Irlandzki rynek jaj zaczyna brzmieć jak werbel przed burzą i nie chodzi o świąteczne szaleństwo ani sezonowe skoki popytu. Tym razem problem jest bardziej przyziemny i bardziej dotkliwy, bo wynika z cen pasz, które w ostatnich tygodniach poszły w górę. Pasza natomiast to siedemdziesiąt procent kosztów produkcji jaj, co przekłada się na cenę końcową.
To nie jest przesadzone narzekanie branży, która wystąpiła z ostrzeżeniem, że niedobory jaj na półkach supermarketów to skutek prosty jak konstrukcja grzędy i sprzedawcy detaliczni nie płacą producentom cen, które pozwoliłyby im oddychać. Brendan Soden z IFA mówi, że właściciele kurników od miesięcy mówią, że obecne stawki skupu nie udźwigną rosnącego popytu na irlandzkie jaja. IFA żąda więc natychmiastowego ruchu, czyli dwucentowej podwyżki za jajko z chowu ekologicznego lub wolnego wybiegu, a jednocentowej za ściółkowe. Podwyżka ma być wydzielona, aby każdy cent trafił prosto do producenta, a nie zgubił się gdzieś po drodze w czyimś kosztorysie. To raczej desperacja niż retoryka, bo gdy pasza jest o 20 procent droższa niż w 2020 roku.
Mówi się także o „powtórce historii”, a w nawiązaniu do brytyjskiego kryzysu z lat 2022–2023, kiedy racjonowanie jaj stało się faktem zaskakująco szybko. Teraz podobny scenariusz majaczy na horyzoncie Irlandii. Co ciekawe, wszystko to dzieje się mimo świeżych danych o krajowej produkcji, która wzrosła o 10 procent na początku tego miesiąca. Mimo deklaracji ministra Martina Heydona, który jeszcze niedawno uspokajał, że żadnych braków na półkach nie ma, a Irlandia i tak zwiększy produkcję jaj do 64 tysięcy ton.
Rząd jednak nie reaguje, a presja finansowa dławi producentów bardziej niż kiedykolwiek. Rozjazd między realnymi kosztami a cenami skupu narasta. Tymczasem konsumenci też już czują, że coś się dzieje. Dane CSO pokazują, że od 2021 roku cena sześciu dużych jaj poszła w górę o 28 procent, a sześciu średnich o 32 procent, więc dzisiaj płacimy odpowiednio 2,28 euro i 1,83 euro. Mimo to IFA powtarza jak mantrę, że wzrost cen detalicznych nie trafia do producentów. Jajko drożeje, ale rolnik wcale na tym nie zarabia.
Dlatego atmosfera w sektorze robi się ciężka i coraz więcej gospodarstw zastanawia się, czy ryzyko ptasiej grypy, koszty pasz i niestabilne umowy ze sprzedawcami mają jeszcze sens. A gdy producent zaczyna kalkulować, czy warto dalej w ogóle produkować jajka, to dla rynku nie jest żaden sygnał ostrzegawczy, to solidna syrena alarmowa.
Jeśli nic się nie zmieni, dopiero zobaczymy, co to znaczy drogie jajko, na które niewielu będzie stać.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Morgane Perraud on Unsplash

