Wspólny rynek Unii Europejskiej dominuje w strukturze sprzedaży zagranicznej krajowych przedsiębiorstw. Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w 2025 roku wartość eksportu towarów z Polski wyniosła 366,2 mld euro, przy niecałych 60 mld euro 21 lat temu, a blisko trzy czwarte sprzedaży trafiło na rynki UE. Takiej strukturze eksportu sprzyjają m.in. brak ceł i kontroli granicznych oraz uproszczone procedury pomiędzy państwami członkowskimi.
– Potencjał eksportowy Polski jest znaczący i na tle różnych krajów, szczególnie sąsiedzkich, bardzo dobrze się prezentujemy. Duża część eksportu jest realizowana przez firmy zagraniczne albo międzynarodowe, które w Polsce mają produkcję, mniejsza część przez firmy rdzennie polskie, ale otwiera nam to drogę na najbardziej wymagające rynki eksportowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Andrzej Arendarski, prezydent Krajowej Izby Gospodarczej.
Dane GUS pokazują skalę zmian, jakie zaszły w polskim handlu zagranicznym po wejściu Polski do Unii Europejskiej. W 2004 roku wartość eksportu towarów z Polski wynosiła niespełna 60 mld euro, podczas gdy w 2025 roku przekroczyła 366 mld euro. W całym okresie państwa członkowskie UE utrzymywały pozycję głównego kierunku sprzedaży zagranicznej przedsiębiorstw.
– Wzrost potencjału eksportowego polskich firm możemy w zasadzie datować na 2004 rok. Większość firm w Polsce w ogóle nie zdaje sobie sprawy z pozytywnych aspektów jednolitego rynku europejskiego, który otrzymaliśmy, wchodząc do Unii Europejskiej. Szczególnie widzę tutaj młodsze firmy, które zaczęły swoje funkcjonowanie 10–15 lat temu i które traktują to jako coś oczywistego: nie znają barier, ceł czy nieswobodnego pokonywania granic – tłumaczy dr Anna Masłoń-Oracz, ekspertka ds. ekspansji międzynarodowej, adiunkt w Zakładzie Strategii Międzynarodowych w Szkole Głównej Handlowej.
Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Wielkie rozszerzenie. 20 lat członkostwa Europy Środkowej w UE” wynika, że osiem państw regionu, które wstąpiły do UE w 2004 roku, zwiększyło swój eksport w latach 2003–2022 pięciokrotnie, przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ok. 10 proc. Analitycy podkreślają, że integracja stworzyła z Europy Środkowej centrum eksportowe. Z kolei raport Banku Pekao „20 lat Polski w Unii Europejskiej z perspektywy przedsiębiorstw i sektorów gospodarki” wskazuje, że nasz kraj odnotował jeden z największych awansów w unijnej hierarchii eksporterów. Po 2004 roku udział Polski w łącznym eksporcie państw UE-27 zwiększył się o ponad 3 pkt proc., a wzrost objął większość gałęzi przetwórstwa.
– Eksport do Unii Europejskiej stanowi trzy czwarte polskiego eksportu. Bardzo niewiele firm eksportuje poza Unię Europejską, bo napotyka wiele barier, których w Unii nie ma, czyli bariery taryfowe, celne, brak transparentności związanej z repatriacją kapitału – przekonuje dr Anna Masłoń-Oracz.
Głównym partnerem handlowym Polski pozostają Niemcy. W okresie styczeń–grudzień 2025 roku nasz eksport na ten rynek osiągnął 98,7 mld euro i był o 2,9 proc. wyższy niż przed rokiem. Sprzedaż do pozostałych krajów strefy euro wyniosła w ubiegłym roku 116,2 mld euro (wzrost o 5,1 proc.), do państw spoza strefy euro – 59,2 mld euro (wzrost o 6,5 proc.). Głównym odbiorcą z tej grupy partnerów handlowych były Czechy.
– Wspólny rynek umożliwił nam budowanie naszej pozycji konkurencyjnej. Dużo skuteczniej konkurujemy z dostawcami na rynku unijnym – wskazuje Katarzyna Ujma-Dzieniowska, dyrektorka ds. eksportu w firmie JAR Aromaty, producenta aromatów spożywczych. – Dostarczamy na rynki unijne i nasze wysyłki oraz sprzedaż nie różnią się praktycznie niczym od tych realizowanych w kraju. Oczywiście bierzemy pod uwagę przepisy dotyczące VAT i oczekiwania klienta zagranicznego, które bywają nieco inne niż odbiorców krajowych, ale poza dystansem sama obsługa zamówień niewiele się różni. Z kolei wysyłki eksportowe do krajów pozaunijnych wiążą się z odprawami celnymi, kompletacją dokumentów, nieraz przestojami czasowymi na granicach. Dzisiaj, kiedy nasza sprzedaż w dużej mierze realizowana jest na Ukrainę, ten aspekt ma dość istotne znaczenie.
JAR Aromaty to polska firma rodzinna, która działa od 1979 roku. Swoją działalność eksportową rozpoczęła od rynku niemieckiego, jeszcze przed 2004 rokiem. W momencie akcesji Polski do Unii Europejskiej eksport odpowiadał za ok. 2–3 proc. obrotów firmy, a dziś jest to ok. 20 proc.
– Przed wejściem do UE nasza pozycja konkurencyjna była słabsza z uwagi na czas obsługi. Dostarczamy surowce żywnościowe, więc czas jest dla nas istotny. Po wejściu do Unii, kiedy rynek się uwspólnotowił, reagujemy szybciej, czas realizacji zamówień jest dużo szybszy, właściwie nie ustępujemy lokalnym dostawcom, którzy dostarczają podobne produkty na rynkach, na których my oferujemy nasze produkty – wskazuje Katarzyna Ujma-Dzieniowska. – Gdyby wysyłki, które realizujemy dzisiaj do krajów unijnych, wymagały tyle formalności, ile przed 2004 rokiem, nie wyobrażam sobie, ilu dodatkowych pracowników musiałabym zatrudnić do ich sprawnej obsługi.
Jak podkreśla, przy wysyłce towarów do UE nie ma potrzeby rozpoznania warunków prawnych w danym kraju. Inaczej wygląda sytuacja przy sprzedaży na takie rynki jak Jordania, Tajlandia czy właśnie Ukraina.
– Tam musimy rozpoznać warunki importowe, warunki po stronie naszego kontrahenta, by go wesprzeć i by cała operacja eksportowo-importowa była sprawna, bez dodatkowych kosztów przestoju i magazynowych, czy to na składzie celnym, czy w poszczególnych magazynach. Podejmujemy szereg czynności, żeby takie wysyłki realizować sprawnie. Czasami się okazuje, że ich nie zrealizujemy, bo są przeszkody w postaci na przykład wysokich ceł, które eliminują nas jako konkurencyjnego dostawcę – tłumaczy dyrektorka ds. eksportu w firmie JAR Aromaty.
– Dopiero gdy przedsiębiorcy zaczynają wychodzić poza Unię Europejską, czyli na rynki Afryki, Ameryki Południowej czy Azji, zaczynają doświadczać problemów, jakie mogą się pojawiać w kontrolach granicznych, celnych czy przy przygotowaniu dokumentów – wskazuje pełnomocniczka rektora SGH.
Eksport na rynki pozaunijne, mimo mniejszego udziału w strukturze sprzedaży zagranicznej, pozostaje istotnym elementem działalności części przedsiębiorstw. Wymaga to jednak każdorazowego dostosowania dokumentacji handlowej oraz procedur transportowych do regulacji obowiązujących na rynku docelowym. Zakres formalności różni się w zależności od kraju, a w przypadku części kierunków obejmuje również odprawy celne oraz kontrole graniczne.
– Wspólny rynek to najbardziej znaczący czynnik w rozwoju polskiego eksportu i w orientacji proeksportowej polskich firm. Różnego rodzaju dopłaty to są z reguły dopłaty dla producentów, a nie dla eksporterów. Unia finansuje część kosztów promocyjnych i możemy zachwalać walory polskich produktów na rynkach pozaunijnych, właśnie korzystając z funduszy europejskich – przypomina Andrzej Arendarski.
Newseria

