Joanna Gumińska oceniła, że w Polsce rośnie sprzeciw wobec języka pogardy w mediach. – Nie ma zgody na takie schamienie debaty publicznej – powiedziała.
Joanna Gumińska mówiła w Radiu Wnet o dwóch sprawach – języku debaty publicznej oraz planowanych zmianach dotyczących znakowania zwierząt. Jej zdaniem w Polsce rośnie sprzeciw wobec agresywnego, pogardliwego tonu obecnego w mediach i przestrzeni publicznej.
Punktem wyjścia do rozmowy był przywołany na antenie fragment wypowiedzi Katarzyny Grocholi w programie Jakuba Wojewódzkiego, odnoszący się do prezydenta Karola Nawrockiego. Gumińska uznała tę wypowiedź za przykład szerszego zjawiska – obniżania poziomu debaty i uzurpacji środowisk, które same przypisują sobie status elit.
Jest coraz większa niezgoda na to, co się dzieje. Nie ma też zgody na taki język debaty publicznej. To nieprawdopodobne schamienie, ta uzurpacja pseudoelit
– mówi Joanna Gumińska.
Szacunek dla urzędu
W rozmowie mocno wybrzmiał też wątek szacunku wobec państwa i jego instytucji. Gumińska podkreślała, że nawet jeśli ktoś nie popiera konkretnego polityka, nie powinien deprecjonować urzędu, który ta osoba sprawuje.
Ja nawet jeżeli tylko dwukrotnie wygrał prezydent, na którego ja głosowałam, to nie znaczy, że ja będę wyzywać, dezawuować czy umniejszać osobę, która pełni urząd prezydencki. To jest okazywanie braku szacunku do państwa polskiego
– podkreśla publicystka.
Jej zdaniem ten standard powinien obowiązywać także w mediach. Krytyka jest dopuszczalna, ale nie powinna oznaczać rezygnacji z elementarnej powagi.
Pozwy za oszczerstwa
Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy był apel do prawników. Gumińska stwierdziła, że skandaliczne wypowiedzi i pomówienia zbyt często pozostają bez reakcji, a kancelarie powinny częściej podejmować działania prawne.
Jeśli słuchają nas prawnicy – a wierzę, że tak – to może dobrym obyczajem byłoby, gdyby kancelarie wytaczały procesy za tego typu skandaliczne wypowiedzi, które do tej pory zostają bezkarne, po to, żeby zasądzone odszkodowania trafiały na jakiś szczytny cel
– stwierdziła.
Publicystka proponowała, by ewentualne odszkodowania trafiały do organizacji wspierających najsłabszych, zamiast pozostawać tylko elementem medialnego sporu.
Spór o ustawę „KROPIK”
W końcowej części rozmowy Joanna Gumińska wróciła do tematu bezdomności zwierząt i planowanej ustawy dotyczącej powszechnego znakowania. Bardzo ostro skrytykowała projekt określany hasłem „KROPIK”, przekonując, że nie rozwiązuje on realnego problemu.
Jej zdaniem zamiast działań ograniczających bezdomność zwierząt państwo tworzy kosztowny system, który może stać się źródłem politycznych i finansowych korzyści dla określonych środowisk.
Dlaczego ta bezdomność jest utrzymywana na tak gigantycznym poziomie? Dlatego, że rocznie wycieka z budżetu 200 milionów złotych. Drugie tyle lub więcej wpłacają obywatele na zbiórki
– mówi Joanna Gumińska.
Wskazała też na propozycję elektronicznego systemu kontroli schronisk, który – jak mówiła – mógłby szybko ograniczyć odpływ pieniędzy. Jej zdaniem temat wymaga większego nagłośnienia i presji społecznej.
Powinniśmy więcej o tym mówić, bo to jest po prostu czyste złodziejstwo publicznych pieniędzy. Nie możemy się na to godzić
– podkreśliła.
/to
Radio Wnet

