Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Gospodarka nie poczeka. Każdy miesiąc zwłoki rządu może kosztować Irlandię tysiące miejsc pracy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Gospodarka rzadko załamuje się nagle, a znacznie częściej zaczyna się od drobnych opóźnień, przeciągających się decyzji i przekładanych terminów. Inwestorzy czekają, firmy wstrzymują plany, nowe połączenia nie powstają i w pewnym momencie rozwój zatrzymuje się nie dlatego, że zabrakło pieniędzy czy popytu, lecz dlatego, że zabrakło decyzji. Irlandia stoi dziś dokładnie w takim punkcie.

Dyrektor naczelna Aer Lingus Lynne Embleton ostrzegła, że kluczowym momentem jest październik tego roku. Wtedy linie lotnicze otrzymają sloty startów i lądowań na sezon letni 2027. Jeśli do tego czasu limit pasażerów na lotnisku w Dublinie nie zostanie zniesiony, konsekwencje mogą wykraczać daleko poza sam sektor lotniczy i zagrożone będą miejsca pracy, inwestycje i tempo wzrostu gospodarczego.

Obecny limit wynosi 32 miliony pasażerów rocznie, ale problem polega na tym, że rzeczywistość już go wyprzedziła. W ubiegłym roku lotnisko obsłużyło 36,4 miliona podróżnych, więc oznacza to, że infrastruktura i popyt istnieją, ale formalne ograniczenia blokują dalszy rozwój. To sytuacja, w której kraj gotowy na wzrost, ale skrępowany własnymi regulacjami. Pamiętać przecież należy, że lotnisko w Dublinie nie jest zwykłym węzłem transportowym. To brama gospodarcza państwa wyspiarskiego, które swoją nowoczesną potęgę zbudowało na otwartości, mobilności i przepływie ludzi. Każdy dodatkowy lot to nie tylko pasażerowie lecący na wakacje, a kontrakty, inwestorzy, turyści, pracownicy sektora technologicznego, farmaceutycznego i finansowego. To także tysiące miejsc pracy bezpośrednio na lotnisku i pośrednio w hotelarstwie, handlu, logistyce i usługach.

Jeśli limit pozostanie, linie lotnicze nie będą mogły rozwijać nowych tras ani zwiększać częstotliwości lotów. W praktyce oznacza to, że rozwój zostanie przeniesiony gdzie indziej. Lotnictwo nie zna sentymentów, czyli samoloty polecą tam, gdzie warunki są stabilne i przewidywalne.

Aer Lingus już działa w warunkach rosnącej konkurencji, bo przepustowość konkurencyjnych przewoźników na trasach transatlantyckich z Dublina wzrosła tej zimy o 45 procent. Jednocześnie przewoźnik zwiększył własną przepustowość na trasach długodystansowych o 14 procent, co pokazuje, że popyt istnieje i rynek rośnie. Firma odnotowała w ubiegłym roku wzrost zysku operacyjnego o 38 procent do 282 milionów euro, co potwierdza, że sektor lotniczy pozostaje jednym z motorów irlandzkiej gospodarki. Jednak nawet silne wyniki finansowe nie ochronią branży przed skutkami regulacyjnego paraliżu. Linie lotnicze planują swoją działalność z wieloletnim wyprzedzeniem, a jeżeli nie będą miały pewności co do dostępności slotów, skierują samoloty do innych miast i dubliński port lotniczy opustoszeje.

Każda utracona trasa to utracone wpływy podatkowe, mniej turystów i mniej inwestycji. To także sygnał dla globalnych firm, że infrastruktura kraju nie nadąża za jego ambicjami. W tym sensie sprawa limitu pasażerów jest testem sprawności państwa. Minister transportu zapowiedział zmiany legislacyjne, ale proces może potrwać miesiące. Problem polega na tym, że gospodarka działa w czasie rzeczywistym. Okna decyzyjne zamykają się szybko, a październik jest granicą wyznaczoną przez globalny kalendarz lotniczy, nie zaś przez polityczny harmonogram.

*

Dlatego odpowiedzialność za kolejne lata sukcesu Irlandii spoczywa dziś jednoznacznie na rządzie. Nie chodzi wyłącznie o jeden administracyjny limit, a o sygnał wysłany do własnej gospodarki oraz świata, że to państwo nadąża za swoim sukcesem i nie stało się jego hamulcem.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Hieu on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version