Irlandia pozostaje jednym z najbogatszych państw Europy, a jej gospodarka wciąż potrafi generować imponujące wskaźniki wzrostu, choć w statystykach dotyczących dzieci, nie wygląda to już tak dobrze. Średnie dochody gospodarstw domowych rosną, a kraj przyciąga wielkie inwestycje i międzynarodowe korporacje. Jest jednak druga Irlandia – ta widziana nie z poziomu bilansów państwa, lecz z perspektywy rodzin, które każdego miesiąca muszą zdecydować, za co zapłacić najpierw.
Najnowsze ustalenia ESRI pokazują, że problem ubóstwa dzieci nie tylko nie został rozwiązany. W wielu przypadkach wyraźnie się pogłębił, a to najnowszy z raportów, przy których trudno poprzestać na stwierdzeniu, że „gospodarka ma się dobrze”. Irlandzka gospodarka rośnie, przeciętny dochód gospodarstwa domowego również zwiększa się realnie, a jednocześnie rośnie liczba dzieci żyjących w ubóstwie, co oznacza, że sam wzrost gospodarczy nie jest wystarczającą odpowiedzią na problemy społeczne.
Właśnie to pokazują najnowsze analizy Economic and Social Research Institute, które przygotowane zostały we współpracy z Community Foundation Ireland na podstawie najnowszych danych Central Statistics Office, a dotyczących dochodów i warunków życia gospodarstw domowych. Według ESRI liczba dzieci żyjących poniżej granicy ubóstwa wzrosła już do około 200 tysięcy, czyli o prawie 30 tysięcy więcej niż wynikało ze wcześniejszych danych. To liczba, której nie powinno się traktować wyłącznie jako kolejnej pozycji w tabeli statystycznej, bo za każdym takim przypadkiem stoi konkretna rodzina. Dziecko, którego rodzice liczą pieniądze przed końcem miesiąca. Dziecko, które może mieć mniej możliwości uczestniczenia w życiu swoich rówieśników. Rodzina, która niekoniecznie wygląda na ubogą z zewnątrz, ale której budżet po opłaceniu czynszu, energii, transportu i podstawowych zakupów praktycznie przestaje istnieć.
Jeszcze bardziej niepokojący obraz pojawia się wtedy, kiedy do analizy włączymy koszty mieszkaniowe. Wówczas liczba dzieci znajdujących się w sytuacji ubóstwa wzrosła w 2024 roku o kolejne 40 tysięcy w porównaniu z rokiem poprzednim, czyli o niemal 23 procent. To niezwykle istotne, ponieważ oficjalne statystyki mogą nie oddawać pełnej skali problemu rodzin, które formalnie znajdują się nieco powyżej granicy ubóstwa, ale po zapłaceniu czynszu lub kosztów kredytu mieszkaniowego zostaje im niewiele pieniędzy na normalne życie.
Irlandia od lat zmaga się z kryzysem mieszkaniowym. Ceny najmu, ograniczona dostępność mieszkań i wysokie koszty utrzymania sprawiają, że dochód rodziny nie może być analizowany w oderwaniu od tego, ile pieniędzy pochłania samo mieszkanie. To właśnie tutaj pojawia się jeden z najważniejszych wniosków badania przeprowadzonego przez ESRI.
Przeciętny dochód gospodarstwa domowego wzrósł między 2023 a 2024 rokiem realnie o 4 procent, po uwzględnieniu inflacji, wielkości oraz składu gospodarstwa domowego. Na pierwszy rzut oka jest to dobra wiadomość. Problem polega jednak na tym, że wzrost dochodów nie rozkładał się równomiernie. Dochody 10 procent najbogatszych gospodarstw domowych wzrosły o ponad 7 procent, podczas gdy w przypadku połowy gospodarstw znajdujących się na dole rozkładu tabeli dochodów, wzrost wyniósł zaledwie 3 procent.
Tu właśnie kończy się opowieść o jednym wspólnym doświadczeniu irlandzkiego wzrostu gospodarczego, ponieważ nie wszyscy uczestniczą w nim w takim samym stopniu. Dla zamożniejszego gospodarstwa dodatkowe kilka procent dochodu może oznaczać większe oszczędności, inwestycje albo po prostu większy komfort życia. Dla rodziny o niskich dochodach, trzy procent, cóż, może zostać całkowicie pochłonięte przez wzrost kosztów podstawowych potrzeb.
Szczególnie mocno problem dotyka rodzin z małymi dziećmi i według ESRI, jeżeli uwzględni się koszty mieszkaniowe, odsetek ubóstwa w rodzinach, w których najmłodsze dziecko ma pięć lat lub mniej, wzrósł z 21 do 27 procent. To z kolei oznacza, że problem dotyczy ponad jednej czwartej takich rodzin.
