Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Krokodyle łzy byłego ministra. Zieloni płaczą nad własnym dogmatyzmem

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Lider Partii Zielonych Roderic O’Gorman po raz kolejny postanowił zademonstrować głębokie odklejenie od realiów, z jakimi każdego dnia zmagają się mieszkańcy Irlandii. Podczas dorocznej sesji przed rozpoczęciem posiedzeń Dáil, a zorganizowanej w dublińskim Ashling Hotel, były minister bez cienia żenady atakował obecne władze za próbę złagodzenia skutków agresywnej i kosztownej polityki klimatycznej.

Tej samej polityki, którą jego własne ugrupowanie z uporem godnym maniaka wdrażało, będąc w koalicji rządzącej, a prowadziła ona na skraj ubóstwa setki o ile nie tysiące gospodarstw domowych.

Obecny stan rzeczy doskonale ukazuje hipokryzję lidera Zielonych. Gdy społeczeństwo ugina się pod ciężarem wciąż rosnących opłat za prąd, gaz czy paliwa na stacjach, polityk załamuje ręce nad tym, że rząd próbuje, przynajmniej częściowo, ograniczyć destrukcyjny wpływ wytycznych Brukseli oraz spuścizny po poprzedniej ekipie, w której skład wchodzili Zieloni. O’Gorman bez ogródek grzmiał na spotkaniu, zarzucając jednoczenie ministrom braki w ekologicznej gorliwości: „Każdy krok podjęty przez ten rząd polegał na ignorowaniu lub celowym cofaniu środków, które my [Partia Zielonych] podjęliśmy”.

Były minister wyraźnie ubolewa nad faktem, że obecny gabinet szuka przestrzeni do oddechu dla portfeli obywateli, zamiast bezrefleksyjnie podkręcać podatkowe dokręcanie śruby. W swojej tyradzie O’Gorman wyrzucał ministrowi klimatu i środowiska Darraghowi O’Brienowi, że ten bez skrupułów opóźnia publikację kolejnych rygorystycznych założeń.

„[O’Brien] nawet nie wstydzi się już swoich opóźnień w realizacji [Planu działań na rzecz klimatu], po prostu wprowadził je w życie” – narzekał szef Zielonych, kompletnie ignorując fakt, że dla przeciętnego zjadacza chleba owe opóźnienia oznaczają jedynie chwilowe zatrzymanie spiralnie rosnących rachunków.

Kulminacją politycznej demagogii O’Gormana stało się jednak odniesienie do doniesień o możliwym odłożeniu w czasie planowanej podwyżki podatku od emisji dwutlenku węgla w nadchodzącym budżecie.

W obliczu rozwijającego się kryzysu cen paliw, podsycanego sporem i impasem w kluczowej dla światowego handlu Cieśninie Ormuz, decyzja o wstrzymaniu dodatkowego opodatkowania wydaje się po prostu zdroworozsądkowym wymogiem chwili. Jednak dla Zielonych logika codziennego przetrwania gospodarstw domowych nie ma większego znaczenia.

O’Gorman kurczowo trzyma się swojej doktryny, serwując retoryczne fikołki: „Powodem, dla którego ceny energii są obecnie wysokie, nie jest podatek węglowy, lecz uzależnienie Irlandii od drogich importowanych paliw”. Lider ugrupowania zdaje się zupełnie nie dostrzegać, że podnoszenie istniejących lub nakładanie kolejnej daniny na paliwa w momencie geopolitycznego pożaru, to czysta próba dobijania, i tak mocno nadwerężonych budżetów domowych.

Co ciekawe, na tym samym spotkaniu z ust polityków tej partii padły słowa, które mimowolnie obnażają absurdy zielonej transformacji. Wiceprzewodnicząca ugrupowania, radna Hazel Chu zażądała wprowadzenia natychmiastowego moratorium na budowę nowych centrów danych. Chu wprost przyznała, że rozwój tej gałęzi infrastruktury drastycznie podnosi koszty energii elektrycznej dla zwykłych odbiorców. Stwierdziła, że otwieranie kolejnych takich obiektów, podczas gdy „rachunki rosną”, jest po prostu niesprawiedliwe wobec obywateli.

Warto jednak zapytać, gdzie była ta refleksja, gdy Partia Zielonych współdecydowała o kierunkach rozwoju gospodarczego wyspy i firmowała obciążenia zmuszające mieszkańców wyspy do płacenia rekordowych stawek za prąd.

Podobny festiwal hipokryzji zaprezentowali inni przedstawiciele partyjnej wierchuszki. Senator Malcolm Noonan wyraził powszechne oburzenie planowanymi podwyżkami cen biletów w komunikacji zbiorowej, określając ten ruch jako „krok wsteczny w szczytowym momencie kryzysu kosztów utrzymania”. Z kolei przewodnicząca partyjnych struktur, radna Janet Horner, wolny czas woli poświęcać na nawoływanie do ulicznych protestów przeciwko wizycie prezydenta USA Donalda Trumpa, obarczając go o podbijanie globalnych cen energii i ograniczanie praw na świecie.

Obraz, jaki wyłania się ze słów O’Gormana i jego politycznych towarzyszy, jest uderzający. Zieloni zdają się absolutnie nie dostrzegać, że to właśnie ich ideologiczny natłok zakazów, nakazów i stałych podwyżek opłat środowiskowych doprowadził do sytuacji, w której codzienne utrzymanie staje się dla wielu luksusem.

Obecne utyskiwania byłego ministra nad próbami korekty kursu przez rząd nie są niczym innym jak rozpaczliwą obroną politycznej spuścizny, która po prostu przerosła możliwości finansowe zwykłych mieszkańców Irlandii.

*

Moim zdaniem, zarzucanie rządzącym braku ekologicznej gorliwości w momencie, gdy próbuje się zapobiec całkowitej destrukcji siły nabywczej obywateli, jest cynizmem najwyższej próby.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by Jason Dent on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version