Fala oburzenia po aferze w Szpitalu Południowym napędza zbiórkę podpisów pod wnioskiem o referendum w Warszawie. Przedstawiciele Społecznej Operacji Referendalnej wyprzedzają zakładany harmonogram i zapowiadają walkę z układami w stołecznym ratuszu.
W tym artykule:
- Zbiórka podpisów wyprzedza plan
- Afera w Szpitalu Południowym
- Pozorne odpolitycznienie miejskich spółek
- Warszawa jako miasto niemocy
- Wpływy Kierwińskiego i polityczny bat
https://share.transistor.fm/e/24cf8305#?secret=T66CbRboB1
Zbiórka podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w Warszawie trwa. Inicjatywa znana jako Społeczna Operacja Referendalna wyraźnie przyspiesza, a organizatorzy gromadzą poparcie znacznie szybciej, niż zakładano. W tle sprawy stoją narastające kontrowersje wokół miejskich spółek, afera w Szpitalu Południowym oraz zarzuty o brak realnego nadzoru nad stolicą.
– Cała akcja rozwija się jak kula śniegowa. Mimo ekstremalnych temperatur każdego dnia zgłasza się do nas coraz więcej mieszkańców, którzy chcą walczyć o zmiany w stolicy – deklaruje Adam Czarnecki ze Społecznej Operacji Referendalnej oraz Stowarzyszenia „Tak dla CPK”.
Zbiórka podpisów wyprzedza plan
Wymagany próg ustawowy do zorganizowania głosowania wynosi 132 tysiące podpisów, które należy zebrać w ciągu 60 dni. Oznacza to narzucone tempo na poziomie około 2,2 tys. podpisów na dobę. Tymczasem mobilizacja na ulicach Warszawy okazuje się znacznie wyższa od założonej normy.
– Wyprzedzamy plan o 10 do 20 procent każdego dnia. Zbieramy średnio od 2700 do 2800 podpisów dziennie, a już po pierwszych czterech dniach mieliśmy na koncie 15 tysięcy deklaracji. Obecnie liczba ta najpewniej przekroczyła już 22–25 tysięcy podpisów – wylicza Adam Czarnecki.
W akcję zaangażowany jest 15-osobowy komitet organizacyjny oraz armia ponad 250 wolontariuszy, których można spotkać w pomarańczowych kamizelkach m.in. na warszawskiej „Patelni” przy stacji Metro Centrum. Mimo panujących upałów sięgających 36 stopni Celsjusza, punkty informacyjne działają codziennie w kilkunastu lokalizacjach i 10 dzielnicach Warszawy.
– Ludzie stoją po cztery czy sześć godzin w gigantycznym skwarze. Zamiast wypoczywać na wakacjach, poświęcają wolny czas, bo mają ogromną wewnętrzną motywację, by zmienić sytuację w mieście – podkreśla Czarnecki.
– Zbiórka podpisów idzie jak kula śniegowa. Mimo upałów wyprzedzamy plan i zbieramy po 2800 podpisów dziennie – dodał Adam Czarnecki.
Afera w Szpitalu Południowym
Zapalnikiem dla masowego wyjścia wolontariuszy na ulice stały się ujawnione niedawno patologie w Szpitalu Południowym. Raporty i opublikowany niedawno audyt w Szpitalu Południowym wykazały skandaliczne praktyki, w tym przypadki lekarzy biorących 100-godzinne ciągłe dyżury czy pobieranie podwójnego wynagrodzenia za ten sam czas pracy na różnych oddziałach.
Światło dzienne ujrzała przede wszystkim sprawa byłego szefa młodzieżówki Platformy Obywatelskiej – Dawida Kacprzyka, który za pośrednictwem kontraktów miał wyciągnąć ze szpitalnej kasy aż 1,6 miliona złotych. Aktywiści zwracają uwagę, że sygnalista, który alarmował o nieprawidłowościach już rok wcześniej, ostatecznie stracił pracę.
– Sprawa Szpitala Południowego w soczewce skupia cały problem zarządzania Warszawą. Przecież jeszcze w kampanii wyborczej Rafał Trzaskowski przekonywał, że osobiście nadzoruje stołeczną służbę zdrowia, a ta placówka to jego oczko w głowie. Gdy wybuchł skandal, okazało się, że nikt nad niczym nie panował, a prezydent o wszystkim dowiedział się z mediów – zauważa przedstawiciel komitetu referendalnego.
– Sprawa Szpitala Południowego w soczewce skupia cały problem. Prezydent mówił, że osobiście nadzoruje placówkę, a potem okazało się, że nie było nad nią żadnej kontroli – wskazał Adam Czarnecki.
