Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Grożą odcięciem stolicy i uderzeniem w unijny szczyt

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Irlandia staje na progu potężnego kryzysu społecznego, który może nie tylko sparaliżować kluczowe arterie komunikacyjne kraju, ale również wywołać gigantyczny skandal dyplomatyczny na arenie międzynarodowej. Organizatorzy głośnych protestów paliwowych, które na początku tego roku doprowadziły do zablokowania Dublina – ponownie zwierają szyki przed kolejną batalią. Tym razem na szali stawiają nie tylko płynność ruchu w stolicy, ale także bezpieczeństwo i prestiż unijnej prezydencji, grożąc bezpośrednią blokadą dygnitarzy z Brukseli, w tym przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen.

Zarzewiem nowego konfliktu jest zbliżający się nieuchronnie termin 31 lipca, kiedy to wygasną wprowadzone w kwietniu awaryjne obniżki akcyzy na paliwo. Rząd zdecydował się wówczas na ten krok pod wpływem masowych, ogólnokrajowych blokad, co pozwoliło tymczasowo obniżyć cenę oleju napędowego o 32 centy, a benzyny o 27 centów, a także odsunąć w czasie podwyżkę podatku węglowego. Od sierpnia ulgowe stawki przestaną jednak obowiązywać, a widmo skokowego wzrostu cen na stacjach benzynowych – potęgowane globalnymi zawirowaniami i gwałtownym wzrostem kosztów surowców z powodu wojny USA i Izraela z Iranem – wywołało wściekłość wśród przedsiębiorców i rolników.

Twarzą nadchodzącego buntu ponownie staje James Geoghegan, przedsiębiorca rolny znany z wcześniejszych medialnych wystąpień, który za pośrednictwem mediów społecznościowych otwarcie nawołuje do radykalnych działań. W opublikowanym nagraniu „Protesty paliwowe, część 2” Geoghegan wprost deklaruje, że w środowisku rolników i przewoźników trwają zaawansowane dyskusje nad ponownym wyprowadzeniem na ulice traktorów oraz ciężkiego sprzętu.

Wśród analizowanych scenariuszy wymienia się nie tylko ponowny paraliż Dublina, ale także blokowanie portów, lotnisk oraz bezpośrednie uderzenie w delegację Ursuli von der Leyen, która ma odwiedzić Irlandię już 2 i 3 lipca w związku z objęciem przez ten kraj prezydencji w Radzie Unii Europejskiej.

Nastroje społeczne są niezwykle napięte, co potwierdzają komunikaty prężnie działających grup protestacyjnych, takich jak „People Of Ireland Against Fuel Prices”. Aktywiści ostrzegają, że frustracja i determinacja, które doprowadziły do wcześniejszego paraliżu, nigdzie nie zniknęły, a koszty codziennego funkcjonowania i prowadzenia działalności stają się dla wielu barierą nie do przebycia. Sam Geoghegan obrazuje skalę problemu własnym przykładem, wskazując, że praca w rolnictwie generuje obecnie dla niego gigantyczne koszty rzędu 400 euro dziennie za sam olej napędowy. Protestujący czują się oszukani przez rząd, który najpierw zaoferował im pakiet wsparcia, a teraz bezwzględnie go odbiera, ignorując fatalną sytuację mieszkańców irlandzkiej prowincji.

Strategia organizatorów zakłada, że nadchodząca fala demonstracji nie ograniczy się wyłącznie do branży transportowej i rolnej, ale przyjmie formę szerokiego buntu społecznego, jednoczącego każdego, kto dojeżdża do pracy i odczuwa drenujące kieszenie podatki.

Zanim jednak ciężki sprzęt wyjedzie na drogi, planowane są dwa duże spotkania publiczne na północy i południu kraju, które mają sformalizować plany działania. Czasu na reakcję rządu jest niewiele, a zbieżność terminów wygasania tarcz osłonowych z inauguracją irlandzkiej prezydencji w Unii Europejskiej tworzy mieszankę wybuchową. Jeśli gabinet w Dublinie nie podejmie natychmiastowych rozmów, początek lipca może upłynąć pod znakiem gigantycznych zatorów drogowych i wizerunkowej katastrofy na oczach całej Europy.

Bogdan Feręc

Źr. PA Media

Fot. Katarzyna Sudak

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version