Koronawirus przyniósł ze sobą ból, lęk, strach, śmierć i… nawrócenie. Niektórzy w tej sytuacji na nowo odkryli Pana Boga

Mieliśmy wszystko, niemal na wyciągnięcie ręki, ale wciąż wymyślaliśmy, kombinowaliśmy, przesuwaliśmy granice… moralności i prawa Bożego. Jedyną barierą, jaka pozostała, był stan konta bankowego.

Małgorzata Szewczyk

Budowaliśmy sobie nową wieżę Babel, pewnie młodszym trzeba by wytłumaczyć, co to takiego i skąd wziął się ten termin, bo oni znają tylko wieże WTC. I co? I nagle delikatna bańka, w której żyliśmy, pękła. Niewidoczny gołym okiem, mikroskopijny, ale bardziej podstępny od człowieka wirus zmienił nasz świat z dnia na dzień nie do poznania. Jakby ktoś włożył pręt w rozpędzone koło historii. Nagle obudziliśmy się w rzeczywistości innej niż ta, do której przywykliśmy, i odkrywamy, choć jeszcze nie wszyscy, co jest najważniejsze w życiu, i że nie są to wcale pieniądze.

Koronawirus obnażył naszą ludzką bezsilność, ulotność życia i zapomnianą średniowieczną prawdę ujętą w dwóch w słowach: memento mori.

Śmierć wdarła się niemal przemocą do mediów. Czy tego chcemy, czy nie, stała się tematem nr 1. Statystyki porażają, bo codziennie umiera nie kilkadziesiąt, ale setki, a nawet tysiące osób. A ten, kto myśli zdroworozsądkowo, zdaje sobie sprawę, że następnego dnia, tygodnia, miesiąca sam może potrzebować pomocy medycznej…

Lekarze, pielęgniarki, niższy personel – to współcześni bohaterowie rzeczywistości, z którą wspólnie się mierzymy. Poruszyło mnie wyznanie jednego z włoskich lekarzy, który dał świadectwo o pastorze, zakażonym koronawirusem, ale do końca udzielającym duchowej pociechy umierającym samotnie chorym: „[…] przyszedł do nas 75-letni pastor. Był miłym człowiekiem. Cierpiał na poważne problemy z oddychaniem, ale miał przy sobie Biblię i zaimponował nam, że czytał ją umierającym i trzymał ich za ręce. Gdy my – lekarze słuchaliśmy go, wszyscy byliśmy wtedy zmęczeni, zniechęceni, psychicznie i fizycznie wykończeni. Teraz musimy przyznać: jako ludzie osiągnęliśmy swoje granice. Nie możemy zrobić nic więcej, a z każdym dniem umiera coraz więcej ludzi. Jesteśmy wykończeni, mamy dwóch kolegów, którzy umarli, a inni zostali zarażeni

Uświadomiliśmy sobie, jakie są możliwości człowieka. Uświadomiliśmy sobie również, że potrzebujemy Boga i zaczęliśmy prosić Go o pomoc, kiedy mamy kilka wolnych minut; rozmawiamy ze sobą i nie możemy uwierzyć, że jako zacięci ateiści codziennie szukamy pokoju, prosząc Pana, aby pomógł nam wytrwać, byśmy mogli opiekować się chorymi”. Koronawirus przyniósł ze sobą ból, lęk, strach, śmierć i… nawrócenie.

Cały artykuł Małgorzaty Szewczyk pt. „Upadek z wieży Babel” znajduje się na s. 2 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 70/2020, gratis.kurierwnet.pl.

Polska-IE: Udostępnij...
Zakupy Polaków: Kup
Kobiety mocniej niż
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish