Po latach sporów, raportów, sądowych zawieszeń i politycznego dreptania w miejscu rząd wreszcie naciska przycisk „start”. Limit pasażerów na lotnisku w Dublinie, relikt innej epoki, ma zostać zniesiony. Premier Micheál Martin potwierdził, że trwają prace nad projektem ustawy, która usunie jedno z najbardziej kontrowersyjnych ograniczeń infrastrukturalnych w kraju.
Decyzja zapadła jasno i bez niedomówień. „Nie mam wątpliwości, że trzeba to zrealizować” – powiedział premier goszczący w Chinach. Projekt legislacyjny jest przygotowywany, a rząd prowadzi równoległe rozmowy z organem planowania. Ton wypowiedzi Martina nie pozostawia złudzeń: to już nie zapowiedź, to polityczna determinacja.
Limit obowiązuje od 2007 roku i ogranicza liczbę pasażerów korzystających z dwóch terminali lotniska w Dublinie do 32 milionów rocznie. Wprowadzono go, by zmniejszyć korki drogowe wokół lotniska. Problem w tym, że Irlandia z 2007 roku to zupełnie inny kraj niż Irlandia dziś. Inna skala gospodarki, inna mobilność, inne potrzeby. Jak ujął to premier, były to „inne okoliczności, inna epoka”. Rząd argumentuje wprost – lotnisko w Dublinie to strategiczna arteria państwa wyspiarskiego i bez dobrej łączności lotniczej nie ma mowy o konkurencyjnej gospodarce, turystyce ani przyciąganiu inwestycji. Ministerstwo Transportu podkreśla, że Program Rządu zawiera jednoznaczne zobowiązanie do zniesienia limitu, a minister ma już zielone światło do działań legislacyjnych. Prace nad ustawą, jak zapewnia resort, postępują „w szybkim tempie”, a projekt ma wkrótce trafić na posiedzenie rządu.
To jednak dopiero połowa układanki. Zniesienie limitu pasażerów musi iść w parze z rozbudową infrastruktury. Operator lotniska, którym jest DAA przygotowuje wniosek o pozwolenie na budowę nowych pirsów i dodatkowych stanowisk postojowych dla samolotów. Bez tego wzrost ruchu pozostałby tylko teorią z papieru.
Sytuację dodatkowo komplikuje wątek prawny. Wysoki Trybunał Irlandii zawiesił traktowanie limitu pasażerów jako istotnego ograniczenia w ramach unijnych przepisów dotyczących slotów lotniskowych, czekając na rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości UE. W praktyce oznacza to, że obecnie limit nie wpływa na przydział slotów, co tylko podsyca argument, że cały mechanizm stał się anachronizmem.
Nie wszyscy jednak są z tego zadowoleni i Zieloni biją na alarm. Ciarán Cuffe mówi wprost o chaosie komunikacyjnym na M50, większym hałasie nad północnym Dublinem i znaczącym wzroście emisji gazów cieplarnianych. Jego zdaniem zniesienie limitu to sygnał sprzeczny z polityką klimatyczną, bo rolnikom każe się liczyć każdą tonę CO₂, a lotnictwu – otwiera się szeroko drzwi. Argument gospodarczy też jest przez Zielonych kwestionowany. Irlandia już dziś ma intensywny ruch lotniczy, a wzrost rzędu 25 proc. nie musi, ich zdaniem oczywiście, być ani konieczny, ani rozsądny.
Z drugiej strony barykady stoi branża turystyczna. Dyrektor generalny Irlandzkiej Federacji Hoteli Paul Gallagher przyjmuje decyzję rządu z zadowoleniem. Wskazuje, że nowoczesne samoloty są cichsze i bardziej efektywne, a wymiana flot ograniczy hałas. Gallagher przypomina też coś, co w tej debacie wraca jak refren: Irlandia nie ma luksusu alternatyw lądowych. Samolot to nie fanaberia, to kręgosłup łączności.
Dyskusja dopiero się rozkręca, ale jedno jest pewne: rząd przestał udawać, że problem sam się rozwiąże. Limit pasażerów nad Dublinem zaczyna pękać politycznie, prawnie i symbolicznie, więc pozostaje czekać na decyzję.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. X – Dublin Airport

