Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Irlandzki dylemat moralny. Czy surowiec z Limerick napędza rosyjską machinę wojenną?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Sprawa zakładu Aughinish Alumina w hrabstwie Limerick przestała być jedynie lokalnym problemem gospodarczym, a stała się jednym z najbardziej palących dylematów etycznych i politycznych współczesnej Irlandii. Nad fabryką, która zatrudnia blisko 500 osób i stanowi kluczowy filar regionalnej gospodarki, zawisł ciężki cień oskarżeń.

Z ostatnich doniesień wynika, że od 44% do nawet 80% produkcji tlenku glinu z tego zakładu trafia ostatecznie do Rosji. Co gorsza, materiał ten ma rzekomo bezpośrednio wspierać rosyjski przemysł zbrojeniowy, służąc do produkcji pocisków, rakiet oraz dronów wykorzystywanych w wojnie przeciwko Ukrainie. Skala procederu wywołała burzę w Dublinie i Brukseli, stawiając irlandzkie władze w niezwykle kłopotliwym położeniu.

Sprawa zyskała wymiar międzynarodowy, gdy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podczas uroczystości inaugurujących irlandzką prezydencję w Radzie Unii Europejskiej na Dublińskim Zamku jednoznacznie wskazał, że w Europie wciąż działają firmy kontrolowane przez rosyjskich oligarchów, które zaopatrują agresora w niezbędne surowce.

Choć nazwa zakładu nie padła z jego ust wprost, dla wszystkich obserwatorów intencja tej wypowiedzi była oczywista. Szwedzkie organy podatkowe potwierdzają bowiem, że faktycznym właścicielem rafinerii, poprzez koncern Rusal, pozostaje Oleg Deripaska – objęty międzynarodowymi sankcjami oligarcha i bliski sojusznik Władimira Putina. Wobec takich faktów słowa posła Partii Pracy Geda Nasha, który mówił w parlamencie, że Irlandia staje się w ten sposób współwinna śmierci cywilów na Ukrainie, uderzyły w sam środek irlandzkiej debaty publicznej. Nash ironicznie zauważył, że eksportowany materiał nie jest przecież wykorzystywany do produkcji samochodów, a każdy wskaźnik eksportu do Rosji powyżej zera jest o ten jeden procent za wysoki.

Reakcja rządu w Dublinie cechuje się dużą ostrożnością, co krytycy natychmiast zaczęli nazywać grą na zwłokę i przejawem podwójnych standardów. Minister ds. przedsiębiorczości Peter Burke oraz wiceminister Thomas Byrne apelują o spokój i powstrzymanie się od radykalnych ocen oraz kroków do czasu publikacji oficjalnego raportu.

Niezależne dochodzenie prowadzone przez urzędników departamentu ma być gotowe za dziesięć dni, czyli tuż po rozpoczęciu letniej przerwy parlamentarnej. Przedstawiciele rządu tłumaczą, że postawienie formalnych zarzutów przed Komisją Europejską wymaga twardych dowodów, o które niezwykle trudno, zwłaszcza że handel może odbywać się za pośrednictwem krajów trzecich. Minister Burke stanowczo odrzuca przy tym zarzuty, jakoby Dublin kiedykolwiek lobbował w Brukseli za złagodzeniem sankcji dla Aughinish Alumina lub prosił o taryfę ulgową dla tego podmiotu.

Problem ten obnażył jednak głębokie pęknięcia w samej irlandzkiej koalicji rządzącej oraz wśród jej reprezentantów na arenie międzynarodowej. Gdy Parlament Europejski głosował nad niewiążącą rezolucją mającą na celu zablokowanie eksportu tlenku glinu do Rosji, europosłowie z ramienia Fine Gael, Partii Pracy oraz Sinn Féin poparli te zapisy. Tymczasem czterech eurodeputowanych z partii Fianna Fáil wstrzymało się od głosu.

Swoją decyzję tłumaczyli koniecznością ochrony europejskiej gospodarki i obawą przed utratą setek miejsc pracy. Euro poseł Billy Kelleher wprost nazwał potencjalne sankcje nałożone na fabrykę „strzałem w stopę” dla całej Unii Europejskiej, przypominając, że zakład z Limerick zaspokaja około 40% zapotrzebowania całej Wspólnoty na tlenek glinu. Wskazywano na ryzyko, że odcięcie tego źródła sparaliżuje europejski przemysł, zanim realnie uderzy w Rosję. Z kolei Barry Cowen argumentował, że tak fundamentalne decyzje nie powinny być podejmowane wyłącznie na podstawie doniesień medialnych, przed zakończeniem rządowego śledztwa.

W tle politycznych sporów pojawia się pytanie o przyszłość samego zakładu i jego pracowników. Właściciele z koncernu Rusal już zagrozili likwidacją fabryki, jeśli ta zostanie objęta restrykcjami. W odpowiedzi na to poseł Ged Nash wezwał do natychmiastowej nacjonalizacji i tymczasowego przejęcia obiektu przez państwo we współpracy z Komisją Europejską, oskarżając liderów politycznych o całkowite zaniedbanie obowiązków.

Choć premier Irlandii odrzucił ten pomysł, a minister Burke określił taką operację jako prawnie i logistycznie niezwykle złożoną, koncepcja ta zyskuje zwolenników jako jedyne wyjście z impasu. Nawet niektórzy europosłowie Fianna Fáil przyznają, że jeśli zarzuty się potwierdzą, nacjonalizacja musi stać się realną opcją, a Bruksela będzie musiała pomóc w zabezpieczeniu nowych łańcuchów dostaw.

Irlandia stoi więc przed dramatycznym wyborem między ochroną własnego interesu ekonomicznego i setek miejsc pracy a bezkompromisową obroną wartości demokratycznych i solidarnością z Ukrainą. Raport, który ukaże się za kilka dni, ostatecznie zmusi Dublin do zrzucenia maski dyplomatycznej powściągliwości.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Fot. CC Graham Horn 

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version