Wprowadzanie nowoczesnych regulacji prawnych często niesie ze sobą obietnicę przełomu i gwarancję bezpieczeństwa, zwłaszcza w obszarach tak wrażliwych, jak ochrona najmłodszych użytkowników przed zagrożeniami płynącymi z wirtualnego świata.
Rzeczywistość weryfikuje jednak te ambitne zamierzenia w sposób wyjątkowo bezwzględny. Przykładem tego zjawiska stają się mechanizmy, które choć formalnie funkcjonują i tworzą pozory prawnego ładu, w praktyce okazują się jedynie dziurawą tarczą. Unijna ustawa o usługach cyfrowych oraz Krajowy Kodeks Bezpieczeństwa w Internecie, stanowić miały przełomowy krok na drodze do zabezpieczenia przestrzeni cyfrowej. Zamiast tego stały się podręcznikowym dowodem na to, jak ogromny dystans dzieli ustawodawcze intencje od codziennej praktyki technologicznej.
Najnowszy raport organizacji CyberSafe Kids, a zatytułowany wymownie „Rok niewiele się zmienił”, rzuca ostre światło na skalę problemu. Badanie przeprowadzone na próbie ponad 7000 uczniów w roku szkolnym 2025/2026 jednoznacznie wskazuje, że ubiegłoroczne wdrożenie rygorystycznych przepisów nie przełożyło się na żaden mierzalny spadek dostępności platform społecznościowych dla osób niepełnoletnich.
Aż 70% dzieci w wieku od 8 do 12 lat nieprzerwanie posiada własne profile w aplikacjach, które oficjalnie wymagają ukończenia co najmniej 13. roku życia. Wskaźnik ten utrzymuje się na niemal identycznym poziomie od połowy 2025 roku, co wyraźnie dowodzi, że przyjmowane na najwyższych szczeblach ustawy nie dotarły ze swoim oddziaływaniem do codziennej rzeczywistości najmłodszych.
Mechanizmy weryfikacji wieku, stanowiące fundament obecnego systemu ochrony, w zderzeniu z dziecięcą pomysłowością okazują się całkowicie bezużyteczne. Najpopularniejsze rozwiązania, bazujące na prostej deklaracji daty urodzenia, nie stanowią dla młodych internautów żadnej przeszkody. Podczas rozmów dzieci otwarcie przyznawały, że proces omijania zabezpieczeń sprowadza się do prostego przesunięcia suwaka roku urodzenia w głąb ubiegłego wieku. Algorytmy analizy behawioralnej czy systemy raportowania użytkowników, na które tak chętnie powołują się giganci technologiczni, zawodzą na całej linii.
Zjawisko to wyraźnie pokazuje, że debata publiczna, skupiona wokół pomysłów wprowadzania bezwzględnych zakazów korzystania z platform przez osoby poniżej 16. roku życia, trafia w próżnię. Kłótnia o to, czy zamknąć drzwi do cyfrowego świata, traci jakikolwiek sens w momencie, gdy podstawowe zasady chroniące osoby przebywające wewnątrz budynku nie są w ogóle egzekwowane.
Statystyki dotyczące poszczególnych platform dobitnie ilustrują bezsilność obecnych rozwiązań. W grupie wiekowej 8–12 lat z YouTube’a korzysta obecnie 63% dzieci, co stanowi wręcz wzrost w porównaniu do 60% odnotowanych w poprzednim roku. Nieznaczne spadki w przypadku Snapchata (z 25% na 21%) czy TikToka (z 23% na 20%) nie wynikają ze skuteczności obostrzeń prawnych, lecz ze naturalnych przesunięć w trendach i popularności poszczególnych aplikacji. Niezmienną pozycję lidera w tej kategorii wiekowej utrzymuje platforma Roblox, z której korzysta 68% najmłodszych. To właśnie to środowisko zostało wskazane przez 58% dzieci zgłaszających negatywne doświadczenia jako główne miejsce występowania niepożądanych incydentów.
Sytuacja wśród starszej młodzieży, w wieku od 12 do 15 lat, wskazuje na niemal stuprocentowe nasycenie cyfrową obecnością. Aż 99% nastolatków w tym przedziale wiekowym aktywnie korzysta z mediów społecznościowych. Na czoło zestawienia wysuwa się WhatsApp z wynikiem 85%, tuż przed YouTube’em (80%), Snapchatem (78%), TikTokiem (72%) oraz Instagramem (48%).
Prawdziwy niepokój budzi jednak struktura treści, z jakimi stykają się młodzi ludzie. W ciągu ostatniego roku odnotowano drastyczny, wręcz skokowy wzrost ekspozycji na materiały o charakterze seksualnym w grupie 12–15 lat, a wskaźnik ten wzrósł z 10% do aż 24%. Co niezwykle istotne, aż 22% z tych przypadków stanowiły treści agresywnie serwowane użytkownikom przez same algorytmy platform, a jedynie 2% było wynikiem aktywnego poszukiwania przez nastolatków. Zjawisko to w znacznie większym stopniu dotyka chłopców (27%) niż dziewczęta (19%).
Równolegle do problemów z tradycyjnymi mediami społecznościowymi pojawia się zupełnie nowe, niezagospodarowane dotąd wyzwanie w postaci powszechnego dostępu do generatywnej sztucznej inteligencji. Z narzędzi bazujących na tej technologii korzysta już 55% dzieci w wieku 8–12 lat oraz aż 76% nastolatków w wieku 12–15 lat. Młodsi użytkownicy traktują SI głównie jako przestrzeń do zabawy i eksperymentów, zadając losowe pytania, podczas gdy starsi wykorzystują ją zadaniowo, głównie do wyszukiwania informacji oraz wsparcia w nauce.
Szybkość adaptacji tych rozwiązań przez najmłodszych tworzy pilną potrzebę natychmiastowego uregulowania kwestii bezpieczeństwa, aby zapobiec powtórzeniu barier i błędów, które doprowadziły do obecnej kryzysowej sytuacji w mediach społecznościowych.
Systemowy paraliż w obszarze ochrony nieletnich w sieci wynika z faktu, że młodzież funkcjonuje w środowiskach technologicznych, które od samego początku projektowane były z myślą o przyciąganiu uwagi, a nie o wspieraniu etapów rozwoju młodego człowieka. Samo podnoszenie poprzeczki prawnej i tworzenie kolejnych zapisów w kodeksach nie przyniesie żadnej realnej zmiany, jeśli za literą prawa nie pójdzie twarde egzekwowanie odpowiedzialności od dostawców usług cyfrowych. Wyjście z tego pata wymaga równoległych działań na kilku płaszczyznach: uszczelnienia luk regulacyjnych przez organy nadzorcze, bezwzględnego wymuszenia na projektantach oprogramowania zasady bezwzględnego bezpieczeństwa w domyślnych ustawieniach, integracji edukacji cyfrowej z programami szkolnymi oraz ciągłego, świadomego zaangażowania ze strony rodziców. Bez tych spójnych kroków wszelkie nowe przepisy pozostaną jedynie pustą deklaracją na papierze.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Tati Odintsova on Unsplash

