Sytuacja na światowych rynkach wygląda dziś jak ponury film, którego nikt nie chciał oglądać, ale wszyscy muszą. Wojna w Iranie trwa i nikt już nie udaje, że da się ją szybko zatrzymać. Wymknęła się spod kontroli, a irańskie władze nie zamierzają ani drgnąć, niezależnie od tego, co mówi prezydent Donald Trump. Dla Europy i Irlandii nie jest to odległy dramat, a realne zagrożenie dla energii, nawozów i, co coraz bardziej niepokoi, paliwa.
Choć rząd stara się gasić panikę i podkreśla, że nie ma dziś mowy o ograniczeniach znanych z czasów pandemii COVID-19, jednak atmosfera robi się ciężka. Wicepremier Simon Harris w swoim wystąpieniu próbował trzymać narrację w ryzach i powiedział jasno, że rząd nie planuje w tej chwili żadnego reglamentowania paliwa. Jednak zaraz potem dodał słowa, które wybrzmiały jak zimny podmuch – musimy być realistami.
Realizm, który proponuje Harris, jest prosty, bo jeżeli wojna będzie toczyć się dalej, a zwłaszcza jeśli rozleje się na cały region, kwestie dostaw energii staną się poważnym, a wręcz dramatycznym problemem. Wtedy rząd nie będzie mógł niczego wykluczyć. To zdanie, nawet wypowiedziane tonem pełnym ostrożności, otworzyło drzwi do spekulacji, które już i tak krążyły w przestrzeni publicznej, a te są coraz głośniejsze. Wśród ekspertów, komentatorów i zwykłych kierowców zaczyna wybrzmiewać jedno pytanie, czy Irlandia stanie przed koniecznością wprowadzenia przydziałów paliwa? Nie za rok, nie w jakiejś odległej przyszłości, lecz w ciągu najbliższych miesięcy, a według niektórych nawet tygodni.
Powód jest prosty i wynika ze światowych problemów gospodarczych, a będących efektem wojny. Europa już teraz martwi się o nawozy i energię, a paliwo jest kolejnym elementem tej układanki i gdy globalny system zaczyna się chwiać, najsłabsze punkty pękają pierwsze, a ropa nigdy nie była stabilnym fundamentem.
Irlandzki rząd na razie trzyma kurs i podkreśla, że żadnego racjonowania nie zamierza wprowadzić, ale nie daje też żadnych gwarancji. Harris mówi o ostrożności, a między wierszami pobrzmiewa dobrze znana nuta – przygotujcie się na to, że wiele może się wydarzyć.
Jeśli konflikt się pogłębi, bak samochodu stanie się kolejnym miejscem, w którym odczujemy wojnę na Bliskim Wschodzie, a wtedy pytaniem nie będzie już „czy”, lecz „kiedy” i „na jaką skalę”. I to właśnie ta niepewność zaczyna dziś palić najmocniej, choć po drodze należy się tez spodziewać całkiem sporej podwyżki cen paliw, a te w zestawieniu z ostatnią obniżką akcyzy, będą tak potężne, że nawet zniesienie akcyzy i innych podatków, jakie są obecnie nakładane, nie pomoże w żaden sposób kierowcom. Pojawiają się już głosy, że cena litra benzyny dojść może nawet do 4 €, a cena litra oleju napędowego do 5 €.
To obecnie tylko spekulacje tzw. ekspertów rynku paliwowego, ale wcale nie są oderwane od rzeczywistości.
Bogdan Feręc
Źr. The Liberal
Photo by John Matychuk on Unsplash

