głębokie konsekwencje strukturalne. Paliwo nie jest dobrem luksusowym, z którego można zrezygnować z dnia na dzień. Stanowi ono bazowy koszt funkcjonowania transportu publicznego, dostaw towarów do sklepów oraz utrzymania ciepła w domach mieszkalnych. Sztuczne podtrzymywanie wysokich cen energii i paliw napędowych działa jak ukryty podatek, który hamuje rozwój gospodarczy i napędza spiralę kosztową w innych gałęziach przemysłu.
Dopóki presja społeczna i transparentna kontrola praktyk monopolistycznych nie zmuszą regulatorów do działania, globalny spadek cen ropy poniżej 72$ pozostanie jedynie ciekawostką z serwisów informacyjnych. Ludzie będą nadal ponosić koszty systemu, w którym ryzyko i straty są natychmiast przerzucane na konsumenta, natomiast zyski wynikające z tańszego surowca zostają zatrzymane w kieszeniach rynkowych manipulatorów oraz państwowych skarbców.
*
Reasumując, pojęcie znane pod hasłem „złodziejstwa władzy i koncernów”, ma się dobrze, co widać obecnie na stacjach paliwowych.
Bogdan Feręc
Źr. Bankier.pl/Bloomberg/The Economist
Photo by Ernest Ojeh on Unsplash

