Irlandzki rynek nieruchomości, będący od lat źródłem frustracji dla tysięcy obywateli, wysyła sygnały pozornego uspokojenia. Najnowsze dane Centralnego Urzędu Statystycznego (CSO) wskazują, że tempo wzrostu cen domów wyhamowało do poziomu najniższego od dwóch lat.
W ujęciu rocznym, do lutego 2026 roku, krajowy wskaźnik cen wzrósł o 6,8 procent, co stanowi niewielki spadek w porównaniu z wartością 7,1 procent odnotowaną zaledwie miesiąc wcześniej. Choć statystycznie trend ten mógłby napawać optymizmem, dla przeciętnego nabywcy jest to zaledwie spowolnienie marszu ku cenom, które już dawno przestały być przystępne.
Rzeczywistość rynkową najlepiej oddaje mediana cen nieruchomości kupionych w lutym, która osiągnęła pułap 390 000 euro. Choć w skali miesiąca kwota ta wzrosła o symboliczne 14 euro, to perspektywa długoterminowa jest bezlitosna i w ciągu zaledwie roku typowy dom podrożał o 30 000 euro. To właśnie ten stały, nieubłagany dryf sprawił, że od 2015 roku ceny nieruchomości w Irlandii uległy niemal podwojeniu. Najtrudniejsza sytuacja panuje tradycyjnie w aglomeracji dublińskiej, gdzie mediana w prestiżowej dzielnicy Dún Laoghaire-Rathdown przekroczyła zawrotne 681 000 euro. Jednak to prowincja staje się nowym ogniskiem inflacji mieszkaniowej i poza stolicą ceny rosną szybciej, a w regionie Midlands odnotowano spektakularny skok o ponad 15 procent.
Głównym motorem tej drożyzny pozostaje chroniczny niedobór ofert. Popyt nie słabnie, o czym świadczy ponad 3300 wniosków o zakup złożonych w lutym oraz fakt, że rekordowa liczba osób kupujących pierwszą nieruchomość otrzymuje pozytywne decyzje kredytowe. Sorcha Timoney z NFP Ireland zauważa, że wzrost wartości zatwierdzonych kredytów hipotecznych o 10 procent rok do roku pokazuje determinację dobrze przygotowanych nabywców.
Paradoksalnie jednak, ta dostępność finansowania w zderzeniu z pustymi listami ogłoszeń jedynie podsyca licytacje o nieliczne dostępne obiekty. Na każde nowe mieszkanie oddane do użytku w lutym przypadały ponad trzy transakcje na rynku wtórnym, co dobitnie pokazuje, że podaż nie nadąża za aspiracjami społeczeństwa.
Zablokowanie rynku nieruchomości rodzi nowe, niepokojące zjawisko społeczne. Tysiące rodzin, które planowały przeprowadzkę do większego lub nowocześniejszego domu, porzuciły te marzenia, zderzając się ze ścianą ceny. Zamiast zmieniać adres, mieszkańcy Irlandii masowo inwestują w remonty posiadanych już zasobów. Szacuje się, że około 250 000 gospodarstw domowych wydaje środki na modernizację obecnych mieszkań, adaptując je do zmieniających się potrzeb życiowych. Często nie są to luksusowe fanaberie, lecz konieczne naprawy, takie jak wymiana kotłów czy okien, wykonywane w poczuciu bycia uwięzionym w „martwym punkcie” rynku.
Dla decydentów i ekonomistów obecna stabilizacja cen jest jedynie kruchym rozejmem. Choć uniknęliśmy dwucyfrowych wzrostów, które dominowały w poprzednich latach, obecny poziom cen pozostaje dla wielu barierą nie do przebicia. Dane za luty 2026 roku potwierdzają, że bez radykalnego zwiększenia liczby nowych inwestycji, marzenie o własnym domu pozostanie w Irlandii towarem luksusowym, a każde, nawet najmniejsze spowolnienie inflacji, będzie jedynie słabym pocieszeniem w obliczu narastającego kryzysu dostępności.
Bogdan Feręc
Źr. Independent

