Killarney w hrabstwie Kerry wciąż zmaga się ze skutkami gwałtownej powodzi, która nawiedziła to miasto i w krótkim czasie doprowadziła do zalania ulic, nieruchomości mieszkalnych oraz firm. Władze lokalne określają skalę zdarzenia jako bezprecedensową. Burmistrz Killarney mówi o najgorszej powodzi, jaką pamiętają mieszkańcy miasta.
Właściciele sklepów i przedsiębiorstw przy College Street oceniają straty, a w wielu przypadkach mogą być one wysokie. Woda dostawała się do budynków niemal natychmiast, pozostawiając po sobie zalane pomieszczenia, uszkodzone elementy konstrukcyjne i zniszczony towar – relacjonują poszkodowani. Skala problemu była tym większa, że intensywne opady wystąpiły w bardzo krótkim czasie. „Woda po prostu wlewała się do środka” mówią.
Współwłaścicielka Lily Designs w Killarney Lisa Wiltsey zauważyła pierwsze oznaki problemu jeszcze przed nadejściem właściwej fali powodziowej. Woda zaczęła kapać przez dach w tylnym pomieszczeniu gospodarczym. Jak relacjonowała: „Od tego momentu wszystko zaczęło się naprawdę szybko rozwijać”. Chwilę później sytuacja stała się znacznie poważniejsza. „Wyszłam z przodu [budynku], a woda po prostu wlewała się do środka. Samochody na zewnątrz zaczęły gwałtownie skręcać i czułam się, jakbym była pod wodą. To było szaleństwo”.
Sklep działa w Killarney od dwóch lat. Powódź uszkodziła dach, a część znajdującego się w lokalu towaru została zalana. Straty mogły być jednak znacznie większe. „Mogło być o wiele gorzej” – dodała Wiltsey.
Dla innych przedsiębiorców sytuacja była dramatyczniejsza. Pat O’Connor, właściciel Variety Sounds, który prowadzi działalność w tym samym miejscu od 46 lat, przyznał, że nigdy wcześniej nie widział powodzi błyskawicznej o takiej skali. „Woda wdarła się pod drzwi. To było przerażające, bo stało się tak nagle”. Problem pogłębiały samochody, które próbowały przejeżdżać przez zalane ulice. „Potem przez wodę przejeżdżały samochody, które przepychały ją dalej i szybciej”.
O’Connor uważa, że infrastruktura kanalizacyjna po prostu nie była w stanie przyjąć tak ogromnej ilości wody w tak krótkim czasie. „To było bardzo przerażające i wydarzyło się tak nagle, że kanały nie były w stanie przyjąć wody”. Jak przypomniał, Killarney doświadczało już powodzi w przeszłości. „Mieliśmy powodzie sześć lub siedem lat temu, ale nigdy nie było tak źle”.
Przedsiębiorcy walczyli o swoje firmy
John Lynch z Phone Savers dowiedział się o sytuacji, kiedy wracał do domu. Otrzymał telefon z informacją, że jego firma została zalana. „Nie mogłem nawet wrócić do miasta, żeby zobaczyć zniszczenia i powódź, które zalały mój dom”. Jak mówił, wszystko wydarzyło się niezwykle szybko. „To było zupełnie nagłe i niepokojące”. Woda dostała się również do warsztatu. „Do warsztatu wdarło się około pięć, pięć centymetrów wody, worki z piaskiem, wiesz, zwykła rzecz”.
Lynch widział również pracowników rady próbujących zabezpieczać zagrożone miejsca. „Widziałem chłopaków z rady, jak w ulewnym deszczu, ubrani w koszulki, próbowali układać worki z piaskiem”. Ich wysiłki nie były jednak w stanie powstrzymać wody. „Zrobili, co mogli, ale było już za późno”.
„Woda zaczęła spływać z sufitu, po ścianach i na podłogę”
W Aran Knitwear sytuacja również stała się krytyczna. Właściciel sklepu John Kelleher uważa, że tylko szybka reakcja pracowników pozwoliła ograniczyć straty. „Myślę, że było to około godziny szóstej. Mój kierownik akurat poszedł na zaplecze, żeby sprawdzić inne rzeczy, a chwilę później woda zaczęła spływać z sufitu, po ścianach i na podłogę”. W budynku uruchomiono systemy alarmowe. „Oczywiście, istniały stacje alarmowe”. Problem był jednak poważny, ponieważ na dachu znajdowała się ogromna ilość wody. „W tym momencie na dachu znajdowało się ponad pół metra wody, a do środka lało się jak z cebra”.
Kelleher zwraca uwagę na jeden szczególnie istotny element – pora wystąpienia powodzi. „Mieliśmy więc szczęście, że nie wydarzyło się to w środku nocy, kiedy lokal był zamknięty, bo gdyby tak się stało, całe główne piętro zostałoby zniszczone”.
To zdanie dobrze oddaje skalę zagrożenia. Powódź pojawiła się w późnych godzinach popołudniowych, a przedsiębiorcy i pracownicy znajdowali się jeszcze na miejscu i mogli reagować. Gdyby woda pojawiła się kilka godzin później, wiele szkód mogłoby zostać odkrytych dopiero następnego dnia rano.
Burmistrz: „Najgorsza powódź w dziejach”
Burmistrz Killarney John O’Donoghue określił tę powódź jako najgorszą w historii miasta. W rozmowie z dziennikarzami RTÉ powiedział, że gwałtowne zalanie było „ogromnym szokiem” i doprowadziło do „olbrzymich zniszczeń”. „Był to pierwszy raz, kiedy pamiętano, że całe miasto zostało zalane wodą powodziową”. Według słów mężczyzny, problemem nie była wyłącznie suma opadów, lecz przede wszystkim ich intensywność. „Myślę, że w ciągu czterech godzin spadło prawie sześć centymetrów deszczu, ale większość z tego spadła w ciągu około 90 minut”.
W takich warunkach infrastruktura miejska znalazła się pod ogromną presją. „Przypuszczam, że całkowicie przytłoczyło to cały obszar, jak każde miasto”. O’Donoghue podkreślił, że Killarney zna problem okresowych podtopień. „Przyzwyczailiśmy się już do okresowych powodzi, które ograniczają się do jednego obszaru miasta, jednej ulicy lub drogi”. Tym razem było jednak inaczej. „Ale to był pierwszy raz, kiedy ktokolwiek pamięta, że całe miasto zostało zalane wodą powodziową”.
„To niewiarygodne, że to wszystko spadło z nieba”
Burmistrz nie zamierza obecnie wskazywać winnych. Jego zdaniem zdarzenie było ekstremalne, a pogoda pozostaje z natury trudna do przewidzenia. „Gdyby w mieście było dwa razy więcej kanałów, nie poradziłoby sobie ono z tym, co się wydarzyło […]”.
Po zakończeniu prac porządkowych przeprowadzona będzie analiza, która pozwoli określić, jakie działania można podjąć, aby ograniczyć ryzyko podobnego zdarzenia w przyszłości. Burmistrz O’Donoghue mówił również o wyjątkowym połączeniu okoliczności. „Przypuszczam, że była to burza idealna, w tym sensie, że ziemia była tak sucha, że gdybyśmy mieli kilka tygodni lub okres, który nazwalibyśmy bardziej regularnymi opadami deszczu, jestem pewien, że ziemia całkiem dobrze poradziłaby sobie z deszczem, ale tak się złożyło, że pierwszy deszcz, jaki spadł, miał biblijne proporcje”.
Wcześniej burmistrz napisał w mediach społecznościowych, że miasto zostało dotknięte „najgorszą powodzią w dziejach”. „Prace porządkowe będą ogromne i myślę o wszystkich, którzy widzą, że woda wdziera się do ich domów, powodując ogromne szkody w domach i firmach”.
Met Éireann: opady były niezwykle lokalne
Meteorolodzy zwracają uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt wydarzenia. Choć wydano żółte ostrzeżenia dotyczące intensywnych opadów, dokładnego miejsca wystąpienia najbardziej gwałtownych ulew nie można było przewidzieć z wyprzedzeniem. Met Éireann poinformował, że lokalne, bardzo intensywne opady doprowadziły do podtopień w części południowego zachodu i południowego wschodu Irlandii. W przypadku Killarney różnice pomiędzy poszczególnymi lokalizacjami były znaczące.
Stacja meteorologiczna w Muckross House odnotowała w ciągu sześciu godzin do godziny 22:00 aż 57,2 mm deszczu. W ciągu trzech godzin spadło tam 52,2 mm, natomiast w jednej godzinie, do godziny 21:00, zanotowano 26,6 mm opadów. W ciągu 24 godzin do godziny 3:00 nad ranem w piątek suma wyniosła 58,8 mm. To ponad połowa długoterminowej średniej miesięcznej dla sierpnia, która w latach 1991–2020 wynosiła 106,1 mm.
Problem polegał więc na tym, że znaczna część miesięcznej normy opadów spadła praktycznie w jednym gwałtownym epizodzie.
Rada: Służby były natychmiast na miejscu
Dyrektor ds. społeczności, działań na rzecz klimatu i usług operacyjnych w Radzie Hrabstwa Kerry Paul Neary powiedział w programie RTÉ, że pierwsze intensywne opady rozpoczęły się między godziną 17 a 18. Jednocześnie podkreślił: „Nie wydano żadnych ostrzeżeń”. Według niego sytuacja gwałtownie pogorszyła się między godziną 19 a 20. „Ale potem, gdzieś między godziną 19:00 a 20:00 niebo faktycznie się otworzyło”.
Neary ocenił, że w ciągu czterech godzin spadło około 50–57 mm deszczu, a w jednej godzinie suma mogła osiągnąć około 30 mm. Od godziny 19:00 do rady zaczęły napływać zgłoszenia. „Od godziny dziewiętnastej zaczęliśmy otrzymywać telefony z informacją, że drogi są nieprzejezdne, a nieruchomości mogą być zagrożone”. „Więc w tym momencie nasze jednostki Straży Pożarnej wysłały ekipy, aby zaczęły wypompowywać wodę”.
Do akcji włączono również lokalne jednostki samorządowe i obronę cywilną. „Następnie zaczęliśmy wspierać Straż Pożarną przy pomocy lokalnych jednostek samorządu terytorialnego i Obrony Cywilnej, oczyszczając kanalizację, dostarczając worki z piaskiem, pompując i udzielając pomocy zalanym posesjom”. Garda zajęła się natomiast organizacją objazdów. „Wiem, że Gardaí zajmowała się wówczas objazdami, ponieważ wiele tras, głównych dróg, musiało zostać tymczasowo zamkniętych, aby uporać się z powodzią”.
Teraz czas na liczenie strat
Służby i właściciele domów oraz firm prowadzą obecnie ocenę szkód. Rada Hrabstwa Kerry kontaktuje się z właścicielami nieruchomości dotkniętych powodzią i deklaruje pomoc. Zamknięte zostało między innymi Killarney Sports and Leisure Centre, do którego również dostała się woda. Według Neary’ego początkowe obawy dotyczące liczby zalanych nieruchomości mogły być przesadzone, jednak dokładna ocena dopiero trwa. „Wiemy, że prawdopodobnie wiele nieruchomości zostało zalanych”.
Dodał, że ucierpiało kilka obiektów komercyjnych i, że władze przygotują listę zalanych nieruchomości. To właśnie ona będzie miała znaczenie przy podejmowaniu decyzji dotyczących pomocy finansowej.
Do 30 tysięcy euro pomocy dla nieubezpieczonych firm
Departament Przedsiębiorczości, Turystyki i Zatrudnienia poinformował, że decyzja o ewentualnym uruchomieniu programu pomocy dla nieubezpieczonych przedsiębiorstw w Killarney zostanie podjęta po pełnej ocenie skutków powodzi. Departament współpracuje w tej sprawie z Radą Hrabstwa Kerry oraz Departamentem Mieszkalnictwa, Samorządu Lokalnego i Dziedzictwa Kulturowego.
Istniejący program przeciwpowodziowy, który przewiduje pomoc dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz organizacji społecznych, wolontariackich i sportowych, które poniosły straty na skutek powodzi i nie mogły uzyskać ubezpieczenia od tego rodzaju szkód. Maksymalna wysokość wsparcia wynosi 30 tys. euro i służyć ma przywróceniu działalności do stanu sprzed powodzi. Dla przedsiębiorców z College Street może to być istotna pomoc, ale najpierw trzeba dokładnie określić skalę zniszczeń.
Killarney patrzy już na kolejny deszcz
Najbardziej niepokojące jest to, że problem nie kończy się wraz z odpompowaniem wody. Rada Hrabstwa Kerry monitoruje prognozy, ponieważ w weekend spodziewane jest około 30 mm deszczu. Sam poziom prognozowanych opadów nie jest obecnie powodem do natychmiastowego alarmu, jednak ekipy pozostają w gotowości, a worki z piaskiem są dostępne.
Doświadczenie z ostatnich dni pokazuje bowiem, że nie tylko miesięczna suma opadów ma znaczenie. Kluczowa jest ich intensywność i miejsce wystąpienia. Killarney przekonało się o tym w sposób szczególnie bolesny.
W Phoenix Park w Dublinie w ciągu trzech godzin, między 20:00 a 23:00, spadło około 49 mm deszczu. Wydano tam pomarańczowe ostrzeżenie przed opadami, które następnie wygasło krótko po godzinie 2:00 w nocy.
Tymczasem mieszkańcy i przedsiębiorcy w Killarney pozostają z rachunkiem wystawionym przez naturę. I jest to rachunek, którego wysokość dopiero zostanie policzona.
Powódź w Killarney pokazuje również coś więcej niż tylko słabość miejskiej infrastruktury wobec ekstremalnych zjawisk pogodowych. Pokazuje rosnący problem, z którym muszą mierzyć się lokalne społeczności: opady, które jeszcze niedawno byłby wyjątkowym wydarzeniem meteorologicznym, mogą w ciągu kilkudziesięciu minut zmienić spokojną ulicę w rwący potok. Burmistrz Killarney powiedział, że wyglądało to tak, jakby rzeka wystąpiła z brzegów. Tymczasem nie wystąpiła. Woda przyszła z nieba.
I właśnie dlatego pytanie nie brzmi dziś, kto ponosi odpowiedzialność za powódź. Najważniejsze pytanie brzmi: czy Killarney jest przygotowane na następne takie wydarzenie? Bo dzisiaj nikt nie może już powiedzieć, że podobna sytuacja jest wyłącznie zagrożeniem teoretycznym.
Oczywiście nie można mówić w tym przypadku o winie władz, zarówno lokalnych, jak i krajowych, ponieważ powódź wynikała z działalności natury. Należy jedynie sprawdzić, czy oficjalne czynniki zadziałały w odpowiedni sposób, aby wesprzeć osoby i firmy, które ucierpiały ze względu na obfite opady deszczu.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. Kadry z nagrań stacji RTE