Pozorne odpolitycznienie miejskich spółek
Pytany o ostatnie działania ratusza i zaprezentowane wnioski z audytu, inicjator zbiórki nie pozostawia na władzach miasta suchej masy. W jego ocenie nagła aktywność i decyzje kadrowe prezydenta to jedynie wymuszony ruch wizerunkowy.
– Rafał Trzaskowski nie miał żadnego wyboru. Został postawiony pod ścianą przez dziennikarzy i opinię publiczną. Przeprowadzony audyt w Szpitalu Południowym traktuję wyłącznie jako próbę ratowania własnej skóry i zrzucania odpowiedzialności na innych – przekonuje Adam Czarnecki.
Krytyce poddano również zapowiedź odpolitycznienia miejskich podmiotów poprzez nakaz rezygnacji z członkostwa partyjnego dla władz spółek.
– To całkowicie pozorne działania. Działacze z 20-letnim stażem w Platformie Obywatelskiej składają legitymacje partyjne i z dnia na dzień nagle stają się 'niezależnymi fachowcami’. To zwykła fikcja i robienie z mieszkańców naiwnych – ocenia działacz.
– Oddawanie legitymacji partyjnych przez ludzi, którzy siedzieli w Platformie od dwudziestu lat, to klasyczne działanie pozorne, a nie realne odpolitycznienie spółek – zaznaczył Adam Czarnecki.
Warszawa jako miasto niemocy
Organizatorzy akcji akcentują, że wniosek o odwołanie Rafała Trzaskowskiego oraz całej Rady Miasta nie wynika wyłącznie z afer medycznych. Na listę zarzutów trafia codzienne, nieefektywne zarządzanie stołeczną infrastrukturą oraz brak wyrazistej wizji rozwoju.
Jako przykład podawany jest chaos z hulajnogami elektrycznymi porzucanymi na chodnikach i przejściach dla pieszych. Podczas gdy władze Krakowa czy Poznania wprowadziły sztywne i egzekwowane strefy parkowania, stołeczny ratusz zasłania się brakiem możliwości prawnych i oporem prywatnych operatorów.
– Mamy do czynienia ze standardową spychologią. W innych miastach dało się to uporządkować, a w stolicy słyszymy tylko, że 'nic się nie da zrobić’. Warszawa pod obecnymi rządami stała się niestety miastem niemocy – wytyka Czarnecki.
Sytuacja wygląda podobnie w przypadku polityki transportowej. Masowa likwidacja i zwężanie miejsc parkingowych w centrum odbywa się bez zapewnienia odpowiednich alternatyw, a kluczowe inwestycje – takie jak przebudowa uł. Złotej czy inwestycje na Placu Centralnym – ciągną się latami.
– Warszawa jest najbogatszym miastem w Polsce i jednym z najbogatszych regionów w Europie, a zachwycamy się remontami, które na Zachodzie są absolutną normą. Prezydent traktuje stolicę jak przystanek w wielkiej karierze politycznej, spędzając w pierwszej kadencji ponad 250 dni na wyjazdach zagranicznych – wylicza rozmówca.
– Warszawa stała się miastem niemocy. W Krakowie czy Poznaniu potrafiono uporządkować kwestię hulajnóg, a w stolicy słyszymy tylko spychologię i tłumaczenia ratusza – podsumował Adam Czarnecki.
Wpływy Kierwińskiego i polityczny bat
Wniosek referendalny dotyczy nie tylko samego włodarza miasta, ale również stołecznych radnych. Zdaniem inicjatorów akcji, w stołecznym samorządzie wykształciło się poczucie pełnej bezkarności i bezrefleksyjności.
W kuluarach warszawskiej polityki od dawna mówi się o głębokich podziałach frakcyjnych w Platformie Obywatelskiej. Kluczową rolę w stołecznych strukturach i Radzie Miasta odgrywać ma Marcin Kierwiński, którego ludzie stanowią zaplecze polityczne w mieście.
– Nasze referendum to nie tylko walka o odwołanie prezydenta, ale też o rozwiązanie Rady Miasta. Ci ludzie uwierzyli, że wybory są raz na pięć lat i przez ten czas nikt nie ma prawa rozliczać ich z decyzji – tłumaczy działacz.
Zdaniem organizatorów, już samo ogłoszenie zbiórki zmusiło ratusz do nagłego zwiększenia aktywności publicznej.
– Politycy potrzebują nad sobą realnego bata. Referendum w Warszawie jest właśnie takim batem, który nagle zmusza ich do pracy, zwoływania konferencji i składania obietnic. Zachęcam każdego mieszkańca do złożenia podpisu – to jedyny skuteczny sposób, by pchnąć władze miasta do działania – podsumowuje Adam Czarnecki.
– Politycy potrzebują nad sobą bata, a referendum jest jedynym instrumentem, który potrafi natychmiast zmuszać ich do realnej pracy dla mieszkańców – zakończył Adam Czarnecki.

