Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Gdy rząd obiecuje naprawić mieszkalnictwo, portfel drży, a pamięć boli

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Jest w polityce moment szczególny, niemal rytualny, bo rząd, który przez lata patrzył, jak rynek mieszkaniowy się klinuje, puchnie cenami i wysycha podażą, staje dziś przed kamerami i mówi: naprawimy to. Właśnie wtedy człowieka bierze strach i nie dlatego, że zapowiadane zmiany są zbyt odważne, lecz dlatego, że mają naprawić coś, co ten sam aparat państwowy systematycznie psuł.

Opublikowany plan przyspieszenia realizacji infrastruktury to trzydzieści środków mających „usunąć bariery”. Brzmi technicznie, niewinnie, a w praktyce chodzi o skracanie procedur, ograniczanie kontroli sądowej, podnoszenie progów wyłączeń dla tzw. infrastruktury krytycznej oraz wyposażenie rządu w nadzwyczajne uprawnienia – oczywiście w interesie publicznym i z zastrzeżeniem uchwały Dáil. Papier przyjmie wszystko, a interes publiczny, jak wiadomo, bywa elastyczny.

Rząd twierdzi, że chce przywrócić równowagę między prawem obywatela do sprzeciwu a dobrem wspólnym. Problem w tym, że ta równowaga została wcześniej zachwiana przez samych rządzących, głównie przez lata niedoinwestowania, chaotyczne planowanie, mnożenie regulacji i brak odpowiedzialności decyzyjnej. Teraz ten sam system mówi, że jest „zbyt powolny”, „uwięziony w procesach” i że trzeba w nim zwiększyć „apetyt na ryzyko”. Ironia polega na tym, że ryzyko zawsze ponoszą ci sami – obywatele, którzy czekają na mieszkanie, szkołę, kanalizację.

Nieprzypadkowo publikacja raportu zbiegła się z kolejnymi opóźnieniami kluczowych projektów, takich jak Greater Dublin Drainage czy National Children Hospital, nie wspominając już o metrze, które łapie opóźnienia na etapie tworzenia założeń. To infrastruktura niezbędna, by w ogóle mówić o budowie mieszkań, bo bez niej domy pozostają wyłącznie wizją, a nie fizyczną rzeczywistością. Zamiast jednak zapytać, dlaczego system planowania i realizacji przez lata był paraliżowany, łatwiej wskazać winnych, czyli „seryjnych protestujących”, prawników, procedury, sądy.

Premier Micheál Martin przyznaje wprost, że proponowane zmiany same mogą skończyć się w sądzie. Rząd więc szykuje reformy, które, zanim przyspieszą budowę, ugrzęzną prawdopodobnie w sporach prawnych. To trochę jak gaszenie pożaru benzyną, ale z nadzieją, że tym razem się uda. Minister wydatków publicznych Jack Chambers mówi o konieczności „eliminowania warstw i procedur”, o wcześniejszym wydawaniu pieniędzy i kupowaniu sprzętu, zanim zapadną ostateczne decyzje. W języku urzędowym to „sprawność” natomiast w języku doświadczenia – to ryzyko kosztownych błędów, za które nikt nie będzie chciał odpowiadać.

Rząd w Dublinie proponuje tę samą zasadę, co Komisja Europejska, zanim wszystkie unijne instytucje zgodziły się na umowę z Mercosur, sama umowa zostaje podpisana.

Wszystko to dzieje się pod hasłem budowy większej liczby domów. Mieszkalnictwo stało się symbolem narodowej frustracji, a młodzi dorośli bez szans na własne lokum, rodziny uwięzione w drogich najmach, lokalne społeczności duszące się bez infrastruktury. Rząd zapewnia, że tym razem to zadziała, że to nie deregulacja, tylko „lepsze regulacje”, że Unia Europejska pozwala, że fundusze są, że…

*

A strach pojawia się w oczach właśnie dlatego, że już to kiedyś słyszeliśmy. Ilekroć państwo mówi, że naprawi kryzys mieszkaniowy, warto pamiętać, kto ten kryzys stworzył – nie w jednym akcie, lecz w długim ciągu decyzji, zaniechań i wygodnych wymówek. Jeśli naprawa ma polegać głównie na skracaniu drogi do ominięcia sprzeciwu i ograniczaniu kontroli, to ryzyko jest jasne: system znów ruszy szybciej, ale w tę samą złą stronę.

Mieszkania to nie tylko metry kwadratowe i pozwolenia. To zaufanie do państwa, a ono, jak fundament pod blokiem, nie znosi fuszerki. Jeśli rząd naprawdę chce naprawiać, musi najpierw przyznać, co i jak zepsuł. Bez tego każda zapowiedź reformy brzmi nie jak obietnica, lecz jak ostrzeżenie.

Tak dla przypomnienia, gdyby akurat komuś umknęło, cały kryzys mieszkaniowy zapoczątkowany został przez gabinet Endy Kenny’ego i rząd Fine Gael.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Photo by Anne Nygård on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version