W tym samym czasie sytuacja rodzin ze dziećmi starszymi wyglądała znacznie lepiej. W gospodarstwach, w których najmłodsze dziecko miało więcej niż 11 lat, wskaźnik spadł z 12 do 10 procent. Różnica w tych przypadkach jest znacząca i wskazuje, że irlandzka polityka społeczna nie powinna być mierzona wyłącznie z problemem „ubóstwa dzieci”, jako jednej kategorii. Szczególnego wsparcia wymagać mogą rodziny znajdujące się na wcześniejszym etapie życia dzieci, kiedy koszty opieki, mieszkania i utrzymania gospodarstwa domowego są szczególnie wysokie.
Rząd na początku swojego działania postawił sobie konkretny cel, więc ograniczyć ubóstwo dzieci do 3 procent do 2030 roku. ESRI ocenia jednak, że obecna sytuacja jest od tego celu bardzo odległa. Według przyjętej przez rząd definicji chodzi o dzieci żyjące poniżej granicy ubóstwa przed uwzględnieniem kosztów mieszkaniowych i jednocześnie doświadczające niedostatku materialnego. Ten oznacza tutaj brak możliwości zakupu lub opłacenia co najmniej dwóch podstawowych dóbr lub usług.
Przy zastosowaniu tej definicji wskaźnik ubóstwa dzieci wynosi obecnie około 8 procent i już sama różnica pomiędzy 8 a 3 procentami pokazuje skalę wyzwania. ESRI zwraca jeszcze uwagę na coś ważniejszego, bo oficjalna miara nie obejmuje wszystkich dzieci, które faktycznie doświadczają ubóstwa. Są bowiem rodziny, których dochody są formalnie nieco powyżej progu ubóstwa, ale których sytuacja finansowa jest bardzo trudna. Wysoki czynsz może sprawić, że gospodarstwo domowe znajdujące się statystycznie „nad kreską” w praktyce funkcjonuje znacznie poniżej poziomu, który pozwala na bezpieczne i stabilne życie.
ESRI proponuje rozwiązanie, które od pewnego czasu pojawia się w debacie publicznej, czyli drugi, uzależniony od dochodu poziom Child Benefit, a to dawałoby dodatkowe świadczenie na dzieci dla rodzin znajdujących się w trudniejszej sytuacji finansowej. Ekonomiści argumentują, że takie rozwiązanie mogłoby być skuteczniejsze niż zwykłe zwiększanie powszechnego świadczenia.
Powód propozycji jest prosty i obecny system nie zawsze skutecznie dociera do wszystkich rodzin o niskich dochodach. Część z nich nie kwalifikuje się do świadczeń zależnych od dochodu, a część z różnych powodów z nich nie korzysta. Drugi poziom wsparcia mógłby więc być precyzyjnie skierowany do tych gospodarstw domowych, w których każde dodatkowe euro ma znaczenie.
Dr Barra Roantree z Trinity College Dublin, współautorka raportu, zwróciła uwagę, że przy określaniu poziomu ubóstwa dzieci, należy brać pod uwagę koszty mieszkaniowe. To właściwie kwestia fundamentalna. Nie można przecież sensownie oceniać poziomu życia rodziny, patrząc wyłącznie na pieniądze wpływające na jej konto. Trzeba również spojrzeć na to, ile z tych pieniędzy znika natychmiast po opłaceniu mieszkania.
Taoiseach Micheál Martin komentując ten raport na antenie RTÉ Radio 1, wskazywał, że rząd już podejmuje działania zbliżone do modelu drugiego poziomu wsparcia. Jako przykład podał wzrost świadczeń związanych z utrzymaniem dzieci, niezależnych od podstawowego Child Benefit. Jednocześnie premier zwrócił uwagę na potencjalny problem związany z propozycją ESRI. Według informacji przekazanych rządowi przez Departament Ochrony Socjalnej wprowadzenie drugiego poziomu świadczenia mogłoby oznaczać, że około 100 tysięcy dzieci potencjalnie straciłoby dostęp do części obecnych form wsparcia. To natomiast argument, którego nie można zignorować.
Reforma systemu świadczeń społecznych musi bowiem odpowiadać na pytanie nie tylko, komu dać więcej, ale również, komu czegoś nie odebrać? Rząd deklaruje więc koncentrację na pomocy rodzicom samotnie wychowującym dzieci, alimentach oraz dodatkach związanych z kosztami ogrzewania i energii. Tyle że rosnące koszty życia nie czekają na kolejne reformy.
Dyrektor generalna Children’s Rights Alliance Tanya Ward zwróciła szczególną uwagę na sytuację dzieci poniżej szóstego roku życia. Według niej raport pokazuje wzrost udziału dzieci żyjących w ubóstwie z 10,7 procent w 2018 roku do 20,3 procent w 2024 roku. To niemal podwojenie wskaźnika. Ward wskazuje również, że szczególnie niepokojąca jest sytuacja dzieci najmłodszych i ostrzega przed kolejnym zagrożeniem, czyli wzrostem cen paliw w nadchodzących miesiącach zimowych.
Dla gospodarstw domowych o wysokich dochodach droższa energia oznacza ograniczenie wydatków, jednak dla najbiedniejszych oznaczać może konieczność wyboru – ogrzać mieszkanie czy kupić jedzenie? Zapłacić rachunek czy kupić dziecku ubrania? W takich sytuacjach słowo „ubóstwo” przestaje być kategorią ekonomiczną i staje się codziennym doświadczeniem.
