Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Granice gniewu społecznego. Dobre imię demokracji w cieniu ataku na posła Michaela Healy-Rae

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Niezależny deputowany z okręgu Kerry Michael Healy-Rae padł ofiarą ataku w samym centrum Dublina. Do incydentu doszło w środowe popołudnie na Cork Street, gdy polityk wracał z posiedzenia parlamentu i utknął w miejskim korku.

Mężczyzna znajdujący się na ulicy podszedł do zatrzymującego się samochodu posła, podniósł krzyk, po czym przez otwartą lub uchyloną szybę zadał mu kilka porywczych ciosów. Napastnik zbiegł z miejsca zdarzenia, zanim zjawili się tam funkcjonariusze. Szybka interwencja innych kierowców pozwoliła zaalarmować policję, dzięki czemu patrol z pobliskiego komisariatu przy Kevin Street zjawił się na miejscu w zaledwie parę minut. Poszkodowany parlamentarzysta trafił do szpitala St. Vincent’s, gdzie udzielono mu pomocy medycznej i założono na głowie kila szwów.

Zdarzenie to wywołało natychmiastowe i zrozumiałe oburzenie w Dáil Éireann. Poruszony brat posła, czyli Danny Healy-Rae TD, podkreślał w emocjonalnym wystąpieniu, że obieranie na cel ludzi pełniących służbę publiczną, jest całkowicie niedopuszczalne, a parlamentarzyści – choć nie potrafią dogodzić każdemu – starają się działać na rzecz obywateli. W podobnym tonie wypowiedzieli się przedstawiciele rządu oraz opozycji. Premier Micheál Martin i wicepremier Simon Harris jednoznacznie wskazali, że w demokratycznym państwie nie ma miejsca na zastraszanie i przemoc, a wybrani reprezentanci społeczeństwa muszą mieć możliwość realizowania swoich zadań bez obawy o zdrowie lub życie.

Minister sprawiedliwości Jim O’Callaghan powołując się na informacje zebrane przez An Gharda Síochána, zauważył z kolei, że jakikolwiek fizyczny zamach na członka Oireachtas, stanowi w istocie uderzenie w same fundamenty ustroju. Funkcjonariusze policji prowadzą obecnie śledztwo, zabezpieczają nagrania z kamer samochodowych oraz monitoringu, ale poszukują też świadków zdarzenia, apelując o pomoc w ujęciu sprawcy.

Sytuacja ta otwiera jednak znacznie szerszą dyskusję nad narastającym napięciem na linii władza–obywatel. Choć motywy sprawcy z Cork Street nie zostały jeszcze sprecyzowane przez śledczych, incydent ten jest jasnym sygnałem, jak niebezpiecznie wzrasta poziom społecznej frustracji. Dystans między politykami a ludźmi zmagającymi się z codziennymi problemami, staje się coraz bardziej zauważalny, co niejednokrotnie prowokuje skrajne emocje.

Komentarz:

Moim zdaniem tego typu zdarzenia absolutnie nie powinny mieć miejsca w państwie prawa, a i zasługują na jednoznaczne potępienie. Agresja fizyczna kierowana w stronę drugiego człowieka, nawet posła lub senatora, zawsze pozostanie przekroczeniem granicy, której przekraczać nie wolno.

Jestem jednak w stanie w pewien sposób zrozumieć postępowanie napastnika, jeżeli jego wyłączną motywacją była chęć zdeterminowanego zwrócenia uwagi na fakt, iż działania parlamentarzystów od dawna nie są adekwatne do realnej, trudnej sytuacji ekonomicznej wielu osób w kraju. Masa ludzi w Irlandii czuje się po prostu ignorowanych przez klasę polityczną, co z kolei rodzi bezsilność i desperację.

Nie zmienia to jednak faktu, że pozostaję zdecydowanym zwolennikiem wyłącznie rozwiązań demokratycznych. Swoje niezadowolenie z postawy i pracy parlamentarzystów należy wyrażać poprzez masowe, nawet bardzo ostre i długotrwałe protesty, manifestacje czy decyzje przy urnach wyborczych, a nie poprzez fizyczne rękoczyny i wręcz chuligańskie wybryki na ulicy.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Fot. Houses of the Oireachtas

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version