Irlandia i Polska zadowolone z propozycji zakazu importu ropy

Dwa najbliższe sercu redakcji kraje, czyli Polska i Irlandia, wyraziły swoje opinie w zakresie wprowadzenia przez Unię Europejską embarga na import rosyjskiej ropy i gazu.

O ile zdanie Polski znane jest od dawna, bo zapowiadane zarówno przez prezydenta Andrzeja Dudę, ale też przez premiera Mateusza Morawieckiego i ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua, nie było takiej wypowiedzi z Dublina. Będąc jednak przy naszej ojczyźnie, Polska wyraziła zadowolenie z propozycji kolejnego pakietu sankcji wobec Rosji, w tym całkowitego odcięcia Europy od dostaw węglowodorów z Federacji.

Zgodne jest to z apelami, jakie od początku tej wojny Warszawa kierowała do Brukseli, więc można powiedzieć, że to spełnienie polskich postulatów.

Trochę inaczej jest w przypadku Irlandii, która może i nie mówiła, że powinno się wprowadzić natychmiastowe embargo na rosyjską ropę i gaz, ale nie twierdziła również, iż nie powinno się tego robić. Oficjalne i jednoznaczne stanowisko w tej sprawie usłyszeliśmy z ust ministra spraw zagranicznych Republiki Irlandii Simona Coveneya, a powiedział on, że przyjmuje zakaz zakupu rosyjskiej ropy przez państwa UE z zadowoleniem.

Minister Coveney dodał, że będzie to dobry krok do odcięcia Moskwy od finansowania tej wojny, ale uderzy też po kieszeni mieszkańców Irlandii, więc produkty ropopochodne i gaz, będą jeszcze droższe.

Simon Coveney:

– To będzie nas kosztować trochę pieniędzy, ponieważ niewątpliwie wpłynie negatywnie na cenę ropy i było dużo pracy, aby spróbować znaleźć alternatywne źródła ropy oraz do pewnego stopnia gazu dla Unii Europejskiej. Wojna nie jest bezpłatna i każdego dnia kosztuje życie na Ukrainie. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby to zakończyć, a jedną z najpotężniejszych broni, jaką dysponuje UE, jest oczywiście nasza skala gospodarcza i mieliśmy już pięć dość mocnych rund sankcji, ale myślę, że embargo na ropę jest najsilniejszym, jak do tej pory.

*

W tym kontekście wypowiedzi ministra Coveneya muszę odnieść się do tła słów szefa irlandzkiej dyplomacji, bo powiedział on prawie oficjalnie, że jest to wojna gospodarcza. Takie słowa były natomiast ukrywane do tej pory i nie mówiło się tak otwarcie, że Rosję należy sprawdzić do roli partnera drugiej kategorii. Ważne jest jednak, że świat polityki zaczął przyznawać, co tak naprawdę jest teraz powodem nakładania kolejnych sankcji, a wojna na Ukrainie, stała się doskonałym pretekstem do rozpoczęcia marginalizowania Rosji. To trochę smutne, a trochę śmieszne, bo można było to zacząć robić już w 2014 roku, kiedy Rosja wkroczyła do Donbasu i Ługańska, a teraz, bylibyśmy w całkiem innej rzeczywistości gospodarczej, w dużym stopniu i w delikatny sposób uniezależnieni od rosyjskich dostaw ropy i gazu. Stało się inaczej, mamy rozwiązania nagłe, a te odbijać się będą na naszych portfelach. Co należy tu też zaznaczyć, o ile Europa rozpoczęłaby uniezależnianie się od rosyjskich węglowodorów w osiem lat temu, do wojny na Ukrainie, raczej by nie doszło, ale to tylko moja opinia.

Bogdan Feręc

Źr: Telegraph Media Group

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
Sojusznik Kremla zaw
Bez wsparcia rządu
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська