Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Gdzie się podziali tamci faceci, czyli wielkie znikanie testosteronu z uśmiechem w tle

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Panowie, bez paniki, ale usiądźcie wygodnie – najlepiej z dala od paczki chipsów i kanapy. Świat obiegła właśnie elektryzująca i, nie ukrywajmy, odrobinę hitem pachnąca wiadomość prosto z Londynu. Podczas tegorocznej konferencji Europejskiego Towarzystwa Rozrodu Człowieka i Embriologii naukowcy zrzucili prawdziwą bombę. Otóż z ich najnowszych, szerokich badań wynika, że współcześni mężczyźni dosłownie tracą swoje paliwo napędowe.

Poziom testosteronu, czyli tego legendarnego hormonu odpowiedzialnego za męską energię, mięśnie i mityczne już owłosienie na klacie, spadł w ciągu ostatnich pięciu dekad o ponad połowę. Brzmi niepokojąco, ale zamiast rwać włosy z głowy, przyjrzyjmy się temu z lekkim przymrużeniem oka i porządną dawką optymizmu. W końcu uśmiech to też zdrowie, a natura po prostu płata nam figle, z którymi musimy się polubownie zmierzyć. Badacze pod wodzą profesora Hagai Levine’a z Uniwersytetu Hebrajskiego w Izraelu wykonali tytaniczną pracę. Przeanalizowali dane od prawie 118 tysięcy mężczyzn z pięciu różnych zakątków globu – od słonecznej Brazylii, przez Stany Zjednoczone i Izrael, aż po chłodną Danię i Finlandię. Wyniki z lat 1972–2019 nie pozostawiają złudzeń: średni poziom testosteronu poleciał w dół o ponad 50 procent.

Co najciekawsze, to nie jest żaden błąd w obliczeniach czy chwilowa anomalia. Od końca lat siedemdziesiątych ubywa nam około jednego procenta tego hormonu rocznie, a po roku dwutysięcznym ten zjazd jeszcze bardziej przyspieszył.

Testosteron to przecież nie tylko sprawa sypialni i produkcji plemników, o których mowa w kontekście kryzysu płodności. Ten sprytny hormon steruje naszym nastrojem, daje nam kopa do działania każdego ranka, pilnuje dobrego metabolizmu, gęstości kości i buduje mięśnie, którymi tak chętnie chwalimy się na plaży. Skoro jest go mniej, to nic dziwnego, że czasem zamiast rąbać drewno w lesie, mamy ochotę po prostu zawinąć się w kocyk z ciepłą herbatą.

Gdzie podział się ten cały testosteron? Odpowiedź naukowców jest prosta i całkiem logiczna, choć dla wielu może być małym zaskoczeniem. Głównymi winowajcami są otyłość oraz cukrzyca. Działa to w ten sposób, że kiedy na naszym brzuchu przybywa tkanki tłuszczowej, zaczynają się dziać rzeczy niezwykłe – męski testosteron decyduje się na metamorfozę i przekształca się w estrogen, czyli hormon typowo żeński. Cóż, natura ma po prostu specyficzne poczucie humoru.

Dodatkowo, wysoki poziom cukru we krwi i tak zwana oporność na insulinę (czyli sytuacja, gdy nasz organizm przestaje dobrze reagować na cukier) potrafią skutecznie zakłócić pracę podwzgórza i przysadki mózgowej. Te dwa małe ośrodki w naszej głowie działają jak centrala telefoniczna. Kiedy cukier szaleje, sygnały wysyłane z mózgu do reszty ciała, nakazujące produkcję testosteronu, stają się ciche i niewyraźne, jakbyśmy mieli słaby zasięg w telefonie.

Do tego wszystkiego dochodzą tak zwane „wieczne substancje chemiczne”, ukryte w codziennych domowych produktach, które również rozregulowują naszą gospodarkę hormonalną.

Wielu mogłoby pomyśleć: „Żaden problem, pójdę do apteki, wezmę tabletkę lub suplement z testosteronem i po sprawie”. Eksperci jednak szybko studzą ten zapał i machają ostrzegawczo palcem. Sztuczne wspomaganie to ślepa uliczka. Jeśli zaczniemy dostarczać hormon z zewnątrz, nasz leniwy mózg pomyśli, że fabryka działa na pełnych obrotach, ma już wszystkiego pod dostatkiem i… całkowicie zablokuje jego naturalną produkcję.

Zamiast więc szukać chemicznych dróg na skróty, spójrzmy na to z radością jako na świetną okazję do zmiany stylu życia. Skoro wiemy, że uciekający testosteron lubi ruch i zdrowe jedzenie, najlepszym lekarstwem jest powrót do prostych, przyjemnych nawyków. Spacer z psem, rezygnacja z kolejnej słodkiej bułki, wspólna jazda na rowerze czy po prostu spędzenie czasu na świeżym powietrzu mogą zdziałać cuda.

Dbajmy o siebie z uśmiechem, ruszajmy się więcej i nie dajmy się zwariować statystykom – prawdziwa męskość i radość życia zaczynają się przecież w naszych głowach!

*

Nawet tego nie skomentuję, bo przecież widzę na ulicach tych pizd… zniewieściałych chłopców, więc badania uważam za miarodajne.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Ozkan Guner on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version