Gospodarczo Irlandia leży na łopatkach

Mało albo wcale mówi się obecnie o gospodarce, a ta już teraz odczuwa skutki pandemii, jednak to złe dopiero się ujawni, a będzie przyczynkiem do ruchów proponowanych przez gabinet koalicyjny.

Wcześniej, czyli w poprzednich fazach odmrażania kraju, wszyscy z nadzieją patrzyli na te kroki, a i mówiło się, że kraj wraca do normalności. Prym w takich ocenach wiodło ugrupowanie rządzące, więc Fine Gael, które jednako czarowało rzeczywistość, bo ta jest całkiem inna, niż obraz rysowany przez świat polityki. Kiedy wprowadzona została pierwsza faza odmrożenia, ludzie tłumnie ruszyli do niektórych sklepów, by po ponad trzech miesiącach ich blokady, dokonać niezbędnych zakupów.

Podobnie stało się w fazie drugie, bo wtedy też ustawiały się długie kolejki przed sklepami, co z kolei szeroko pokazywane i komentowane było w mediach. W tym przypadku również Ministerstwo Zatrudnienia chciało błysnąć, snując wizje powrotu do pracy szeroką ławą, ale tak się nie stało i poziom powrotów, jest na prawie takim samym poziomie, jak był w fazie pierwszej.

Tak dochodzimy do zdjęć z początków kolejnych faz odmrożenia, bo oglądając je, można było odnieść wrażenie, że kolejki spowodowane były wyłącznie dystansem społecznym i ograniczeniem ilości osób wewnątrz sklepów, więc tak prawdę mówiąc, szaleństwa zakupowego nie było. Jeszcze mniej klientów jest teraz, a wystarczy wejść właściwie do dowolnego sklepu i nawet te najbardziej niegdyś popularne, nie mogą powiedzieć, że są oblegane. Świadczyć o tym mogą np. kolejki przed dużymi sklepami, gdzie na chodnikach wyznaczono linie dystansowe, ale stały się poniekąd zbędne, bo nie ma kogo dystansować.

W ostatnim tygodniu codziennie odwiedzałem kilka centrów handlowych w Galway, a i chodziłem po ulicach handlowych tego miasta, jednak ani rano, ani w południe i w godzinach wieczornych, nie można było zauważyć tam szczególnie dużej ilości kupujących.

Co ciekawe, w najgorszej sytuacji są teraz sklepy z odzieżą i obuwiem, bo ci detaliści zgłaszają, że od chwili otwarcia, klientów jest, jak na lekarstwo. Uspokoił się też handel spożywczy i po kilku pierwszych szalonych tygodniach z początków pandemii, przed marketami, nie ustawiają się już kolejki do wejść. Równie mało klientów mają kawiarnie, które zostały otwarte, chociaż wcześniej, cieszyły się od rana do wieczora pokaźną ilością odwiedzających. Podobnie jest na irlandzkich ulicach, tętniących kiedyś życiem, bo przechodniów mało, spacerowiczów jeszcze mniej, a i wszędobylskiej młodzieży, nie uświadczysz na placach oraz skwerach.

Co wiec dzieje się z irlandzką gospodarką, która jakoby ma się już odradzać? O ile stopniowo wracamy do pracy, do normalności, to nie wraca jeszcze do swoich poprzednich poziomów szeroko pojęty handel, a to zły prognostyk dla kraju, bo konsumpcja wewnętrzna, nie będzie siłą napędową gospodarki. Jeżeli spojrzymy na ten problem z perspektywy globalnej, to okaże się, że i nie ma możliwości sprzedaży, produkowanych na wyspie dóbr za granicę, czyli i w tym segmencie odrodzenia ekonomii Zielonej Wyspy, leżymy i czekamy na ten ostateczny cios.

Czy można taki stan rzeczy zmienić? Nie i nie stanie się to szybko, bo zadziałać musi kilka zjawisk ekonomicznych łącznie, również u irlandzkich kontrahentów ze świata, by ten zaparkowany w ciemnym gospodarczym kącie pojazd, ruszył, co zaktywizuje rynek wewnętrzny.

Bogdan Feręc

Polska-IE: Udostępnij...
Sinn Féin zapowiada
Posiedzenie za 50 00
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish