W irlandzkich kręgach rządowych coraz wyraźniej słychać niepokój związany z możliwymi konsekwencjami uchwalenia ustawy o terytoriach okupowanych. Projekt, który ma zakazać importu towarów pochodzących z izraelskich osiedli na terenach okupowanych, przedstawiany jest przez rząd jako próba dostosowania irlandzkiego prawa do zobowiązań wynikających z prawa międzynarodowego. Jednocześnie jednak urzędnicy nie ukrywają, że może on wywołać poważne napięcia dyplomatyczne z dwoma ważnymi partnerami Irlandii poza Unią Europejską, więc Stanami Zjednoczonymi i Izraelem.
Ostrzeżenie opublikowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Handlu nie pozostawia większych wątpliwości. W dokumencie stwierdzono, że choć ustawa miałaby pomóc Irlandii w przestrzeganiu prawa międzynarodowego, jej przyjęcie może spotkać się z reakcją państw trzecich, szczególnie USA i Izraela. W ocenie resortu skutki mogą wykraczać daleko poza wymiar polityczny i uderzyć bezpośrednio w interesy gospodarcze państwa.
To właśnie gospodarka jest dziś największym argumentem przeciwników forsowania kontrowersyjnych przepisów. Relacje gospodarcze między Irlandią a Stanami Zjednoczonymi są filarem irlandzkiego modelu rozwoju. Ich łączna wartość przekracza bilion euro, a amerykańskie inwestycje zagraniczne odpowiadają za setki tysięcy miejsc pracy. Sektor technologiczny, farmaceutyczny i finansowy od lat korzysta z obecności amerykańskich gigantów, którzy uczynili Irlandię swoją europejską bazą operacyjną.
Tymczasem krytyka projektu ustawy w Waszyngtonie staje się coraz głośniejsza. Ponad czterdziestu członków Kongresu publicznie potępiło proponowane przepisy, określając je mianem bojkotu Izraela. W ubiegłym roku grupa szesnastu kongresmenów zwróciła się nawet do administracji amerykańskiej z apelem o rozważenie wpisania Irlandii na listę państw bojkotujących Izrael, jeśli ustawa zostanie przyjęta. Dublin konsekwentnie odrzuca takie interpretacje, a rząd podkreśla, że nie prowadzi polityki wymierzonej w państwo izraelskie. Według władz chodzi wyłącznie o rozróżnienie pomiędzy uznawanym międzynarodowo terytorium Izraela a osiedlami budowanymi na terenach okupowanych. Problem polega jednak na tym, że amerykańskie przepisy antybojkotowe często nie dokonują takiego rozróżnienia.
W trzydziestu ośmiu stanach obowiązują regulacje ograniczające współpracę z podmiotami uczestniczącymi w bojkocie Izraela. W praktyce oznacza to, że część amerykańskich instytucji publicznych może mieć trudności ze współpracą z firmami lub podmiotami uznawanymi za wspierające takie działania. Irlandzki rząd przyznaje, że ostateczna interpretacja tych przepisów należy do władz amerykańskich i pozostaje poza kontrolą Dublina.
Rzeczywisty wymiar handlowy projektowanej ustawy jest niezwykle ograniczony i, jak przyznał premier Micheál Martin, obecne przepisy obejmowałyby towary o wartości zaledwie około 200 tysięcy euro rocznie, głównie owoce i warzywa pochodzące z terenów okupowanych. Jednocześnie rozszerzenie zakazu na sektor usług mogłoby otworzyć znacznie bardziej niebezpieczny front sporu, obejmujący branżę technologiczną odpowiadającą za około 250 tysięcy miejsc pracy w Irlandii. To właśnie dlatego rząd znalazł się pod ostrzałem z dwóch stron. Opozycja z Sinn Féin na czele, oskarża koalicję o przygotowanie „wydrążonego” i symbolicznego prawa, które nie obejmuje najważniejszej części wymiany gospodarczej. Z drugiej strony przeciwnicy ustawy ostrzegają, że nawet jej ograniczona wersja może sprowokować nieproporcjonalnie silną reakcję ze strony Stanów Zjednoczonych.
W Dublinie coraz częściej pojawia się więc pytanie, czy polityczny gest wart jest potencjalnego ryzyka gospodarczego. Zwłaszcza w czasie, gdy światowa sytuacja geopolityczna staje się coraz bardziej niestabilna, a relacje transatlantyckie nabierają dla małych państw szczególnego znaczenia.
Pewną nadzieję dla irlandzkiej dyplomacji mogą stanowić jednak sygnały płynące z samego Waszyngtonu. Donald Trump potwierdził doniesienia, że w prywatnych rozmowach krytykował premiera Izraela Benjamina Netanjahu, określając go mianem „szalonego”. Amerykański prezydent przyznał również, że jest „nieco zaniepokojony” faktem, iż konflikt Izraela z Hezbollahem w Libanie utrudnia rozmowy pokojowe z Iranem. Jednocześnie Trump podkreślił, że jego relacje z Netanjahu pozostają mocne, a obu polityków łączy doświadczenie przywódców funkcjonujących w realiach wojennych. „Pracowaliśmy razem bardzo dobrze. Bardzo lubię Bibiego. I bardzo dobrze mi się z nim współpracuje” – powiedział w wywiadzie dla „Pod Force One” z „New York Post”.
Dla Irlandii znaczenie tych słów może być większe, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Jeśli w Waszyngtonie zacznie dominować bardziej pragmatyczne spojrzenie na działania rządu Netanjahu, a amerykańska administracja będzie coraz wyraźniej dystansować się od najbardziej kontrowersyjnych aspektów izraelskiej polityki wobec Palestyńczyków, presja na Dublin może okazać się mniejsza, niż dziś obawiają się urzędnicy. W takiej sytuacji Irlandia mogłaby uniknąć najostrzejszych form politycznego i gospodarczego odwetu, zachowując jednocześnie możliwość podkreślania swojego przywiązania do prawa międzynarodowego.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CC The Official CTBTO Photostream

