Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Irlandia może wyjść z wizyty Trumpa z konkretnymi korzyściami. Whisky będzie początkiem?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wizyta Donalda Trumpa w Irlandii dobiegła końca, ale jej polityczne i gospodarcze konsekwencje mogą być widoczne znacznie dłużej niż przez czas, jaki amerykański prezydent spędził na irlandzkiej ziemi. Szczególnie interesująco wygląda sprawa irlandzkiej whisky, bo właśnie w tej kwestii Trump podczas swojego wystąpienia wykonał gest, który może mieć dla irlandzkich producentów całkiem wymierną wartość.

Podczas uroczystości wręczania nagród związanych z turniejem Amgen Irish Open, odbywającym się w jego ośrodku Doonbeg w hrabstwie Clare, Donald Trump zapowiedział zniesienie ceł na irlandzką whisky. Nie była to wypowiedź wygłoszona w zaciszu gabinetu ani fragment negocjacji handlowych. Trump powiedział to publicznie, przed tłumem zgromadzonym w Doonbeg. Publiczność przyjęła jego słowa entuzjastycznie, a w pewnym momencie rozległy się okrzyki „USA”.

Trump przekazał, że wcześniej rozmawiał o tej sprawie z premierem Micheálem Martinem. „Wszyscy mnie nękają” – powiedział, opisując rozmowy dotyczące ceł. Jak relacjonował, słyszał prośby w rodzaju: „Czy zrobisz mi przysługę? To takie niesprawiedliwe, co się dzieje. Czy mógłbyś zdjąć cła z irlandzkiej whisky?”. I wtedy, według jego własnej relacji, prezydent Trump miał odpowiedzieć: „Powiedziałem, że w imieniu Stanów Zjednoczonych Ameryki zdejmę cła z irlandzkiej whisky”.

Jeżeli deklaracja zostanie przełożona na konkretne decyzje administracyjne i rzeczywiście dojdzie do zniesienia obowiązujących ceł, irlandzki przemysł spirytusowy będzie miał powód do zadowolenia. Jednak na tym korzyści Irlandii wcale nie muszą się kończyć.

Irlandzka whisky nie jest dla Republiki Irlandii wyłącznie jednym z wielu produktów eksportowych. To część narodowej marki, podobnie jak Guinness, irlandzka muzyka, literatura czy turystyka. Każda decyzja ograniczająca dostęp do amerykańskiego rynku może więc uderzać nie tylko w największe koncerny, ale również w mniejszych producentów, gorzelnie i cały łańcuch firm funkcjonujących wokół tej branży. Stany Zjednoczone od lat są natomiast jednym z najważniejszych rynków dla irlandzkiej whiskey. Zniesienie ceł może zatem oznaczać zwiększenie konkurencyjności irlandzkiego produktu na amerykańskich półkach. A w świecie, w którym konsument coraz dokładniej liczy pieniądze, nawet pozornie niewielka różnica w cenie może mieć znaczenie.

Tu pojawia się pierwszy konkretny potencjał dla irlandzkiej gospodarki: większy eksport oznacza większą produkcję, większe przychody przedsiębiorstw, wpływy podatkowe i miejsca pracy. Whisky może być więc czymś znacznie ważniejszym niż butelką stojącą na półce amerykańskiego sklepu.

Jest jeszcze jeden element, którego nie należy lekceważyć. Donald Trump nie jest człowiekiem, dla którego Irlandia jest wyłącznie kolejnym punktem na mapie. Ma w tym kraju własność i od lat związany jest z Doonbeg, więc jego obecność w hrabstwie Clare nie ma wyłącznie charakteru oficjalnego. To stwarza Dublinowi specyficzny kanał kontaktu z amerykańską administracją. Nie oznacza oczywiście, że Irlandia powinna budować swoją politykę z USA na osobistej sympatii prezydenta Stanów Zjednoczonych do określonego miejsca na zachodnim wybrzeżu. Państwa nie prowadzą poważnej polityki metodą „znam człowieka, więc załatwię sprawę”. Ale polityka jest także sztuką wykorzystywania istniejących relacji.

Doonbeg daje Trumpowi osobisty związek z Irlandią. Micheál Martin może natomiast próbować przekuć ten związek w praktyczne rozmowy dotyczące gospodarki, inwestycji i handlu.

I właśnie tutaj zaczyna się znacznie większa historia, bo Irlandia znajduje się w dość szczególnej sytuacji. Z jednej strony jest członkiem Unii Europejskiej i musi funkcjonować w ramach unijnej polityki handlowej. Z drugiej strony przez dziesięciolecia zbudowała wyjątkowo silne więzi gospodarcze ze Stanami Zjednoczonymi. Amerykańskie firmy są jednym z filarów irlandzkiej gospodarki, a w Irlandii działają setki przedsiębiorstw ze Stanów Zjednoczonych, szczególnie w sektorach technologicznych, farmaceutycznych, medycznych i finansowych.

To powoduje, że Dublin ma interes w utrzymywaniu możliwie dobrych relacji z Waszyngtonem niezależnie od tego, kto aktualnie znajduje się w Białym Domu. Trump jest prezydentem, który szczególnie mocno zwraca uwagę na bilans handlowy, cła, produkcję krajową i interes amerykańskich przedsiębiorstw. Nie jest więc łatwym partnerem dla Unii Europejskiej. Jednak właśnie dlatego Irlandia powinna rozmawiać z administracją amerykańską możliwie dużo i możliwie konkretnie.

Z kolei dla Waszyngtonu ważne są inwestycje, miejsca pracy i dostęp amerykańskich przedsiębiorstw do europejskiego rynku. Dla Dublina utrzymanie amerykańskich inwestycji oraz ochrona modelu gospodarczego, który przez dekady uczynił Irlandię jednym z najważniejszych europejskich centrów działalności amerykańskich korporacji. Wyspa jest więc obszarem, w którym interesy obu państw funkcjonują obok siebie.

Irlandia może argumentować, że obecność amerykańskich firm na jej terytorium nie jest jednostronnym prezentem dla Dublina. Amerykańskie przedsiębiorstwa korzystają z wysoko wykwalifikowanej siły roboczej, rozwiniętej infrastruktury, dostępu do jednolitego rynku Unii Europejskiej i istniejącego zaplecza biznesowego. W zamian Irlandia otrzymuje inwestycje, miejsca pracy, know-how oraz wpływy podatkowe.

To interes gospodarczy po obu stronach i właśnie na tym powinny opierać się rozmowy z Trumpem, ale jednocześnie trzeba zachować chłodną głowę.

Publiczna deklaracja prezydenta Stanów Zjednoczonych jest ważna politycznie, ale sama w sobie nie musi oznaczać natychmiastowej zmiany przepisów celnych. Między słowami polityka a wejściem decyzji handlowej w życie znajduje się jeszcze cała administracyjna machina. Dlatego irlandzki rząd powinien teraz dopilnować, aby deklaracja z Doonbeg, nie pozostała jedynie efektownym zdaniem wypowiedzianym podczas ceremonii. Jeżeli Trump rzeczywiście chce zdjąć cła z irlandzkiej whisky, Dublin powinien szybko doprowadzić do konkretów.

Polityka międzynarodowa nie polega przecież na tym, żeby robić dobre zdjęcia na czerwonym dywanie. Polega na tym, żeby po zakończeniu wizyty coś zostało. Może być inwestycja, umowa, zniesienie bariery handlowej albo gwarancja pogłębienia współpracy. W tym przypadku jest zapowiedź.

Dla Micheála Martina sytuacja jest interesująca również z politycznego punktu widzenia. Premier może teraz powiedzieć, że bezpośrednie rozmowy z amerykańskim prezydentem przynoszą efekty. Nie chodzi oczywiście o to, by przedstawiać zniesienie ceł na whisky jako wielkie rozwiązanie wszystkich problemów irlandzkiej gospodarki. Jednak jeżeli jeden produkt zostaje objęty korzystniejszymi warunkami handlu, można rozmawiać o kolejnych. Jeżeli jedna branża otrzymuje ułatwienie, można próbować wykorzystać dobrą atmosferę do rozmów z następnymi sektorami. Irlandia ma tutaj wiele do ugrania.

W relacjach ze Stanami Zjednoczonymi nie ma potrzeby popadania ani w bezkrytyczny zachwyt, ani w polityczną histerię. Trump jest politykiem przewidywalnym w jednym sensie, przede wszystkim interesuje go interes Stanów Zjednoczonych rozumiany w kategoriach gospodarczych, strategicznych i politycznych. Irlandia powinna odpowiedzieć dokładnie tym samym językiem. Jeżeli amerykańskie firmy potrzebują dostępu do europejskiego rynku, Dublin może zaoferować im stabilną bazę. Jeżeli amerykański przemysł chce inwestować w Europie, Irlandia może zabiegać o te inwestycje. Jeżeli irlandzkie produkty mogą znaleźć większy rynek w Stanach Zjednoczonych, irlandzki rząd powinien o ten rynek walczyć. Bez kompleksów i bez ideologii, bo gospodarka nie czyta manifestów politycznych, a liczy koszty i zyski.

Wizyta prezydenta Trumpa już się zakończyła, ale dla Dublina właściwa praca dopiero się zacznie. Zapowiedź dotycząca whisky jest dobrym początkiem, lecz znacznie ważniejsze będzie to, co wydarzy się w kolejnych miesiącach. O ile Irlandia wykorzysta zapowiedzi Donalda Trumpa, nie tylko te, które dotyczą ceł, może dużo zyskać i ponownie zostawić kontynentalną Europę w tyle.

Wymaga to jednak pragmatyzmu, umiejętności prowadzenia rozmów, a jednocześnie postawienia na swoim. Jeżeli dzięki wizycie Donalda Trumpa irlandzka whisky otrzyma łatwiejszy dostęp do amerykańskiego rynku, będzie to realna korzyść dla Zielonej Wyspy. Jeżeli za tym pójdą kolejne ułatwienia handlowe, nowe inwestycje i dalsze umocnienie relacji gospodarczych, wówczas będzie można mówić o znacznie większym sukcesie.

I być może właśnie dlatego najciekawszym elementem wizyty Trumpa wcale nie było spotkanie z prezydent Connolly lub Micheálem Martinem, a prezydent Stanów Zjednoczonych stojący przed tłumem w Doonbeg i słuchający okrzyków „USA”.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Yogesh Pedamkar on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version