Przez dziesięciolecia Wspólna Strefa Podróży (CTA) stanowiła symbol bliskich więzi, swobody przemieszczania się i pokojowego współistnienia między Republika Irlandii, Irlandią Północną a Wielką Brytanią. Brak fizycznych punktów kontrolnych na trzystumilowej (ponad 500 km) granicy lądowej dzielącej wyspę stał się fundamentem procesu pokojowego. Dzisiaj jednak ta otwarta przestrzeń staje się zarzewiem głębokiego kryzysu politycznego i społecznego, a system, który miał ułatwiać życie obywatelom obu państw, zmaga się z bezprecedensową presją migracyjną oraz zarzutami o nieszczelność.
Ostatnie wydarzenia w Belfaście i twarde dane statystyczne pokazują, że granica, której nikt nie chciał kontrolować, staje się kluczowym punktem na mapie europejskich szlaków migracyjnych, wywołując napięcia po obu stronach Morza Irlandzkiego. Skalę zjawiska najlepiej obrazują liczby, które diametralnie zmieniły się w ciągu ostatnich kilku lat.
Do 2019 roku liczba osób ubiegających się o azyl w Irlandii była stosunkowo niewielka i oscylowała wokół pięciu tysięcy rocznie, co plasowało ten kraj na peryferiach europejskich kryzysów migracyjnych. Sytuacja uległa drastycznej zmianie w latach 2022–2024, kiedy to wskaźniki poszybowały w górę, osiągając w szczytowym momencie poziom osiemnastu tysięcy pięciuset wniosków. Analiza kanałów dotarcia tych osób do Republiki obnaża jednak iluzoryczność kontroli granicznych. Okazuje się bowiem, że zaledwie dziesięć procent migrantów składa dokumenty na lotniskach lub w portach morskich. Miażdżąca większość, bo aż dziewięćdziesiąt procent w latach ubiegłych oraz analogicznie osiemdziesiąt osiem procent w 2025 roku i ponownie dziewięćdziesiąt procent w roku bieżącym, zgłasza się osobiście bezpośrednio do Biura Ochrony Międzynarodowej w Dublinie.
Choć brak fizycznych posterunków uniemożliwia precyzyjne policzenie każdego kroku, oficjalne szacunki rządowe, w tym głośne deklaracje minister sprawiedliwości Helen McEntee potwierdzają, że co najmniej osiemdziesiąt procent tych osób trafia do Republiki, przekraczając granicę z Irlandią Północną.
Mechanizm ten działa w obu kierunkach, jednak dane jasno sugerują, że to Republika Irlandii stała się obecnie atrakcyjniejszym celem dla osób poszukujących ochrony międzynarodowej niż Wielka Brytania. Ponad szesnaście tysięcy osób ubiegających się o azyl wylądowało na lotniskach lub w portach w Irlandii Północnej, skąd – wykorzystując otwartą granicę – udali się na południe. Znaczna część tej grupy dociera na północ wyspy samolotami lub promami z Wielkiej Brytanii, traktując Belfast jedynie jako przystanek w drodze do Dublina. Z drugiej strony, brytyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ujawniło, że w ciągu minionego roku zatrzymano ponad dziewięćset osób uznanych za przestępców imigracyjnych, którzy nadużywali tej samej otwartej granicy, próbując przedostać się w odwrotnym kierunku.
Debata nad przyszłością Wspólnej Strefy Podróży nabrała dramatycznego tempa i wymknęła się z gabinetów politycznych na ulice po tragicznym ataku nożownika w Belfaście. Podejrzany o usiłowanie zabójstwa trzydziestoletni sudański uchodźca Hadi Alodid stał się personifikacją luk systemowych. Jego logistyczna trasa odzwierciedla bezradność współczesnych systemów kontroli. Mężczyzna przebył drogę z Sudanu do Paryża, skąd udał się do Dublina, by następnie bez przeszkód wsiąść do autobusu jadącego do Belfastu, gdzie w 2023 roku złożył wniosek o azyl. Sam brutalny incydent wywołał falę oburzenia i doprowadził do gwałtownych zamieszek, które policja i komentatorzy porównali do najgorszych aktów przemocy ulicznej od lat. Sytuacja stała się na tyle poważna, że Londyn został zmuszony do wysłania posiłków policyjnych na Północ w celu opanowania eskalacji konfliktu.
Tragedia ta wywołała natychmiastową reakcję polityczną i wzajemne oskarżenia. Unioniści, na czele z liderem DUP Gavinem Robinsonem, zaczęli głośno nazywać Wspólną Strefę Podróży „tylnymi drzwiami do Wielkiej Brytanii” i wezwali do podjęcia radykalnych kroków, w tym do fizycznego zamknięcia granicy. Wicepremier Irlandii Północnej Emma Little-Pengelly publicznie postawiła pytania o skuteczność procedur i kontroli przeprowadzanych w Dublinie, domagając się rewizji polityki imigracyjnej na obu wyspach. Profesor socjologii politycznej Katy Hayward z Queen’s University w Belfaście zauważa, że kwestie graniczne w tym regionie zawsze budziły ogromne emocje, jednak po Brexicie zyskały one nowy, wyjątkowo niebezpieczny wymiar, stawiając liderów politycznych przed trudnym zadaniem balansowania między społecznym gniewem a koniecznością współpracy instytucjonalnej.
W obliczu kryzysu rządy w Londynie i Dublinie deklarują pełną współpracę, dzieląc głębokie zaniepokojenie aktami przemocy i próbami destabilizacji regionu. Kluczowi ministrowie, w tym Hilary Benn, Jim O’Callaghan oraz Naomi Long, prowadzą intensywne konsultacje transgraniczne, podkreślając, że ochrona mechanizmu CTA jest kluczowa dla obu państw. Na stole ponowne pojawiła się kwestia umowy o powrotach migrantów, która została wynegocjowana w 2020 roku, lecz jej stosowanie zostało sparaliżowane przez decyzję Wysokiego Trybunału w Dublinie. Irlandzki sąd orzekł wówczas, że brytyjska polityka deportacji do Rwandy uniemożliwia uznanie Wielkiej Brytanii za „kraj bezpieczny”. Obecnie, po zmianach legislacyjnych, Dublin planuje przywrócić pełną operacyjność tego porozumienia. Premier Micheál Martin podsumował sytuację stwierdzeniem, że choć Wspólna Strefa Podróży przynosi ogromne korzyści obywatelom, to wymaga ciągłego, rygorystycznego zarządzania, ponieważ zawsze znajdą się grupy, które będą próbowały wykorzystać jej otwartość do własnych celów.
Bogdan Feręc
Źr. The Irish Times
Fot. CC Sinn Fein

