Współczesna scena polityczna coraz częściej przypomina teatr poszukiwania taniego poklasku, w którym merytoryczna dyskusja ustępuje miejsca medialnym zasięgom. Najlepszym tego dowodem są wydarzenia z bieżącego tygodnia, kiedy to wicepremier Simon Harris zwołał „okrągły stół” mający na celu wypracowanie założeń dla nowego rządowego programu oszczędzania i inwestowania.
Choć temat dotyczy fundamentalnych kwestii gospodarczych i stabilności finansowej obywateli, a ostateczne szczegóły systemu mają być wdrożone w ramach budżetu na rok 2027, kluczowymi partnerami do rozmów dla rządu nie stali się wybitni profesorowie ekonomii czy doświadczeni analitycy rynkowi, ale influencerzy z mediów społecznościowych. Działanie to wygląda na klasyczny akt desperacji – sytuację, w której politycy, czując uciekający grunt pod nogami, chwytają się brzytwy, byle tylko przypodobać się masowemu odbiorcy.
Tradycyjny proces legislacyjny opierał się na zupełnie innych fundamentach i kiedyś, aby opracować nowe ustawy, wytyczne lub programy o charakterze państwowym, urzędnicy i ministrowie kierowali swoje kroki do uznanych ekspertów. Konsultowano sprawy z osobami, które danym zagadnieniem zajmowały się od dziesięcioleci, dysponowały potężną wiedzą akademicką, a nawet aktywnie tę wdrażały oraz rozumiały długofalowe, strukturalne konsekwencje wprowadzanych reform prawnych. Decyzje polityczne były podbudowane rzetelną analizą danych i teorii ekonomicznych.
Dziś natomiast rządzącym w zupełności wystarcza opinia osób, których głównym zajęciem jest nagrywanie krótkich filmików w internecie i zbieranie wirtualnych polubień. Do ministerialnych gabinetów zaprasza się twórców internetowych posługujących się najczęściej pseudonimami, którzy dysponują co prawda imponującą liczbą obserwujących, lecz ich perspektywa ogranicza się zazwyczaj do uproszczonych poradników i haseł trafiających w algorytmy platform społecznościowych.
W poniedziałkowym spotkaniu zorganizowanym przez wicepremiera Harrisa i ministra stanu odpowiedzialnego za usługi finansowe Roberta Troya, udział wzięli popularni influencerzy specjalizujący się w finansach osobistych. Wśród zaproszonych znaleźli się między innymi twórcy kryjący się pod nazwami takimi jak „The Tax Nerd”, „Young Irish Budgeter”, „Irish Budgeting” czy „Mrs Smart Money”, a także autorzy irlandzkiego podcastu FIRE.
Choć resort finansów próbował legitymizować to wydarzenie obecnością kilku tradycyjnych organizacji branżowych, to właśnie internetowi celebryci zostali wysunięci na pierwszy plan jako reprezentanci głosu ludu. Przedstawiciele rządu tłumaczyli, że spotkanie miało przynieść szeroką gamę perspektyw na temat szans i wyzwań związanych z inwestowaniem, podkreślając wagę prostoty i jasnej komunikacji. Po zakończeniu paneli zaproszeni influencerzy pełni entuzjazmu opowiadali w swoich mediach społecznościowych o tym, jak państwo zamierza wzorować się na szwedzkim modelu Investeringssparkonto, wprowadzając zerową stawkę podatku dla zysków do kwoty 28 000 euro. Dla wielu z nich była to pierwsza okazja, by poczuć, że władza rzekomo słucha problemów zwykłych ludzi próbujących przetrwać od wypłaty do wypłaty.
Wicepremier Simon Harris wyraził głębokie zadowolenie z przebiegu dyskusji, nazywając ją cenną okazją do wysłuchania opinii stron i zapowiadając włączenie tych spostrzeżeń do kolejnej fazy projektowania ustawy finansowej na rok 2027.
Taka postawa budzi jednak głęboki niepokój o jakość stanowionego prawa. Przeniesienie ciężaru debaty publicznej z debat eksperckich do przestrzeni zdominowanej przez kulturę internetowych celebrytów pokazuje groźny trend w nowoczesnym zarządzaniu państwem.
*
Opisany przypadek zaproszenia influencerów do współdecydowania o kształcie systemów podatkowych i emerytalnych to moim zdaniem dowód na kompletny upadek polityki. Rządzenie krajem nie powinno polegać na poszukiwaniu poklasku u osób, które potrafią w przystępny sposób opowiedzieć o budżecie domowym na Instagramie. Polityka, jako domena odpowiedzialności za całe społeczeństwo, powinna być prowadzona w sposób poważny, dający pełną rękojmię wiedzy, profesjonalizmu oraz gruntownie przemyślanych rozwiązań prawnych. Zastępowanie głębokiej wiedzy eksperckiej powierzchownymi opiniami z internetu prowadzi do degradacji instytucji państwowych i tworzenia prawa pod dyktat chwilowych trendów, co w dłuższej perspektywie musi skończyć się tragicznie dla stabilności całego systemu gospodarczego.
Co ciekawe, Irlandia nie jest odosobnionym przypadkiem, bo w Europie ten schemat się powtarza, a i nasz prezydent Karol Nawrocki w jednej z kwestii posiłkował się tym rozwiązaniem, co akurat nie spotkało się z moją aprobatą.
Bogdan Feręc
Źr. PA Media
Fot. X – Simon Harris TD

