Premier Micheál Martin wyruszył dziś rano w podróż, która, choć rozpisana na zaledwie jeden dzień, ma całkiem dużą wagę. Rano pojawił się w Helsinkach, a po południu odwiedzi Warszawę. Dwie stolice, dwa zestawy priorytetów, ale jeden cel, czyli przygotować grunt pod lipcowe objęcie przez Irlandię prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. W czasach, gdy nic nie jest stabilne, a europejska polityka przypomina nieustanny slalom między kryzysem a nadzieją, rozmowy nabierają szczególnego znaczenia.
Jeszcze przed startem dzisiejszej dyplomatycznej trasy Martin podkreślał, że spotkania z premierem Finlandii Petterim Orpo i premierem Polski Donaldem Tuskiem to nie ceremonialny objazd, lecz kluczowy moment, by wsłuchać się w priorytety partnerów. Harmonogram, jak sam przyznał, jest napięty do granic, a sześciomiesięczna prezydencja szykuje się jako wyzwanie większe niż poprzednie irlandzkie przewodnictwa. W agendzie Irlandii znalazły się kwestie, które decydują obecnie o tym, czy Europa pozostanie spójnym blokiem, czy zacznie się kruszyć. Do tego w tematach rozmów znajdą się bezpieczeństwo i obrona, konkurencyjność gospodarcza i wzmocnienie praworządności. To filary, na których ma opierać się unijna przyszłość, ale też pola, na których od miesięcy widać nerwowe drżenia.
Do tego dochodzi temat, który dzieli UE, czyli rozszerzenie. Przez lata dotyczył głównie Bałkanów Zachodnich, dziś obejmuje Ukrainę i Mołdawię, kraje, które znalazły się na pierwszej linii geopolitycznego trzęsienia ziemi. Irlandia ma ambicję, by przyspieszyć proces, który od dekad grzęźnie w politycznych kalkulacjach, a świat w międzyczasie płonie.
Od momentu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę Europa weszła w okres geopolitycznego przeciągania liny. Stosunki transatlantyckie są napięte jak naciągnięta cięciwa, natomiast na Bliskim Wschodzie konflikt przełożył się na wzrost cen energii i paliw, grożąc powrotem hiperinflacyjnych zawirowań. Unijna gospodarka próbuje odnaleźć w tym wszystkim rytm, choć raport Draghiego z 2024 roku boleśnie wskazał słabości, więc niski wzrost produktywności i wciąż zbyt duże luki technologiczne.
Nieprzypadkowo właśnie Finlandia i Polska znalazły się na liście jednych z pierwszych państw, z którymi Martin rozmawia w ramach przygotowań do prezydencji. Oba kraje po 2022 roku postawiły na radykalne wzmocnienie obronności. Finlandia weszła do NATO w 2023 roku, a Polska podniosła swoje wydatki wojskowe niemal do 5% PKB, więc poziomu, który w skali Europy budzi respekt, ale też podkreśla powagę sytuacji.
Nic dziwnego, że irlandzki premier zamierza dziś powtórzyć premierom Orpo i Tuskowi to, co już wielokrotnie mówił publicznie, że poparcie Irlandii dla Ukrainy jest niezachwiane. W Dublinie nie ma wątpliwości, że solidarność z Kijowem to fundament europejskiego bezpieczeństwa.
Jednak rozmowy nie zatrzymają się na wschodniej flance, bo taoiseach Martin poruszy także temat wojny na Bliskim Wschodzie, która coraz mocniej odbija się na europejskiej gospodarce, ponieważ dyskusja o wspólnej polityce gospodarczej nabiera pilności.
Dzisiejsza wizyta to symbol, ale i sygnał, że Irlandia nie zamierza objąć prezydencji jako obserwator, a chce wejść w nią jako mediator, organizator i współautor europejskiej odpowiedzi na niespokojne czasy. Droga do tego prowadzi właśnie przez Helsinki i Warszawę, gdzie bije dziś puls europejskiej troski o bezpieczeństwo, stabilność i wspólny kierunek.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. Dzięki uprzejmości RTE

