Kara za tworzenie korków i zatorów

Rząd, jeszcze przed jego utworzeniem, snuł plany, jak uderzyć w mieszkańców Irlandii, co potwierdzają dokumenty, jakie wymieniane były przez potencjalnych koalicjantów podczas rozmów o przejęciu władzy nad krajem.

Jak dowiaduje się The Irish Times, zanim doszło do utworzenia koalicji, dużo mówiło się, jak wyciągnąć od osób zamieszkujących wyspę pieniądze, a pomysłów było wiele, chociaż jeden szczególnie powinien się nam spodobać, bo będzie karą za jazdę samochodem, jego posiadanie, w jednocześnie odsuwa i zdejmuje odpowiedzialność z władz lokalnych i krajowych.

Chodzi o propozycję, która nakłada dodatkową opłatę na kierowców, którzy swoimi samochodami jeżdżą dużo lub bardzo dużo, a tym samym, są czynnikiem degenerującym przepustowość irlandzkich dróg, bo ci podli i niewdzięczni, nie bacząc na nikogo, tworzą korki oraz zatory na ulicach.

Koalicja ustaliła, pieniędzy chcą, a i nawet zaczęli się przygotowywać do wprowadzenia kary za jazdę samochodem, a właściwie za stanie w korku, bo zlecono już nawet przeprowadzenie konsultacji oraz rozważenie możliwych do wprowadzenia środków, by pieniądze wyrwać kierowcom z portfeli, co ma być środkiem ograniczającym wpływ rosnącego ruchu w Dublinie, Cork, Limerick, Galway, a także Waterford. Z dokumentów, jakie wymieniali między sobą negocjatorzy koalicyjni z Fianna Fáil, Fine Gael i Green Party, wynika, że już na tamtym etapie rozmów pojawiła się także propozycja, a ta mówi o obniżeniu dozwolonej prędkości na autostradach.

Padła podczas rozmów koalicyjnych propozycja, że i osoby, które lubią latać, więc często korzystają z usług firm lotniczych, także powinny oddać część ze swoich zasobów finansowych, ale tutaj nie można było już użyć argumentu korków, więc taki „częsty pasażer”, miał druzgocąco wpływać na środowisko, latając w te i we w te. Pomysł niestety dla rodzącej się w bólach koalicji upadł, bo stwierdzono, że byłby trudny do wprowadzenia i wytworzyłby brak przejrzystości cen biletów lotniczych.

Co ciekawe, w dokumentach, do jakich dotarli dziennikarze The Irish Times, winowajcą zagadnienia korków na ulicach jest irlandzkie społeczeństwo i to ono właśnie przyczyniło się do wzrostu ruchu na drogach, więc powinno się je uczulić, finansowo, by zrezygnowało ze złośliwego tworzenia kroków i zatorów w miastach.

*

Na marginesie można dodać, że w dokumentach, nie padają słowa o poprawie stanu dróg, ich rozbudowie, zmianach w organizacji ruchu, czy może nawet rozwoju innych środków transportu, a działania ukierunkowane są na kierowców, więc jasno z nich wynika, że potrzebna jest kasa, natomiast jej wyrywanie z naszych kieszeni, trzeba jakość zgrabnie usankcjonować. W tej próbie tzw. tworzenia prawa, a nie można nazwać go Janosikowym, bo zabiera się wszystkim, niezależnie – bogatym lub biednym, a daje łupieżcy, czyli rządowi, zapomina się też o choćby propozycji, żeby rozwinąć transport publiczny, jako zachętę do porzucenia własnego pojazdu, na rzecz autobusu lub tramwaju.

Zastanawia mnie też kolejna sprawa, czyli, jaki jeszcze wprowadzony zostanie podatek, w domyśle kara? Może tak za chodzenie po miejskich traktach pieszych, bo nawierzchnię się buciorami zdziera, dotykanie poręczy, bo się wycierają, stanie w kolejkach, bo odbiera się innym użytkownikom przestrzeń do chodzenia buciorami po chodnikach, a może nawet za patrzenie w dal, bo takiego podatku jeszcze nie ma. Chciałbym być też pomocny, a nie wyłącznie krytykiem i przypomnieć obecnej władzy, że wzorem swoich okupantów, mogą wprowadzić podatek od słońca, bo przecież taki drzewiej obowiązywał już w Irlandii, czyli jest precedens.

Bogdan Feręc

Źr. główne: The Irish Times

Polska-IE: Udostępnij...
Kolejne hrabstwa do
Puby nie są zagroż
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish