Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Iluzja irlandzkiej polityki migracyjnej: Miliony euro i podwójne standardy bezpieczeństwa

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Oficjalna narracja tego państwowa od lat opiera się na fundamencie empatii. Władze przekonują, że przybyszom należy pomagać, wspierać ich i dawać im wszelkie szanse na życiową stabilizację. Jednak za tą fasadą szlachetnych intencji kryje się brutalna i niezwykle kosztowna rzeczywistość, która właśnie ujrzała światło dzienne. Twarde statystyki obnażają nie tylko gigantyczne obciążenie dla państwowej kasy, ale przede wszystkim rażącą niekonsekwencję w kwestii bezpieczeństwa publicznego.

Dlatego można zaryzykować stwierdzenie, że irlandzkie państwo po raz kolejny raz mijało się z prawdą, gdy zapewniało o bezpieczeństwie na wyspie.

Z najnowszych danych wynika, że od lutego ubiegłego roku 988 funkcjonariuszy Gardy asystowało zaledwie 377 osobom wydalanym z kraju w ramach dziesięciu lotów deportacyjnych. Skala tych operacji pochłonęła zawrotną kwotę 3,9 miliona euro. Prosty rachunek wskazuje, że usunięcie z wyspy jednej osoby kosztuje podatnika ponad 10 tysięcy euro. W tej astronomicznej jednak kwocie, nie uwzględniono jeszcze kosztów samej eskorty policyjnej na pokładach czarterowanych maszyn.

Struktura owych wydatków ukazuje z kolei machinę logistyczną o niespotykanych rozmiarach. Lwią część, bo aż 3,55 miliona euro, wchłonęły loty czarterowe. Absolutnie rekordowy okazał się czerwcowy kurs do Republiki Południowej Afryki, wyceniony na ponad 904 tysiące euro. Do tego należy doliczyć rachunki za zabezpieczenie medyczne (prawie 163 tysiące euro), komercyjne loty powrotne (ponad 106 tysięcy euro) oraz wynagrodzenia kierowników lotów (60 tysięcy euro). Nie zabrakło też zdarzeń nieprzewidzianych, które wygenerowały ponad 21 tysięcy euro dodatkowych opłat, takich jak awaryjne lądowanie w Nigerii w kwietniu 2025 roku, czy konieczność odladzania samolotów lecących do Polski i na Litwę w styczniu ubiegłego roku. Co więcej, każdej grupie musi obligatoryjnie towarzyszyć Obserwator Praw Człowieka (HRO), a jego „wycieczki” kosztowały dotąd ponad 36 tysięcy euro.

Prawdziwy absurd tej sytuacji ujawnia się jednak w korespondencji sekretarza generalnego Departamentu Sprawiedliwości Donchy O’Sullivana. Tłumacząc konieczność angażowania tak potężnych sił policyjnych, urzędnik wprost powołuje się na – tu ważny fragment – „ryzyko, jakie stwarzają pasażerowie”. Zaznacza, że wielu z nich ma kryminalną przeszłość, a jako dorośli ludzie często nie współpracują podczas tej przymusowej procedury. Zjawisko to wymusza kuriozalne proporcje i w locie do RPA 133 mundurowych pilnowało 63 deportowanych, a w drodze do Europy Środkowo-Wschodniej 119 funkcjonariuszy strzegło zaledwie 34 osób.

Oczywiście resort sprawiedliwości próbuje łagodzić wizerunkowy kryzys, wskazując na zewnętrzne źródła finansowania. Departament zabezpieczył środki z unijnego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji (AMIF). W ramach trzyletniej umowy, obowiązującej od początku 2025 roku, Krajowe Biuro Imigracyjne (GNIB) otrzymało już 1,84 miliona euro na pokrycie nadgodzin, hoteli, diet oraz kosztów tłumaczy. Unijne mechanizmy pozwalają rzekomo na odzyskanie do 75% kwalifikowanych wydatków, a urzędnicy liczą na zwrot rzędu 3,45 miliona euro. Nie zmienia to jednak faktu, że system jest skrajnie niewydolny. Przerzucanie kosztów na szczebel unijny to wciąż drenowanie kieszeni europejskiego, w tym irlandzkiego, podatnika, by opłacić skutki skrajnie naiwnej polityki migracyjnej.

***

Tu dochodzimy do jakże fundamentalnego pytania, które demaskuje całkowitą iluzję państwowego systemu bezpieczeństwa. Skoro władze same przyznają, że ci ludzie stanowią na tyle poważne zagrożenie, iż w zamkniętej przestrzeni samolotu wymagają asysty w proporcjach niemal trzech policjantów na jednego wydalanego, to jakim cudem pozwalano im w ogóle przebywać w Irlandii? Rządzący wmawiają przecież mieszkańcom, że sytuacja jest pod kontrolą, jednocześnie wypuszczając na ulice naszych miast osoby, których późniejsze odeskortowanie wymaga prawie wojskowej mobilizacji i skrajnej ostrożności. Czy ci sami pasażerowie nie stwarzali absolutnie żadnego zagrożenia, gdy kręcili się samopas po irlandzkich miastach?

To jawna kpina z obywateli, którzy na co dzień mijali tych „ryzykownych” rezydentów w drodze do pracy czy szkoły.

Rozwiązanie tego problemu, a tym samym drastyczne obniżenie kosztów eskorty, jest banalne w swej prostocie. Wystarczy skucie rąk kajdankami z tyłu „ryzykownym pasażerom” i po sprawie. Wówczas do bezpiecznego transportu w zupełności wystarczy dwóch, a maksymalnie czterech funkcjonariuszy na cały samolot. Zamiast angażować setki policjantów i wydawać miliony euro na hotele oraz przeloty dla całej armii mundurowych, należałoby zastosować adekwatne i skuteczne środki prewencyjne. Pieniądze podatników można by wtedy przeznaczyć na rzeczywiste potrzeby kraju, a nie na obsługę logistyczną osób, które i tak nie mają prawa w nim przebywać.

Uszczelnienie granic, powinno stać się pierwszym krokiem, jaki postawi w tej sprawie Republika Irlandii.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by engin akyurt on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version