Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Izrael. Lisicki: Prowadził i prowadzi ludobójczą politykę

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Paweł Lisicki odrzuca opowieść o Izraelu jako „jasnej stronie mocy” i mówi wprost o polityce ludobójczej w Strefie Gazy. Krytycznie ocenia też Donalda Trumpa, którego oskarża o zdradę własnych wyborców i podporządkowanie polityki USA interesom Izraela.

Premier Izraela spotyka się z żołnierzami, fot. facebook.com/Benjamin Netanyahu

W tym artykule:

  1. Polityka Izraela
  2. Lisicki odrzuca mit o Izraelu
  3. „Zostaliśmy zwiedzeni”
  4. Relacje z Izraelem, ale bez złudzeń
  5. Trump „zdradził swoich wyborców”
  6. Ormuz i chaos w polityce USA

Polityka Izraela

Paweł Lisicki nie zostawia wątpliwości, jak ocenia dzisiejsze działania Izraela. W rozmowie odrzucił nie tylko popularny w części prawicy język o „jasnej stronie mocy”, ale też dawny obraz Izraela jako naturalnego bastionu Zachodu na Bliskim Wschodzie. Jego zdaniem ten sposób myślenia był oparty na złudzeniu, które dziś całkowicie się rozsypało.

„Państwa nie dzielą się na państwa dobre i państwa złe. Ja odrzucam ten podział i odrzucałem go też wcześniej, jeśli chodzi o wojnę na Ukrainie. Tak samo odrzucam go tutaj. Z pewnością nigdy nie powiedziałbym natomiast, że obecny Izrael jest po jasnej stronie mocy, ze względu na to, że Izrael w Strefie Gazy prowadził i prowadzi ludobójczą politykę, mającą na celu mordowanie na masową skalę cywilów, dzieci i kobiet” – mówi Paweł Lisicki.

To najmocniejsza teza, jaka padła w tej części rozmowy. Redaktor naczelny „Do Rzeczy” nie próbował łagodzić ocen ani uciekać w dyplomatyczne formuły. Przeciwnie – uznał, że właśnie dziś trzeba nazywać rzeczy po imieniu, szczególnie wtedy, gdy chodzi o państwo, które przez lata przedstawiano w Europie Środkowej jako naturalnego sojusznika cywilizacyjnego Zachodu.

Lisicki odrzuca mit o Izraelu

Lisicki wrócił także do starszego, mocno zakorzenionego na polskiej prawicy przekonania, że Izrael jest „forpocztą Zachodu” na Bliskim Wschodzie. Przyznał, że sam kiedyś ulegał takiemu myśleniu, podobnie jak – w jego ocenie – robiło to wielu innych komentatorów i polityków. Dziś uważa to za błąd.

„Ulegliśmy pewnemu złudzeniu. Złudzeniu polegającemu na tym, że przyjęliśmy za dobrą monetę przekaz, który mówił, że Izrael jest bastionem kultury zachodniej na Bliskim Wschodzie. Ja też uległem temu złudzeniu, aż po długoletnich badaniach dotyczących kwestii historycznych i samego Izraela doszedłem do wniosku, że zostaliśmy zwiedzeni. To nieprawda” – mówi Paweł Lisicki.

W jego ocenie dzisiejszy Izrael jest państwem coraz bardziej agresywnym wobec sąsiadów, a jego działania są napędzane nie tylko interesem geopolitycznym, ale także motywacją ideologiczną i religijną. To właśnie ten element Lisicki uznaje za szczególnie istotny, bo – jak sugeruje – zmienia on charakter całego państwa.

„Izrael jest państwem bardzo mocno opartym na ideologii syjonistycznej, która jest odmianą ideologii rasistowskiej. W swojej skrajnej wersji zakłada ona podział ludzi na dwie klasy, dwie kasty, dwie wspólnoty, które nie mogą zejść razem. Jest również państwem w dużym stopniu teokratycznym” – mówi redaktor naczelny „Do Rzeczy”.

„Zostaliśmy zwiedzeni”

W tej diagnozie nie chodzi tylko o krytykę samego Izraela, ale także o rozliczenie własnego środowiska politycznego. Lisicki wyraźnie sugeruje, że część polskiej prawicy przez lata patrzyła na Izrael z fascynacją, przypisując mu siłę, skuteczność i polityczną sprawczość, nie dostrzegając, z czego ta potęga naprawdę wynika.

„Myślę, że duża część polskiej prawicy była też zauroczona potęgą Izraela, tą skutecznością, którą Izrael pokazywał. Ale wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy, że tak naprawdę cała ta potęga jest potęgą pożyczoną, zasilaną gigantycznymi wpływami ze Stanów Zjednoczonych” – mówi Paweł Lisicki.

