Krzykliwa opozycja i nic więcej

To, co dzieje się obecnie w irlandzkiej polityce, swobodnie można nazwać zapadaniem w pamięć i właściwie na tym można zakończyć.

Rząd pod wodzą Micheála Martina wyznaczył sobie cele, które realizuje w sobie właściwy sposób, natomiast opozycja przedstawia różne rozwiązania problemów, ale zawsze bardzo kosztowne, na co tego kraju po prostu nie jest stać. Wydawać się też może, że projekty są wręcz idealne do czasów, w jakich przyszło nam żyć, ale to pogląd mylny, bo idzie w kierunku dalszego drenowania budżetu.

Opozycja wie natomiast, że większość ich propozycji trafia na podatny społecznie grunt, więc ma nadzieję, iż elektorat zacznie się zwracać ku tym właśnie partiom, a w niedalekiej przyszłości przełoży się to na dobry lub lepszy wynik wyborczy.

Tak jednak się nie dzieje, a widać ten obraz dokładnie na przykładzie mniejszych ugrupowań, czyli m.in. Partii Pracy, People Before Profit i Antoú. Wszystkie te ugrupowania mienią się obrońcami ludzi pracy, rodzin i emerytów, ale tak prawdę mówiąc, nie proponują głębszych rozwiązań systemowych, które przez lata dałyby możliwość sprawnego działania państwa i nie naruszały stanu finansów kraju, bo są niczym innym, jak tylko kupowaniem głosów wyborczych. Mieszkańcy Irlandii mają jasny obraz całości zagadnienia, więc zdecydowali się na popieranie populistów, ale z szansami na wygraną i dobrze rozgrywaną polityką wewnętrzną.

Do tego wszystkiego dochodzi przekaz społeczny, umiejętność wytykania potknięć gabinetu, co przekłada się na wyniki sondaży dla Sinn Féin. Tej umiejętności pozbawiony jest plankton polityczny i próbując przekonać do siebie elektorat, wciąż jest niekiedy śmieszny, bo proponuje rozwiązania, które już z daleka pachną dewastacją Skarbu Państwa.

Co ciekawe, po przedstawieniu niektórych propozycji, rząd otrzymuje wraz z nimi silne argumenty, by pomysły zdławić w zarodku, bo opozycja sama daje takie przykłady, co skrzętnie wykorzystują koalicjanci, więc mówią o wysokich kosztach dla budżetu. Niestety w ostatnich latach przypuszczana ofensywa nie przyniosła dobrych rezultatów tych działań, więc jest uprawnionym stwierdzenie, że opozycja, nie licząc Sinn Féin, ma nieodpowiedni program, ale który w ogóle nie pasuje do realiów życia w Irlandii. Zabawa w politykierstwo, stawianie interesu wybranych grup społecznych ponad całością, jest więc niczym innym, jak próbą zawłaszczenia pojedynczych głosów, czyli do sukcesu jest droga bardzo daleka.

Inaczej ta kwestia wygląda w Europie, bo tam partie lewicowe, socjalne i populistyczne, już dawno zdobyły polityczne przyczółki i teraz zaczynają odcinać kupony, zdobywając coraz większą ilość zwolenników. Ten proces został w ostatnim czasie lekko wstrzymany, ale nie można powiedzieć, iż jest w odwrocie, ale to może być chwilowe potknięcie wywołane wojną na Ukrainie. Nie można jednak z pełnym przekonaniem powiedzieć, aby wkrótce europejska opozycja miałaby sczeznąć w nicości, bo kiedy inflacja przybierać będzie niebotyczne rozmiary, na pierwszy ogień pójdą partie rządzące, które prawdopodobnie obarczone zostaną odpowiedzialnością za rosnące koszty utrzymania i zwykłą biedę.

Czy na inflacji popularność zdobędzie w kraju rzeczony już plankton polityczny? W mojej opinii nie, bo nadal nie będzie umiał wykorzystać swojej szansy. W Irlandii skupiono się na kilku zaledwie elementach, które może i denerwują ludzi, ale przyzwyczaili się do nich na tyle, że zaczęli traktować prawie normalnie. To właśnie jest problem irlandzkiej opozycji, która o ile nie zmieni frontu działania, pozostanie wieczną opozycją z niskimi notowaniami.

Bogdan Feręc

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Ambasador Ukrainy sp
Wojciech Górecki: m
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська