Irlandzcy kierowcy odczuli skutki eskalacji napięcia na Bliskim Wschodzie niemal natychmiast po atakach Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran, gdy ceny paliw na stacjach benzynowych w całym kraju zaczęły gwałtownie rosnąć, zanim rynki ropy naftowej zdążyły w pełni zareagować.
Jeszcze w ubiegłym tygodniu średnia cena litra benzyny bezołowiowej i oleju napędowego wynosiła od 168 do 173 centów. Sytuacja zmieniła się błyskawicznie po piątkowych działaniach militarnych. Już w sobotni poranek wiele stacji podniosło ceny do 175 centów za litr. Kilkanaście godzin później, w sobotni wieczór ceny zbliżały się do 178 centów, natomiast w niedzielę niektóre stacje pobierały już nawet 180,9 centów za litr, co oznacza wzrost o kilkanaście centów więcej w ciągu zaledwie kilkudziesięciu godzin od ataku.
Podwyżki nastąpiły w oczekiwaniu na ponowne otwarcie światowych rynków ropy naftowej, gdzie dzisiaj przewidywany jest gwałtowny wzrost cen surowca. Inwestorzy obawiają się obecnie zakłóceń eksportu ropy przez Zatokę Perską, kluczowy region dla globalnych dostaw energii. Iran posiada trzecie co do wielkości złoża ropy naftowej na świecie i kontroluje Cieśninę Ormuz, przez którą codziennie przepływa około 20 procent światowego zapotrzebowania na ropę i gaz ziemny.
Analitycy ostrzegają, że sytuacja może się jeszcze pogorszyć. Helima Croft z RBC Capital Markets wskazała w rozmowie z „Financial Times”, że po zamknięciu cieśniny ceny ropy mogą wzrosnąć nawet do 100 dolarów za baryłkę, co oznaczałoby wzrost o około 37 procent względem poziomu z końca ubiegłego tygodnia. Taki scenariusz ma natychmiastowe konsekwencje dla konsumentów, zwiększając koszty transportu, co przełoży się na ceny detaliczne. Jak wiadomo, Cieśnina Ormuz jest zamknięta i wiele statków z ropą naftową oraz gazem skierowanych zostało do portów w obawie przed atakami, co z kolei wstrzymuje transport tych surowców z Zatoki Perskiej do Europy.
Wyższe ceny paliw stanowią bezpośrednie obciążenie dla budżetów gospodarstw domowych i jednocześnie zwiększają presję inflacyjną w gospodarce. Według Capital Economics globalna inflacja mogłaby wzrosnąć nawet o 0,7 punktu procentowego. Oznaczałoby to wolniejsze obniżki stóp procentowych oraz dalsze napięcia finansowe dla rodzin spłacających kredyty hipoteczne.
Niepokój nie ogranicza się wyłącznie do rynku paliw. Istnieją obawy, że eskalacja konfliktu odbije się również na rynkach akcji, potencjalnie obniżając wartość funduszy emerytalnych milionów ludzi. Już wcześniej inwestorzy reagowali nerwowo na wysłanie przez Stany Zjednoczone floty morskiej w region, co podbiło ceny ropy jeszcze przed rozpoczęciem ataków. Susannah Streeter z firmy brokerskiej Wealth Club ostrzegła, że zamknięcie Cieśniny Ormuz jest „ogromnie uciążliwe”, szczególnie dla innych dużych producentów ropy, takich jak Arabia Saudyjska, oraz dla gospodarek uzależnionych od importu energii.
Dla Irlandii, kraju całkowicie zależnego od importu paliw kopalnych, oznacza to jedno, że globalny konflikt błyskawicznie przekłada się na ceny widoczne na lokalnych tablicach przy stacjach benzynowych. Jeśli wojna USA oraz Izraela z Iranem spowoduje dalszy wzrost napięcia, co oznacza eskalację i spełnienie gróźb Teheranu, kierowcy mogą w nadchodzących tygodniach stanąć w obliczu kolejnej fali podwyżek, które doprowadzą do podwyżek cen paliw w okolice 2 €, a może nawet przekroczenia tej ceny za jeden litr benzyny i oleju napędowego. Podobnie dziać się będzie w przypadku gazu, więc wzrosty cen odczuwany będzie nie tylko na drogach, ale w całej gospodarce.
Bogdan Feręc
Źr. Financial Times/Extra.ie
Photo by engin akyurt on Unsplash

