Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Gniew nie tylko przy pompach. Rząd w narożniku, społeczeństwo nie odpuści blokad

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Narastająca frustracja z powodu drastycznych cen paliw przerodziła się w ogólnokrajowy paraliż, który stawia władze w Dublinie w wyjątkowo trudnym położeniu. Wydarzenia z Dublina, Galway Docks i rafinerii Whitegate w Cork, a także innych miast jasno pokazują, że mamy do czynienia z ruchem, który nie zamierza pęknąć pod presją mundurowych ani politycznych uników.

Sytuacja jest patowa, bo z jednej strony barykady stoją zdeterminowani obywatele, tacy jak Eoin Delaney czy Paul Greaney, którzy otwarcie deklarują, że nie wycofają się ani o krok, z drugiej zaś rząd, który zamiast realnych ulg, oferuje narrację o „ryzyku bankructwa kraju”. W Galway blokada jest szczelna i od wtorku nie wjechał tam żaden transport paliwa, a protestujący są zorganizowani i pewni swych racji. Zapowiadają też, że ewentualne próby siłowego usunięcia ich pojazdów, bo rząd wysłał już wozy wojskowe do usuwania ciężarówek, zakończą się porażką służb.

Wydaje się więc, że to już nie jest lokalny incydent, to ogólnokrajowy bunt, w którym ludzkie łańcuchy stają naprzeciw „kordonów” Gardy.

Szczególnie dramatyczny przebieg miały wydarzenia w Whitegate, gdzie trzystuosobowy tłum zablokował dostęp do jedynej rafinerii w Irlandii. Choć protestujący wykazali się dobrą wolą, przepuszczając transporty przeznaczone dla służb ratunkowych i placówek medycznych, ich determinacja została wystawiona na próbę, gdy rządowi urzędnicy odmówili im miejsca przy stole negocjacyjnym. Reakcja władz była przewidywalna i siłowa, czyli do akcji rzucono ponad 60 funkcjonariuszy, w tym jednostki ds. porządku publicznego, co tylko zaogniło i tak napiętą atmosferę.

Minister stanu Timmy Dooley, niby deklarując chęć dialogu, jednocześnie stosuje retorykę strachu, sugerując, że blokady mogą doprowadzić do niedoborów paliwa w obliczu niepewności na światowych rynkach. To klasyczna próba przerzucenia odpowiedzialności za kryzys na tych, którzy najbardziej go odczuwają, podczas gdy prawdziwym problemem pozostaje brak realnego wsparcia dla portfeli zwykłych obywateli.

W obliczu tego impasu, w budynkach rządowych w Dublinie wyraźnie zapanował popłoch. Symbolem lęku władzy przed własnym społeczeństwem stało się znaczące wzmocnienie ochrony wokół siedzib administracji. Zamiast otwartości na postulaty ludzi, którzy zostali przyciśnięci do muru przez ceny paliwa i koszty utrzymania, rząd stawia kolejne barierki, zwiększa liczbę strażników, co tylko utwierdza protestujących w przekonaniu, że jedyną drogą do zmiany jest kontynuowanie blokad.

Jeśli politycy liczą na to, że zmęczenie weźmie górę, mogą się srodze przeliczyć. Głosy płynące z placów budowy w Athenry czy od ludzi stojących w deszczu przed rafinerią w Cork są zgodne: czas prośby się skończył. Rząd będzie musiał się ugiąć, bo każda kolejna godzina blokady przybliża kraj do gospodarczego zatrzymania, za które pełną odpowiedzialność poniosą ci, którzy zamiast ulgi, wybrali barykadowanie się w rządowych gabinetach.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Graf. Facebook – The People Of Ireland Against Fuel Prices Protest

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version