Samochód bardzo często wygląda w domowym budżecie na wydatek znacznie mniejszy, niż jest nim w rzeczywistości. Płacimy za paliwo, ubezpieczenie, podatek czy przegląd, ale wiele pozostałych kosztów pojawia się rzadko albo nie przychodzi do głowy w chwili, gdy liczymy miesięczne wydatki. Najnowsze badanie ESRI pokazuje, że ten sposób myślenia jest powszechny. Ponad siedmiu na dziesięciu kierowców w Irlandii zaniża ocenę kosztów użytkowania samochodu, a różnica między deklaracją a rzeczywistością sięga niemal 50 proc.
Badanie przeprowadzone przez finansowany ze środków publicznych Economic and Social Research Institute (ESRI), na reprezentatywnej próbie ponad 800 kierowców w całej Irlandii, pokazuje dość prosty problem. Większość ludzi pamięta o tym, co płaci regularnie, ale znacznie gorzej radzi sobie z policzeniem wszystkich pozostałych wydatków. Najpierw uczestnicy badania mieli oszacować, ile rocznie kosztuje ich posiadanie i użytkowanie samochodu. Dopiero później przedstawiano im szczegółową listę wydatków obejmującą paliwo lub ładowanie, ubezpieczenie, podatek, konserwację, parkowanie, opłaty drogowe i inne koszty.
Wynik był wyraźny. Ponad 70 proc. kierowców zaniżyło rzeczywiste wydatki. Mediana ich początkowych szacunków wyniosła 2000 euro rocznie. Po uwzględnieniu wszystkich analizowanych kosztów rzeczywista mediana sięgnęła niemal 3000 euro. To różnica rzędu 50 proc.
Samochód kosztuje więcej, niż pokazuje paragon za paliwo
Największym pojedynczym wydatkiem pozostaje paliwo. Mediana rocznych kosztów wyniosła tutaj 1560 euro. To właśnie ten wydatek kierowcy widzą najwyraźniej, ponieważ tankowanie odbywa się regularnie i rachunek jest natychmiast odczuwalny. Problem zaczyna się wtedy, gdy kończymy liczenie na stacji paliw.
Ubezpieczenie przychodzi raz w roku lub jest rozłożone na raty. Podatek drogowy jest osobnym obciążeniem. Serwis może przez kilka miesięcy nie kosztować nic, a potem nagle pojawić się rachunek na kilkaset euro. Opony trzeba wymienić dopiero po określonym przebiegu. Parkowanie i opłaty drogowe bywają drobnymi, powtarzającymi się kwotami, które pojedynczo nie robią wielkiego wrażenia.
W skali roku przestają być jednak drobne i właśnie te rzadsze oraz bardziej zmienne wydatki były najczęściej pomijane przez badanych. ESRI wskazuje przede wszystkim na ubezpieczenie, konserwację, parkingi i opłaty drogowe. To mechanizm dobrze znany z domowych finansów, gdzie człowiek łatwiej pamięta 80 euro wydane dzisiaj niż kilkanaście niewielkich opłat, które w ciągu roku uzbierały się w pokaźną sumę.
Diesel okazuje się najdroższy
Badanie pokazuje również znaczące różnice pomiędzy rodzajami napędu. Najniższe roczne koszty użytkowania odnotowano w przypadku samochodów elektrycznych. Mediana wyniosła około 1560 euro. Dla samochodów benzynowych było to 2715 euro, natomiast dla samochodów z silnikiem Diesla aż 3546 euro rocznie. Różnica jest więc ogromna. Między samochodem elektrycznym a dieslem wynosi blisko 2000 euro rocznie. To oczywiście nie oznacza, że każdy samochód elektryczny będzie kosztował dokładnie 1560 euro, a każdy diesel 3546 euro. Mowa o medianach uzyskanych w badaniu, a rzeczywiste koszty zależą między innymi od przebiegu, rodzaju pojazdu, miejsca zamieszkania, ubezpieczenia, sposobu ładowania lub tankowania oraz częstotliwości korzystania z samochodu.
Dane pokazują jednak wyraźny wzorzec i w przypadku diesla sytuacja kierowców jest dodatkowo niekorzystna ze względu na ceny paliwa. W ostatnich tygodniach cena oleju napędowego znacząco wzrosła i na wielu stacjach przekracza już 2 euro za litr, a więc jest wyższa niż cena benzyny. Dla kierowców, którzy dużo jeżdżą, oznacza to bardzo konkretny wzrost kosztów.
Pełny bak za ponad 100 euro
W ostatnim czasie kierowcy w całej Irlandii zwracali uwagę, że zatankowanie pełnego baku diesla może kosztować już ponad 100 euro. To nie jest abstrakcyjna kwestia makroekonomiczna. To pieniądze, które znikają z domowego budżetu przy jednej wizycie na stacji. Ceny paliwa pozostają pod wpływem sytuacji na światowych rynkach energii, a obecny wzrost jest związany również z ponownym napięciem w rejonie Zatoki Perskiej. Dla Irlandii, która jest importerem energii, tego rodzaju wydarzenia mają bezpośrednie przełożenie na ceny płacone przez kierowców.
Rząd zdecydował niedawno o przedłużeniu obniżki akcyzy. Stawka dla oleju napędowego została zmniejszona o 30 centów, a dla benzyny o 27 centów. Rozwiązanie ma obowiązywać do końca października. To jednak tylko częściowo łagodzi presję. Cena paliwa może bowiem zmienić się szybko, podczas gdy pozostałe koszty użytkowania samochodu często pozostają niewidoczne aż do momentu, kiedy trzeba je zapłacić.
Największy problem tkwi w naszej pamięci
Starszy pracownik naukowy ESRI i współautor raportu Shane Timmons zwraca uwagę, że skala błędu była podobna niezależnie od rodzaju silnika. To ważna obserwacja i można by przypuszczać, że kierowcy diesli, aut benzynowych czy samochodów elektrycznych zupełnie inaczej kalkulują swoje wydatki. Badanie pokazuje jednak coś innego. Skłonność do zaniżania kosztów była powszechna we wszystkich grupach społeczno-demograficznych, grupach wiekowych i poziomach dochodów.
Nie jest to więc problem osób o określonych zarobkach albo konkretnego pokolenia, a raczej kwestia sposobu myślenia o samochodzie.
Kiedy kierowca mówi: „samochód kosztuje mnie 150 czy 200 euro miesięcznie”, bardzo często ma na myśli paliwo, ubezpieczenie i podstawowe rachunki. Tymczasem samochód jest urządzeniem, którego koszty rozłożone są w czasie i pojawiają się w różnych miejscach. W jednym miesiącu płacimy za paliwo, w następnym za ubezpieczenie, a potem przychodzi serwis, opony itd.
Na końcu roku okazuje się zaś, że samochód kosztował znacznie więcej, niż wynikało z comiesięcznego przyzwyczajenia.
Elektryk wypada najlepiej, ale nie oznacza to końca kosztów
Dane ESRI są również interesujące z innego powodu. Pokazują różnicę pomiędzy trzema podstawowymi rodzajami napędu.
Mediana kosztów wyniosła:
samochód elektryczny – 1560 euro rocznie
samochód benzynowy – 2715 euro
samochód diesel – 3546 euro
Różnice są więc wyraźne, a jednocześnie nie należy traktować tych danych jako prostego dowodu, że samochód elektryczny zawsze będzie najtańszym wyborem dla każdego gospodarstwa domowego. Koszty zakupu pojazdu i jego amortyzacja zostały z analizy wyłączone. Nie obejmuje ona całkowitego ekonomicznego kosztu posiadania samochodu w całym cyklu jego użytkowania. Raport odpowiada przede wszystkim na inne pytanie: ile kosztuje użytkowanie i utrzymanie już posiadanego samochodu. W tym ujęciu, przewaga pojazdów elektrycznych jest bardzo wyraźna.
Samochód nadal jest potrzebny
Cała sprawa ma jednak również drugą stronę. W Irlandii nie da się po prostu założyć, że każdy kierowca może jutro zostawić samochód przed domem i przerzucić się na transport publiczny. Dla części mieszkańców samochód jest wyborem, a dla innych jest koniecznością. Dotyczy to szczególnie osób mieszkających poza największymi miastami, pracujących zmianowo, dojeżdżających do miejsc, do których transport publiczny nie dociera, oraz rodzin, których codzienne życie wymaga przemieszczania się pomiędzy wieloma miejscami. Dlatego zwiększanie świadomości rzeczywistych kosztów samochodu jest czymś innym niż przekonywanie ludzi, że samochodu nie powinni posiadać.
ESRI wskazuje, że większa przejrzystość kosztów może pomóc gospodarstwom domowym podejmować bardziej świadome decyzje dotyczące transportu. Może też stanowić uzupełnienie działań podatkowych i infrastrukturalnych, których celem jest zachęcanie części mieszkańców do korzystania z alternatywnych form transportu.
To podejście ma sens, ale pod jednym warunkiem, że alternatywa rzeczywiście istnieje. Nie wystarczy powiedzieć kierowcy, że jego samochód jest drogi. Trzeba jeszcze zapewnić mu możliwość wygodnego dotarcia do pracy, lekarza, szkoły czy sklepu bez użycia samochodu.
Rachunek, którego kierowcy często nie chcą widzieć
Badanie ESRI mówi więc coś znacznie ważniejszego niż tylko to, że samochód kosztuje około 3000 euro rocznie. Pokazuje, że ludzie mają problem z oceną kosztów, które są rozproszone, nieregularne i mniej widoczne. To ważna lekcja również dla kierowców. Jeżeli ktoś chce naprawdę wiedzieć, ile kosztuje jego samochód, powinien przestać liczyć wyłącznie tankowanie. Trzeba doliczyć ubezpieczenie, podatek, serwis, opony, parkingi, opłaty drogowe i inne wydatki związane z codziennym użytkowaniem. Dopiero wtedy pojawia się prawdziwy rachunek i najczęściej okazuje, że samochód nie kosztuje tyle, ile zostawiamy na stacji benzynowej.
Kosztuje tyle, ile przez cały rok zabiera nam z portfela, a według badania ESRI większość kierowców odkrywa tę różnicę dopiero wtedy, gdy ktoś policzy ją za nich.
Bogdan Feręc
Źr. ESRI/AA Insurance
Fot. CC Sarah777

