Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Kraj na walizkach. Irlandia wypycha własną przyszłość za granicę

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Irlandia zaczyna tracić nie tylko ludzi, bo zaczęła już tracić czas, ciągłość i własne jutro. Wstępne dane CSO za 2025 rok nie pozostawiają miejsca na uspokajające interpretacje, bo emigracja znów przyspiesza, i to w tempie, którego nie widzieliśmy od czasów po kryzysie finansowym 2008 roku. W rok, a tylko do kwietnia 2025 r. kraj opuści około 65 600 osób. To już nie fala wznosząca, a tsunami, jakie wciąż przybiera na sile.

Najbardziej niepokojące jest to, kto wyjeżdża. Rdzeń emigracji stanowią młodzi dorośli w wieku 20–34 lat, czyli ci, którzy powinni dziś zakładać rodziny, kupować pierwsze mieszkania, wchodzić na rynek pracy na dobre i w przyszłości zastępować tych, którzy za dekadę przejdą na emeryturę. Zamiast tego pakują życie do dwóch walizek i lecą do Australii, Kanady, Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych. Co istotne, nie robią tego w porywie romantyzmu i chęci przeżycia przygody, a z konieczności.

Przyczyna jest natomiast prosta i wstydliwie lokalna, bo pod koniec 2025 roku średnia cena domu w Irlandii przekroczyła 320 tysięcy euro, a w Dublinie zbliżyła się do 450 tysięcy. Tymczasem mediana zarobków oscyluje wokół 48 tysięcy euro. Wkład własny dla kupujących po raz pierwszy pozostaje więc poza zasięgiem większości młodych ludzi, nawet tych z dyplomami i pełnoetatową pracą. Rynek najmu nie jest alternatywą, lecz pułapką, a czynsze w miastach pochłaniają aktualnie 40–50% dochodu netto, zabijając jakąkolwiek zdolność do oszczędzania.

Programy rządowe typu Help-to-Buy czy modele współwłasności są coraz powszechniej krytykowane jako mało znaczące, doraźne i źle skalibrowane, a w praktyce podbijają ceny, zamiast zwiększać realną dostępność mieszkań, a sama polityka mieszkaniowa stała się w Irlandii teatrem intencji, nie zaś narzędziem zmiany.

Efekt społeczny już widać i badanie „Youth Forum z 2025” pokazuje, że 68% osób w wieku 18–35 lat poważnie rozważa opuszczenie Irlandii w ciągu pięciu najbliższych lat. Jeszcze dwa lata temu było to 52%, co oznacza, że nie jest to chwilowy wzrost, a zmiana mentalna całego pokolenia. Platformy mediów społecznościowych pełne są postów „Wyjeżdżam”, zdjęć kart pokładowych i gorzkich pożegnań absolwentów, którzy studiowali tutaj, płacili tu czynsze, może nawet planowali swoją przyszłość w którejś z irlandzkich firm, ale nie mogli znaleźć na wyspie swojej przyszłości.

Konsekwencje wyjazdów wykraczają daleko poza rynek pracy i jeśli ten trend się utrzyma, Irlandia stanie przed podwójnym problemem, bo nie będzie kim zastępować pracowników odchodzących na emerytury, a struktura społeczna kraju zmieni się szybciej, niż politycy są gotowi to przyznać. Wzrośnie zależność od migracji zewnętrznej, zmieni się przekrój narodowościowy i kulturowy społeczeństwa, a lokalne wspólnoty będą się starzeć i kurczyć. To nie jest argument przeciwko migracji jako takiej. To ostrzeżenie przed sytuacją, w której kraj traci własny demograficzny fundament, bo nie potrafi zapewnić młodym miejsca do życia.

Ten drenaż mózgów nie jest siłą natury, o czym rządzący powinni pamiętać, ponieważ to skutek chronicznego niedoboru podaży mieszkań i politycznego paraliżu, który trwa od lat. Budowa ponad 60 tysięcy domów rocznie, realne ograniczenie spekulacji czynszowej i stworzenie warunków, w których młodzi ludzie mogą planować życie bez emigracyjnego planu B – to nie postulaty, to minimum racjonalnego zarządzania państwem. W przeciwnym razie jedyną rzeczą, która będzie rosła szybciej niż ceny domów, będzie liczba irlandzkich paszportów z pieczątką „wyjazd bez daty powrotu”. A kraju, który oddaje własną młodość, nie da się długo utrzymać na nogach, choćby PKB wyglądało świetnie w tabelkach.

Bogdan Feręc

Źr. The Liberal

Photo by Erik Odiin on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version