W jego ocenie właśnie ten amerykański parasol – finansowy, polityczny i strategiczny – pozwalał Izraelowi budować wizerunek państwa wyjątkowo skutecznego. Dlatego, jak dodaje, nie da się analizować relacji z Izraelem w oderwaniu od relacji z USA. Z tego powodu Lisicki nie postuluje zerwania stosunków dyplomatycznych, ale jednocześnie domaga się publicznego piętnowania tego, co robi rząd w Jerozolimie.

Relacje z Izraelem, ale bez złudzeń

Choć oceny Lisickiego są bardzo ostre, nie idzie za nimi postulat politycznego zerwania. W jego ocenie Polska nie powinna prowadzić polityki opartej wyłącznie na moralnym oburzeniu, bo w polityce zagranicznej pierwszeństwo ma interes państwa. Zastrzega jednak, że nie może to oznaczać milczenia.

„Polskie państwo powinno się kierować przede wszystkim interesem własnym, pragmatycznym interesem własnym, a nie ciągle zajmować się moralnością. Tak jak uważam, że Polska nie powinna zrywać relacji z Izraelem, bo to służy Polsce, tak samo uważam, że działania Izraela należy publicznie potępiać, piętnować, nazywać po imieniu” – mówi Paweł Lisicki.

To rozróżnienie jest ważne dla całej konstrukcji jego wypowiedzi. Z jednej strony nie ma zgody na zerwanie relacji tylko dlatego, że dane państwo prowadzi brutalną politykę. Z drugiej – nie ma też zgody na utrzymywanie relacji za cenę przemilczania zbrodni.

Trump „zdradził swoich wyborców”

Drugim mocnym wątkiem rozmowy była ocena Donalda Trumpa. Lisicki nie ukrywał, że jego rozczarowanie amerykańskim prezydentem ma charakter głębszy niż tylko spór o jedną decyzję wojenną. W jego ocenie Trump złamał najważniejszą obietnicę kampanii.

„Uważam, że Donald Trump zdradził swoich wyborców. W czasie kampanii wierzyłem w jego obietnice dotyczące walki z wokeizmem czy imigracji i pod tym względem on słowa dotrzymał. Ale równie ważnym elementem jego obietnicy było stwierdzenie: nie będę wszczynał żadnych nowych wojen” – mówi Paweł Lisicki.

Według Lisickiego obecna polityka USA wobec Iranu całkowicie przeczy hasłu „America First”. Zamiast działać w interesie Ameryki, Trump – jak ocenia redaktor – prowadzi politykę podporządkowaną Izraelowi i Benjaminowi Netanjahu.

„Główne hasło całej kampanii Trumpa brzmiało: America First, Ameryka na pierwszym miejscu. Tymczasem on prowadzi politykę Izrael na pierwszym miejscu, czyli zdradził swoich wyborców, zdradził swoje obietnice, zachowuje się nie jak prezydent suwerennego państwa, ale jak narzędzie w ręku Benjamina Netanjahu” – mówi redaktor naczelny „Do Rzeczy”.

Ormuz i chaos w polityce USA

Lisicki krytycznie ocenił też sam sposób prowadzenia amerykańskiej polityki wobec Iranu. Jego zdaniem trudno dziś nawet mówić o planie, skoro reakcja Waszyngtonu sugeruje zaskoczenie czymś, co dla każdego analityka powinno być oczywiste – próbą zablokowania cieśniny Ormuz przez Iran.

„Można było zakładać, że tak prosta rzecz, jak sytuacja, że w odpowiedzi na atak Iran zamknie cieśninę Ormuz i przejmie nad nią kontrolę, była wiedzą tak powszechną, że niemożliwe, żeby prezydent Stanów Zjednoczonych i jego otoczenie tej wiedzy nie miało. A wygląda na to, że jest na to kompletnie nieprzygotowany” – mówi Paweł Lisicki.

W jego ocenie to nie jest już tylko problem błędnej kalkulacji, ale oznaka głębszego kryzysu przywództwa. Lisicki przywołał także brutalny język Trumpa wobec Irańczyków, uznając go za haniebny i wykraczający poza granice politycznej cywilizacji.

„To są tak haniebne i obrzydliwe słowa, że jeśli padają z ust przywódcy, który w ten sposób uzasadnia to, że zamierza na masową skalę zabijać cywilów, bo oni są w jego oczach zwierzętami, to nie mieści się to w ramach jakkolwiek rozumianej cywilizacji” – mówi Paweł Lisicki.

W ten sposób rozmowa o Izraelu zamieniła się w szerszą diagnozę kryzysu Zachodu: kryzysu państwa, które usprawiedliwia własną przemoc racją cywilizacyjną, i kryzysu przywódcy USA, który – zdaniem Lisickiego – porzucił własne obietnice i zaczął działać wbrew interesom tych, którzy wynieśli go do władzy.

Radio Wnet

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version