Jeszcze niedawno Pierwsza Komunia Święta kojarzyła się z białą albą, rodzinnym obiadem i kopertą od chrzestnych schowaną dyskretnie między modlitewnikiem a różańcem. Dziś coraz częściej przypomina małe wesele z wynajętą salą, profesjonalnym fotografem, animatorami, limuzyną i czekoladową fontanną.
W Irlandii coraz głośniej mówi się o kosztach komunijnych uroczystości, które potrafią sięgać nawet 5 tys. euro. Dla wielu rodzin to wydatek trudny do udźwignięcia, szczególnie w czasie rosnących kosztów utrzymania i inflacji, która zagląda dziś do każdego portfela bez pytania o pozwolenie. Dziennikarka Tanya Sweeney nie kryje swojego zdumienia skalą wydatków związanych z tym wydarzeniem. W rozmowie określiła wydawanie takich kwot na komunię jako „formę kompletnego szaleństwa”. – Za moich czasów tego wszystkiego po prostu nie było, powiedziała.
Sweeney przyznała, że sama zarzekała się kiedyś, iż nie będzie organizować wystawnych uroczystości dla swoich dzieci. Żadnych fontann z czekolady, żadnego przesadnego przepychu. Szybko jednak zderzyła się z rzeczywistością, którą zna dziś wielu rodziców, a chodzi o presję społeczną.
– Mój mąż powiedział tylko: „Teraz tak mówisz” – wspominała. – I miał rację. Presja na rodzicach jest ogromna i nigdy nie znika.
Współczesna komunia coraz częściej staje się społecznym egzaminem z zasobności portfela. Drogie stroje, wynajęte lokale, dekoracje jak z Instagrama i prezenty kosztujące więcej niż miesięczny czynsz przestały być wyjątkiem. Stały się nowym standardem. Problem jednak polega na tym, że nie każdego na ten standard stać.
Sweeney zwraca uwagę, że najbardziej cierpią rodziny o niższych dochodach, właśnie te, które najczęściej próbują „dotrzymać kroku sąsiadom”. Mechanizm jest stary jak świat, bo skoro inni organizują wystawne przyjęcie, trudno powiedzieć dziecku, że u nas będzie skromniej. Zwłaszcza gdy dzieci porównują dziś wszystko od konsol po dekoracje.
– Bardzo często ci, których najmniej na to stać, najmocniej próbują dorównać innym, podkreśliła dziennikarka.
Właśnie to religijne święto zaczyna mieszać się z wyścigiem społecznym. Sakrament, który miał być przeżyciem duchowym, coraz częściej przypomina wydarzenie najwyższej rangi społecznej, a przy tym stało się świętem konsumpcjonizmu. Z jednej strony rodzice chcą stworzyć dziecku piękne wspomnienia. Z drugiej, coraz trudniej oddzielić autentyczne świętowanie od presji, by „nie wypaść gorzej”. Sweeney nie neguje potrzeby rodzinnego celebrowania ważnych chwil, wręcz przeciwnie, zauważa, że w trudnych czasach ludzie naturalnie szukają okazji do radości i wspólnego świętowania.
– Życie przez większość czasu jest wystarczająco ponure. Ludzie chcą mieć jeden wielki dzień dla całej rodziny.
Jednak według niej istnieje granica między świętowaniem a finansowym absurdem.
Pięć tysięcy euro za jeden dzień, którego centralnym momentem pozostaje przyjęcie komunijne, dla wielu rodzin staje się symbolem epoki, w której nawet uroczystości religijne nie uciekły przed logiką świętowania na pokaz.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Image by vixrealitum from Pixabay

