Zrównoważony rozwój infrastruktury transportowej stanowi bezdyskusyjny fundament sprawnej gospodarki, integracji społecznej oraz międzynarodowej wymiany handlowej. Swoboda przemieszczania się oraz rozbudowa węzłów komunikacyjnych to naturalne procesy cywilizacyjne, które przez dekady napędzały dobrobyt państw członkowskich.
Współczesne lotnictwo cywilne nie jest zachcianką czy luksusem, lecz kluczowym krwioobiegiem nowoczesnego świata. Tymczasem nad europejskim niebem gęstnieją chmury biurokratycznych obostrzeń. Absurdalne normy emisji dwutlenku węgla oraz rygorystyczne limity narzucane pod sztandarem walki ze zmianami klimatu, stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla stabilności całego sektora.
Zamiast wspierać innowacje i naturalną rozbudowę potężnych punktów przesiadkowych, unijny dyktat klimatyczny dąży do sztucznego zduszenia popytu, co z pewnością przełoży się na drastyczny wzrost cen biletów oraz ograniczanie dostępności połączeń dla zwykłych podróżnych.
Doskonałym przykładem tej ideologicznej presji stają się wnioski z najnowszego raportu przygotowanego przez grupy badawcze Transport & Environment oraz Opportunity Green. W opublikowanym opracowaniu zatytułowanym „Off Track” wzięto pod lupę dwadzieścia największych europejskich portów lotniczych. Autorzy dokumentu z nieukrywaną satysfakcją podnoszą alarm, że lotnisko w Dublinie, kluczowy węzeł komunikacyjny dla wyspiarskiego kraju, wyczerpie swój rzekomy „sprawiedliwy udział” w budżecie emisji dwutlenku węgla już do 2034 roku.
Według tych wyliczeń dalsza, w pełni uzasadniona ekonomicznie rozbudowa irlandzkiego portu lotniczego doprowadziłaby do przekroczenia przyjętych progów wzrostu temperatur o ponad dwa i pół razy. Eksperci klimatyczni szacują, że z pozostałych do 2050 roku 27 milionów ton dwutlenku węgla dla dublińskiego lotniska, dynamiczny rozwój infrastruktury pochłonie wszystko w ciągu zaledwie kilku najbliższych lat.
Warto jednak przyjrzeć się bliżej naturze tych oskarżeń. Problem nie leży w samej chęci rozbudowy, lecz w nierealnych normach przyjętych w Porozumieniu Paryskim, które traktują każdy wzrost gospodarczy jako zagrożenie.
Irlandzkie władze postąpiły natomiast w sposób całkowicie racjonalny (przynajmniej w tej kwestii) i odpowiedzialny za własny rynek, uchwalając przepisy uniemożliwiające zniesienie przestarzałego limitu 32 milionów pasażerów rocznie na lotnisku w Dublinie. W roku ubiegłym stołeczny port lotniczy obsłużył aż 36,4 miliona podróżnych, jednoznacznie pokazując, jak wielkie jest zapotrzebowanie społeczne i biznesowe. Planowane podniesienie przepustowości do 40 milionów, a docelowo nawet do 60 milionów pasażerów dzięki wykorzystaniu dwóch pasów startowych, to absolutnie naturalna odpowiedź na potrzeby rynku, z czym trudno się nie zgodzić.
Tymczasem ekologiczni terroryści bezlitośnie atakują irlandzki rząd za usunięcie biurokratycznych hamulców rozwoju. Próbują wmówić opinii publicznej, że rozbudowa lotniska odbędzie się kosztem innych sektorów, więc rolnictwa, przemysłu czy ciepłownictwa, które będą musiały głębiej ciąć własne emisje. Zamiast cieszyć się z faktu, że państwo inwestuje w nowoczesne terminale, zielone – skorumpowane brukselską narracją lobby, domaga się nakładania kolejnych obciążeń fiskalnych.
Wśród proponowanych rozwiązań pojawiają się postulaty opodatkowania paliwa lotniczego, wprowadzenia podatku VAT na bilety lotnicze oraz dalszego rozszerzania unijnego systemu handlu emisjami (ETS). W praktyce oznacza to tylko jedno – uderzenie w portfele pasażerów. Rachunek za absurdalne wyśrubowanie norm węglowych zapłacą zwykli ludzie, dla których latanie stanie się towarem deficytowym.
Sprawa Dublina nie jest odosobnionym przypadkiem, lecz elementem szerszej, niebezpiecznej tendencji widocznej w całej Unii Europejskiej. Raport wykazał, że wszystkie zbadane lotniska w dziesięciu krajach przekroczą przyznane im z sufitu budżety emisyjne. Co więcej, krytycy infrastruktury otwarcie przyznają, że nawet wprowadzanie czystszych paliw syntetycznych oraz tych nowoczesnych, wydajnych silników nie zdoła zrównoważyć wzrostu natężenia ruchu. Zamiast stawiać na postęp technologiczny i dać inżynierom czas na dopracowanie ekologicznych rozwiązań, Bruksela i powiązane z nią lub chodzące na jej smyczy organizacje, stawiają sprawę na ostrzu noża, więc albo zatrzymanie rozwoju, albo realizacja celów klimatycznych.
*
Tego rodzaju podejście jest dogmatyczne i głęboko szkodliwe. Wypominanie Irlandii, że jako państwo przewodniczące Radzie Unii Europejskiej „traci wiarygodność” z powodu dbania o własne interesy transportowe, to przejaw czystej obłudy. Nie można budować konkurencyjnej gospodarki poprzez zamykanie się na świat i ograniczanie mobilności, czyli więzienie na wyspie mieszkańców. Jeśli unijna polityka klimatyczna w dalszym ciągu będzie przedkładać cyferki z biurokratycznych tabel nad realne potrzeby społeczne, europejskie lotnictwo zostanie skazane na stagnację, a mieszkańcy wspólnoty – na drastycznie droższe podróże w bardzo ograniczonej przestrzeni.
Rozwój jest rzeczą naturalną, natomiast próby jego zablokowania w imię utopijnych wizji bezemisyjności prędzej czy później uderzą w całą europejską gospodarkę.
Tym samym uznaję, że Unia Europejska niszczy swój przemysł, rynek i Europejczyków.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. Dublin Airport

