Kasa Pierwszej Damy

Prezydenci większości krajów mają żony lub mężów, co zdarza się rzadziej, w każdym razie małżonków, którzy także są reprezentantami niektórych państw.

Ogólnie rzecz ujmując, żony prezydentów, bo to częściej jest obserwowane, towarzyszą głowom państw w podróżach zagranicznych, uroczystościach państwowych, a i spotykają się z ludźmi oraz prowadzą działalność dobroczynno-charytatywną. Tak samo jest w Polsce, gdzie właśnie rozgorzała dyskusja na temat wynagrodzenia pierwszych dam i przekonuje się nas, że partnerki prezydentów powinny otrzymywać pensję.

Może to zaskakujące, ale całkowicie się z tym zgadzam, a to z kilku powodów. O ile Pierwsza Dama może i nie została wybrana przez naród, to wspierała swojego męża w staraniach o urząd, więc jeździła z nim po całym kraju, czyli wcześniej musiała rzucić robotę. Właśnie tutaj pojawia się problem, gdyż o ile małżonek zostanie wybrany szefem kraju, niekiedy niestety, „kobitę” bierze ze sobą, do fabryki nie puszcza, bo ta ma siedzieć vel stać, u jego boku w prezydenckim pałacu i się, jego oraz państwo reprezentować.

Zaskakuje mnie poruszenie, jakie w szeregach naszego rodzimego SLD, czy jak oni się tam teraz nazywają, wywołała propozycja, aby przyznać pensję żonie prezydenta, w tym przypadku Duda Andrzej.

Drodzy Państwo, stojąc u boku prezydenta, lubianego, czy nie, żona ma ładnie wyglądać, więc kiecki kupować musi, a i na fryzjera kabzą trząsnąć, nie wspominając, że paznokcie raz na jakiś czas efektownie przemalować. Taka Pierwsza Dama nie ma więc pensji, czyli ciągnie z prezydenckiego portfela, czyli i tak z naszych podatków. Co więcej, będąc żoną prezydenta, co nie daj Bóg, dwie kadencje i nie chodzi tu o kadencje małżeńskie, owej nie płaci się też składek na ubezpieczenie, czyli 10 lat „kobita” ma nieskładkowych. W takim przypadku, jak chłop skończy robotę w pałacu, emeryturkę była już dama dostanie skromną, bo lat pracy kobiecinie braknie.

Zastanawia więc nagonka, jaką „LSD” ustami Miller Leszek oraz nauk ekonomicznych profesor Senyszyn Joanna w mediach polskich rozpętali, a dotyczy obecnej żony, obecnego jeszcze prezydenta. Co ciekawe, o pensji dla Pierwszej Damy mówiła już wcześniej, bo tuż po zakończeniu kadencji męża Jolanta Kwaśniewska, więc osoba, blisko związana z lewicą, czyli zdziwienie może być jeszcze większe.

Jakby tego nie nazywać, jestem zwolennikiem pensji i opłacania składek na ubezpieczenie społeczne dla pierwszych dam i mężów, o ile zdecydują się stać u boku prezydenta w całej pełnionej przez niego kadencji. Obrażanie natomiast kogokolwiek, na co pozwoliła sobie profesor, polityk, nauczyciel akademicki, posłanka kilku kadencji Sejmu RP i posłanka do Parlamentu Europejskiego Joanna Senyszyn, uważam za grubą nieprzyzwoitość.

Pani Senyszyn stwierdziła: „Pensja dla żony prezydenta to absurd. Podobnie jak określenie pierwsza dama. Za bycie żoną można ewentualnie dostawać pensję od męża, jeśli zatrudni żonę jako kucharkę, sprzątaczkę, opiekunkę do dzieci… W przypadku Dudów – jako wieszak na ubrania. Pierwszy Wieszak”.

Dla Pierwszej Damy w Polsce proponuje się wynagrodzenie miesięczne w okolicach 13.000 złotych.

Bogdan Feręc – z rzadka mówiący o polskiej polityce

Znajdź nas:

Głosowanie, wotum n
VW wciąż truje
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn