Polityka w okresie wojny rzadko bywa subtelna, a w najnowszym rozdziale napięć na Bliskim Wschodzie pojawiło się jednak ostrzeżenie, które w Europie nie powinno zostać zlekceważone.
Iran sygnalizuje bowiem wprost, że jeśli państwa Unii Europejskiej pozostaną bierne wobec działań Stanów Zjednoczonych i Izraela, „prędzej czy później zapłacą za to cenę”. Słowa te padły z ust rzecznika irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Esmaeil Baqaei, który w rozmowie z hiszpańską telewizją TVE oskarżył Zachód o milczenie wobec, jak to określił, naruszenia prawa międzynarodowego przez Stany Zjednoczone i Izrael.
Baqaei stwierdził, że brak zdecydowanej reakcji ze strony Unia Europejska może w przyszłości przynieść konsekwencje dla państw członkowskich. W dyplomatycznym języku takie sformułowanie brzmi jak sygnał ostrzegawczy, a w praktyce oznacza, że Iran postrzega europejską bierność jako milczące poparcie dla operacji wojskowych wymierzonych w Teheran.
Według irańskich władz działania militarne USA i Izraela stanowią naruszenie prawa międzynarodowego. Zachód z kolei od lat oskarża Iran o destabilizowanie regionu, rozwój programów rakietowych oraz wspieranie grup zbrojnych w różnych częściach Bliskiego Wschodu. Mamy więc klasyczną sytuację geopolitycznej spirali, gdzie jedna strona mówi o samoobronie, druga o agresji. Prawda bywa jednak bardziej skomplikowana.
Rzecznik irańskiego MSZ odniósł się także do incydentu związanego z rakietą przechwyconą w przestrzeni powietrznej Turcja. Teheran stanowczo zaprzecza, jakoby pocisk został wystrzelony z terytorium Iranu. W praktyce oznacza to próbę zdystansowania się od potencjalnej eskalacji, która mogłaby wciągnąć kolejne państwa regionu w konflikt. Każdy taki incydent działa jak iskra w składzie prochu. Jedna niepewna informacja, jedno błędne rozpoznanie radarowe i napięcie potrafi przeskoczyć z poziomu retoryki do poziomu realnych działań militarnych.
Dla Unii Europejskiej sytuacja jest szczególnie niewygodna. Z jednej strony państwa członkowskie są strategicznymi sojusznikami Stanów Zjednoczonych w ramach NATO. Z drugiej – UE od lat stara się odgrywać rolę mediatora w konfliktach na Bliskim Wschodzie. Problem polega na tym, że mediator musi być postrzegany jako neutralny, a neutralność w świecie polityki międzynarodowej bywa luksusem.
Europa jest również wyjątkowo wrażliwa na skutki destabilizacji regionu. Dotyczy to zwłaszcza:
- bezpieczeństwa energetycznego,
- migracji,
- globalnych szlaków handlowych.
Jednym z kluczowych punktów na mapie pozostaje Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa około jedna piąta światowych dostaw ropy naftowej. Każde poważniejsze napięcie w tym rejonie natychmiast odbija się na cenach energii, a w konsekwencji na gospodarce europejskiej.
Ostrzeżenie z Teheranu Unia powinna więc traktować nie tylko jako element propagandy czy retorycznej presji, bo bardziej jako sygnał, że Iran chce wciągnąć Europę w debatę o odpowiedzialności za eskalację konfliktu.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Saifee Art on Unsplash