Irlandia jest szczególnym przypadkiem w europejskiej gospodarce. Obecność międzynarodowych gigantów technologicznych i farmaceutycznych, wysoki poziom inwestycji zagranicznych oraz wyjątkowo dobre wyniki niektórych wskaźników makroekonomicznych sprawiają, że kraj może prezentować się jako jeden z największych gospodarczych sukcesów Europy. Jednak nie można zapominać, że statystyka państwa i statystyka gospodarstwa domowego to dwie różne rzeczy.
PKB może rosnąć, podczas gdy rodzina nadal może mieć problem z opłaceniem czynszu. Podobnie może być w przypadku dochodów, bo i te mogą rosnąć, podczas gdy najbiedniejsza część społeczeństwa będzie mieć znacznie mniejszy w części tego wzrostu. Tym samym państwo może być bogate, a część jego dzieci może być biedna i właśnie ten paradoks powinien być dla irlandzkiej polityki najważniejszym ostrzeżeniem. Nie chodzi przy tym o zakwestionowanie sukcesu gospodarczego Irlandii. Chodzi o rzecz podstawową, czyli, co właściwie ten sukces oznacza dla zwykłej rodziny?
Jeżeli będzie się bogacić, to bardzo dobrze, ale jeśli będzie inaczej, więc niby rodzina będzie miała więcej pieniędzy, ale będzie wydawać więcej na czynsz, energię i transport, wówczas mamy problem społeczny, którym rząd musi, bo nie tylko powinien się zająć.
Irlandia stoi tu przed klasycznym problemem nowoczesnych gospodarek, czyli, jak sprawić, aby wzrost gospodarczy był odczuwalny nie tylko w statystykach, ale również w kuchniach, spiżarniach i domowych budżetach? Istotne jest jednocześnie, że nie ma tutaj jednego magicznego rozwiązania.Potrzebne są natomiast działania dotyczące mieszkalnictwa, świadczeń rodzinnych, kosztów energii, opieki nad dziećmi i dostępności usług publicznych. W połączeniu może to pozwolić na realne zwiększenie dochodów rodzin, które wówczas odczują poprawę statusu materialnego.
Raport ESRI sugeruje przede wszystkim, że obecny system wymaga korekty i drugi poziom Child Benefit może być jednym z narzędzi. Nie powinien jednak stać się substytutem polityki mieszkaniowej.Jeżeli rodzina otrzyma dodatkowe 50 czy 100 euro, a jednocześnie właściciel mieszkania podniesie czynsz o kolejne 150 euro, państwo w istocie będzie finansować nie rodzinę, lecz wzrost kosztów mieszkaniowych.To byłoby leczenie objawów, a Irlandia potrzebuje leczenia przyczyn.
Najważniejszym zdaniem całej debaty pozostają słowa Tanyi Ward: „Pomoc dzisiejszym dzieciom pomoże nam budować społeczeństwo przyszłości”. Trudno się z tym nie zgodzić, bo ubóstwo dzieci nie kończy się bowiem wraz z dzieciństwem. Długotrwały brak bezpieczeństwa materialnego może wpływać na cały proces edukacji, zdrowie, rozwój społeczny i późniejsze szanse życiowe.
Dlatego pytanie o 200 tysięcy dzieci nie jest wyłącznie pytaniem o dzisiejsze wydatki budżetowe.To naprawdę pytanie o przyszłą Irlandię.Państwo może zaoszczędzić pieniądze dzisiaj, ale później zapłaci znacznie więcej za skutki społeczne swoich wcześniejszych zaniedbań.Deklaracja rządu o ograniczeniu ubóstwa dzieci do 3 procent do 2030 roku, powinna stać się teraz czymś więcej niż tylko kolejnym celem zapisanym w rządowym dokumencie.Bo żadne dziecko nie jest tabelką w wyliczeniach Departamentu Finansów i nie może też czekać do 2030 roku, aż politycy znajdą odpowiednią rubrykę w budżecie.
*
Irlandia może być więc jednym z najbogatszych państw Europy, ale prawdziwą miarą jej bogactwa nie powinien być tylko dochód państwa ani średnia wysokość dochodów. Powinno nią być również to, czy dziecko urodzone w rodzinie o niskim statusie materialnym, będzie mieć realną szansę dorastać bez głodu, zimna, niepewności mieszkaniowej i poczucia, że jego przyszłość została przesądzona jeszcze zanim zdążyło ją sobie wyobrazić.
Jeżeli jedna czwarta najmłodszych dzieci żyje w rodzinach dotkniętych ubóstwem po uwzględnieniu kosztów mieszkania, trudno mówić o problemie marginalnym. To nie jest żaden margines – to jest ostrzeżenie dla rządzących. A każde państwo, które naprawdę chce mówić o swojej przyszłości, a przy tym twierdzić, że dba o przyszłe pokolenia, co nawiasem mówiąc, nie jest prawdą, powinno umieć słuchać ostrzeżeń dotyczących swoich dzieci.
Bogdan Feręc
Źr. Independent

