Głuchy i ślepy rząd powinien doczekać się buntu na pokładzie

Można odnieść wrażenie, iż irlandzki rząd kieruje się od kilku lat zasadą, że wie wszystko, na dodatek najlepiej, więc dajcie mi spokój, bo rządzę.

Wsłuchując się w głos partii opozycyjnych w Irlandii, można odnieść wrażenie, że to głos wołającego na puszczy, bo rząd i tak nie słyszy tego, co mówią ugrupowania po przeciwnej stronie sceny politycznej. Tzn. może i słyszy, ale nie słucha, więc na jedno wychodzi. Jakby tego komuś było mało, to ten sam rząd, chociaż nie jest to wyłączną domeną tego składu, nie słyszy też głosu ludu, a to ludzie właśnie rozliczać będą rządzących przy kolejnych wyborach.

Wracając jednak do partii opozycyjnych i ich propozycji w wielu dziedzinach, odnoszę wrażenie, iż gabinet uznał, że to on ma wiedzę absolutną i monopol na rozwiązanie problemów, czyli rządzi tak, jak mu się podoba, jednak, jak twierdzi niejaki Feręc, racji nie ma, a pomysły ministrów, pochodzą z poprzedniej epoki i z XXI-wiecznymi, nie mają wiele wspólnego.

Pierwsza z brzegu kwestia, czyli budownictwo mieszkaniowe, w głębokiej zapaści, które nie realizuje prawie żadnych celów, choćby najniższych z możliwych. Tu właśnie propozycje i rozwiązania sypią się jak z przysłowiowego rękawa, jednak opozycja swoje, a rząd… Mówiąc o ślepocie i upośledzonym słuchu tego rządu, można zwrócić też uwagę, na pozostawienie wielu grup społecznych bez odpowiedniego wsparcia i nie mam na myśli zasiłku dla pandemicznych bezrobotnych, bo o całokształcie irlandzkiego życia, a ten brak pomocy, widoczny był już przed pandemią.

Ludzie, ci natomiast, mając już wszystkiego dosyć, więc upadku władzy, braku reakcji na ich potrzeby i nawoływania, stali się apatyczni wobec rządzących i coraz częściej dla spokoju ducha, przestają interesować się polityką. To oczywiście błąd i to poważny, gdyż należy wiedzieć, komu i co trzeba zrobić, kiedy przyjdzie ku temu odpowiedni czas.

Trochę mniej do powiedzenia mają w kwestiach zarządzania grupy imigranckie, ale bez przesady, możemy przecież wyrazić swoje zdanie, choćby w wyborach lokalnych i europejskich, gdyby tylko chcieć. Zawsze przy takich okazjach mawiam, by mieć prawo do narzekania, piętnowania rządu, czy nieudolnych władz lokalnych i całego generalnie świata polityki, należy brać aktywny udział w życiu kraju, więc m.in. chodzić na wybory. Jeżeli jednak krytyka ma ograniczać się do internetowej połajanki z użyciem słów ogólnie przyjętych za niecenzuralne, na takie, nie powinniśmy się godzić, bo to akurat, nie przedstawia żadnej nacji w dobrym świetle, a wręcz pokazuje jej prostactwo. Polacy w Irlandii, mają jednak tę właściwość, więc wolą narzekać, rzucać ku**ami ma prawo i lewo, co uważają za wyraz obywatelskiego obowiązku, chociaż merytorycznej treści w tym niewiele.

Jakby tego jednak nie ujmować, dużo, o ile nie większość winy leży po stronie polityków, bo to oni, skutecznie, swoimi słowami i postępowaniem, odstręczają nas od reakcji, a ta, w obecnych czasach powinna być bardzo ostra. Protesty, to głęboki wyraz niezadowolenia społecznego, a i kwestii do podkreślenia w Irlandii jest wiele, czyli, o ile sprzeciw ma być w słusznej sprawie, by otworzyć oczy i uszy rządu, z całą pewnością będzie miał poparcie licznych grup irlandzkiego społeczeństwa – potencjalnie, bo i w tym zakresie zdajemy się na aktywistów, a świadkami wydarzeń wolimy być z perspektywy fotela przed telewizorem i krzesła przed komputerem. Spraw dziejących się obecnie w Irlandii, nie można przykrywać zasłoną walki o byt własny i własnej rodziny, bo to właśnie polityka tworzona w kompleksie Leinster House, kreuje nasz przyszły byt, a w mojej ocenie, to my musimy być sterem i nadawać ton dyskusji publicznej, na której podstawie, działa każde ugrupowanie reprezentujące społeczeństwo.

Pozostawienie im wolnej ręki, nie doprowadzi do niczego dobrego, co już teraz widać doskonale.

Ten trochę rewolucjonizujący felieton, może i jest w wielu akapitach nawoływaniem do buntu społecznego, ale chyba przyszedł czas, by nasze życie, oprócz powrotu do normalności, było łatwiejsze ze względu na czynsze, wysokie ceny w sklepach, możliwości sprawnego leczenia, rozwoju zawodowego i tego wszystkiego, co kiedyś dawało podstawę, by mówić, że Irlandia, to całkiem przyjemny kraj do związania się z nim na stałe.

Przypominam także, że do wyrazu potępienia mamy prawo! Bo to my płacimy tutaj podatki, a za nasze ciężko zapracowane pieniądze, wszelkiej maści Martiny, Varadkary, Ryany, McDonaldy i inni, robią sobie poligon, na którym ćwiczą się kolejne oddziały przyszłych władców kraju, a lepsi nie będą. Musimy więc dać im sygnał, że z nami nie pójdzie im tak łatwo, albowiem robimy to trochę dla nas, ale też dla naszych dzieci i wnuków.  

Bogdan Feręc

Polska-IE: Udostępnij
Składki ubezpieczen
Wykonywanie pracy zd
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian