„Ja na punku się nie wychowałem” – z Eugeniuszem „Siczką”Olejarczykiem, liderem bieszczadzkiego KSU rozmawiają Anna i Tomasz Piątkowscy

Zespół KSU koncertował w Londynie na zaproszenie 1664Music – agencji eventowej pod kierownictwem Tomasza Podoleckiego. Tuż przed KSU wystąpił zespół APTEKA, a jako support zagrał londyński Sickboy z energiczną Hiszpanką na wokalu. Atmosfera punkowej rebelii  wisiała w powietrzu już od samego startu. Wydarzenie zgromadziło bowiem dość liczną śmietankę emigracyjnych  fanów polskiego punka, którzy z nieskrywaną radością doprawioną kilkoma kroplami trunków niezawierających tym razem prawdopodobnie żadnych siarczanów, pojawili się w klubie The Garage, by przypomnieć sobie stare czasy.  Na miejscu odkryli, że nie są bynajmniej sami w swoich sentymentach, dlatego po błyskawicznym rozpoznaniu pierwszych dźwięków sędziwego, ale wciąż dobrego punka i w myśl  motta „No Future! No Hope!” dali się porwać spontanicznej fali pogo. To, jaki ślad po sobie zostawili wiedzą tylko nieliczni, którzy dotrwali do końca koncertu. My wiemy jedno: hasło Punk Not Dead jeszcze długo pozostanie aktualne wśród polskiej emigracji w Wielkiej Brytanii!


Na umówiony wywiad z liderem KSU cierpliwie czekamy aż do samego końca, aż do ostatniego bisu…
– Wywiad? Po co wywiad?! Przecież macie książkę – tam jest wszystko napisane! – kwituje naszą prośbę nieco zmęczony Siczka.
Powoli tłumaczymy, że pomimo ukazania się wywiadu-rzeki autorstwa Andrzeja Dumkiewicza, ludzie wciąż mogą być zainteresowani nowymi publikacjami na temat zespołu. A poza tym, po przeczytaniu książki nadal mamy kilka pytań, na które nie znaleźliśmy odpowiedzi.
– Dobra, pytajcie!
Eugeniusz „Siczka” Olejarczyk to lider KSU, a zarazem ikona polskiego punka. Trudno właściwie określić czy dla samego Siczki ten nieformalny tytuł honorowy to błogosławieństwo, czy przekleństwo. Niektórym jego fanom do dziś niełatwo pogodzić się z faktem, że na pewnym etapie swojej kariery Siczka zdecydował się odejść nieco od idei tego gatunku, by na przykład zaangażować do zespołu nowych instrumentalistów, którzy trochę nijak mają się do subkultury punka. Dzięki temu jednak obecnie KSU to coś więcej niż jedynie zespół grający muzykę angielskich working class końca lat 70. KSU to firma, ale przede wszystkim marka, którą udało się stworzyć grając z sukcesami na polskim rynku muzycznym od ponad 40 lat.

Anna Piątkowska: Czy jest coś, czego żałujesz jako muzyk? 
Eugeniusz ”Siczka” Olejarczyk: Niczego nie żałuję. Hulam sobie po tym świecie, z różnymi ludźmi się spotykam i jest mi bardzo miło (śmiech). Fantastyczni ludzie przychodzą na koncerty, czasami zdarza się, że niektórzy mili nie są, ale raczej rzadko i tylko pojedyncze sztuki (śmiech).

Pełny tekst na stronie: MuzykTomaniA>>>

Podziel się:

Polish company to pr
Kurier Chicago: Wywi
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn