Zamiast klasycznego Dnia Wolności Podatkowej, eksperci zaproponowali nową metodologię liczenia obciążeń. Wyniki raportu Instytutu Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa pokazują ponury obraz polskiej gospodarki.
W tym artykule:
https://share.transistor.fm/e/2f328390#?secret=kAs4WloiWj
Polacy pracują na utrzymanie państwa znacznie dłużej, niż dotychczas szacowano. Najnowszy raport Instytutu Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa rzuca zupełnie nowe światło na to, jak ogromna część owoców naszej pracy trafia w ręce urzędników.
– To nie tylko przedsiębiorcy, tylko generalnie wszyscy ci, którzy pracują w sektorze prywatnym – wyjaśnił na antenie Radia Wnet dr Mateusz Benedyk, ekonomista z Instytutu Misesa oraz wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego.
Szokujące wyliczenia Instytutu Misesa
Tradycyjny Dzień Wolności Podatkowej przypada w Polsce zazwyczaj na przełomie czerwca i lipca. Jednak według analityków Instytutu Misesa wskaźnik ten nie oddaje w pełni rzeczywistego ciężaru, jaki spoczywa na barkach obywateli.
– Jeśli weźmiemy pod uwagę to, ile państwo wydaje, to niestety 229 dni, czyli ponad 60 proc. tego produktu prywatnego jest później wydawane przez państwo – zaznaczył dr Mateusz Benedyk.
Oznacza to, że osoby zatrudnione w firmach, przedsiębiorcy oraz rolnicy pracują na własny rachunek dopiero od połowy sierpnia.
– Dopiero 18 sierpnia tego roku będziemy obchodzić coś, co nazwaliśmy Dniem Wolności Sektora Prywatnego – dodał ekspert.
Nowa metoda liczenia obciążeń
Tradycyjne metody zestawią wydatki publiczne bezpośrednio z całym Produktem Krajowym Brutto. Ekonomista wskazuje jednak, że około 27 proc. PKB stanowi produkcja wytwarzana bezpośrednio przez sektor państwowy, taka jak edukacja czy ochrona zdrowia.
– Przyrównujemy wydatki publiczne, które lekko korygujemy w dół o różnego rodzaju księgowe fikcje, do prywatnej części produktu krajowego brutto – sprecyzował dr Mateusz Benedyk.
Różnica polega na tym, że państwowe wydatki są wyceniane wyłącznie według kosztów wytworzenia. W sektorze publicznym brakuje rynkowej weryfikacji ze strony konsumentów.
Absurdy państwowych inwestycji
Brak rynkowego mechanizmu sprawia, że do PKB zalicza się inwestycje, które nie przynoszą realnej wartości gospodarczej. Jako przykład ekspert podaje nierentowne budowy infrastruktury.
– Jeśli państwo zbuduje przystanek kolejowy, z którego korzysta jedna osoba dziennie, i wyda na to 3 miliony złotych, to i tak te pieniądze zostaną zaliczone do PKB – zauważył dr Mateusz Benedyk.
Wlasnie dlatego zdaniem ekonomisty ocena stanu gospodarki wyłącznie przez pryzmat całkowitego PKB daje zbyt optymistyczny i zniekształcony obraz rzeczywistości.

