Stało się dokładnie to, przed czym ostrzegałem na tych łamach zaledwie kilka tygodni temu. Kiedy pisałem, że nadchodzące lato uderzy nas po kieszeni mocniej niż kiedykolwiek, wielu mogło brać to za czarnowidztwo. Dziś jednak liczby mówią same za siebie, a najnowsze dane Eurostatu nie pozostawiają złudzeń.
Inflacja w strefie euro wyrwała się spod kontroli szybciej, niż zakładali najwięksi pesymiści, osiągając w marcu poziom 2,6 proc. To nie tylko suchy wskaźnik, a zapowiedź wyjątkowo drogich wakacji, które dla wielu z nas mogą okazać się finansowym torem przeszkód.
Głównym winowajcą tego zamieszania jest drastyczny skok cen ropy naftowej, będący bezpośrednim skutkiem wojny w Iranie. Szok energetyczny uderzył w europejską gospodarkę z siłą taranu, wybijając inflację daleko poza bezpieczny cel dwóch procent, który jeszcze niedawno wydawał się być w zasięgu ręki. Przed wybuchem konfliktu sytuacja wyglądała stabilnie, ale dziś ta stabilność to już wspomnienie.
Co gorsza, nadzieje na utrzymanie stóp procentowych na dotychczasowym poziomie pękły jak bańka mydlana. Obecny konsensus rynkowy jest brutalny i czekają nas prawdopodobnie dwie podwyżki stóp procentowych, które wywindują je z dwóch do dwóch i pół procent, co dla kredytobiorców oznacza kolejny zimny prysznic.
W tym ogólnoeuropejskim krajobrazie drożyzny Irlandia niestety wyrasta na niechlubnego lidera. Nasz wskaźnik inflacji na poziomie 3,6 proc. jest jednym z najwyższych w całej strefie euro, pozostawiając daleko w tyle kraje takie jak Dania czy Szwecja. Podczas gdy w zaledwie trzech państwach członkowskich udało się odnotować spadek dynamiki cen, aż w dwudziestu trzech, w tym u nas, gdzie słupki wystrzeliły w górę. To wyraźny sygnał, że lokalny rynek jest wyjątkowo podatny na wstrząsy globalne, a zapowiadane przeze mnie „drogie lato” zaczyna pukać do naszych drzwi znacznie wcześniej, niż ktokolwiek chciałby przyznać.
Decydenci z Europejskiego Banku Centralnego stoją teraz przed murem, a każda ich decyzja będzie bolesna. Podwyżka stóp to jedyny hamulec dla galopujących cen, ale jednocześnie dodatkowe obciążenie dla i tak już nadwerężonych budżetów domowych.
Mój wcześniejszy felieton o zbliżającym się kryzysie kosztów życia przestały być opinią, a stały się rzeczywistością, z którą przyjdzie nam się mierzyć w najbliższych miesiącach. Wygląda na to, że tegoroczna drożyzna będzie nas kosztować znacznie więcej, niż wskazywałyby na to jakiekolwiek przewidywania.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Mathieu Stern on Unsplash

