Gdy ostatni Polacy roztopią się już w magmie barbarzyństwa, ich kultura przetrwa zaklęta w nieśmiertelne utwory Chopina

W tym szczególnie ponurym dla nas czasie jak balsam na duszę działała możliwość bliskiego obcowania z pięknem przez słuchanie wspaniałej muzyki podczas trzytygodniowych zmagań Konkursu Chopinowskiego.

Jan Martini

Gra na znaczonych klawiszach

To święto muzyki w swojej długiej historii miewało też i ciemniejsze strony – mimo stałej troski organizatorów o możliwie sprawiedliwy i obiektywny werdykt, czasem zdarzały się wpadki. Przedmiotem wnikliwych analiz było dopracowanie regulaminu, aby uniknąć sytuacji takich, jak na przykład na drugim konkursie w 1932 roku. Dwaj laureaci uzyskali wtedy identyczną punktację, a o zwycięzcy zdecydowało losowanie. „Przegrany” węgierski pianista Imre Ungár oprotestował werdykt. Tego typu problemy kładły się cieniem na reputacji imprezy. W trosce o obiektywizm w konkursie z roku 1949 uczestnicy losowali numery i występowali anonimowo, a jurorzy słuchali za zasłoną.

Ponieważ poziomu artyzmu i talentu nie da się zważyć ani zmierzyć, wynik konkursu jest połączeniem wypadkowej gustów jurorów z bezduszną statystyką. Punktacje jurorów często różnią się znacznie (dlatego odrzuca się skrajne oceny), a o rezultacie decyduje ostatecznie najważniejszy juror – kalkulator. Popularna opinia, że pobranie lekcji u profesora-jurora zwiększa szanse w konkursie, chyba nie jest pozbawiona podstaw. Profesorowie wprawdzie nie punktują swoich uczniów, ale mogą innych ocenić surowiej… Zdarzało się, że profesor X „wycinał” wychowanków profesora Y i odwrotnie. Korzystali na tym „niezrzeszeni”. Efektem było, że do finału doszli przeciętniacy i nie było komu dać I nagrody, co zdarzyło się w konkursach w 1990 i 1995 roku.

Jednak w długich dziejach Konkursu Chopinowskiego najwięcej kontrowersji wzbudził konkurs XVI (2010 r.), w czasie apogeum wzajemnej przyjaźni premierów Tuska i Putina po wydarzeniu smoleńskim. To wtedy nastąpiło groteskowe „pojednanie Kościołów”, o którym „Gazeta Wyborcza” napisała „abp Michalik wszedł do historii”. Państwowa Komisja Wyborcza szkoliła się w Moskwie, Ławrow miał odprawę z polskimi ambasadorami, a FSB podpisała „umowę o współpracy” ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego…

Nie wiadomo, czy ówczesne wzmożenie przyjaźni polsko-rosyjskiej było przyczyną, że w finale znalazło się aż 6 (na dziesięciu!) pianistów z Rosji, ale wiele wskazuje na to, że konkurs był od samego początku „szyty” (grubymi nićmi) pod przyszłą laureatkę. Organizację tym razem powierzono Narodowemu Instytutowi Fr. Chopina (poprzednio organizatorem było Towarzystwo im. Fr. Chopina). Po raz pierwszy w katalogu-biuletynie konkursowym nie było notek biograficznych jurorów ani regulaminu konkursu. Sam regulamin był bardzo mętny i pozostawiał wielki margines do interpretacji. Zdumiewające rezultaty konkursu były zaskoczeniem nie tylko dla fachowców. Powszechne zdziwienie budził fakt, że wielu znakomitych pianistów odpadło na wczesnych etapach. Zwycięstwo Julianny Awdiejewej – skądinąd bardzo sprawnej pianistki – przyjęto jako przypadkowe, będące wynikiem matematycznie uśrednionego gustu jurorów. Z kół zbliżonych do dobrze poinformowanych dochodziły jednak wieści o „zblatowaniu” 5 z 13 jurorów. Zwolennicy teorii spiskowych twierdzili, że była to ustawka, podczas której Awdiejewa otrzymała skuteczne wspomaganie. Przed finałem wprowadzono dodatkowe, pozaregulaminowe kryterium – ponoć Awdiejewa miała „najbardziej wyrównaną punktację” we wszystkich etapach. Niezwykły był też sposób ogłoszenia wyników – jeszcze w trakcie obrad jury do oczekującej publiczności wyszedł sekretarz jury i oznajmił, że „wygrała Julianna Awdiejewa”. (…)

Dziś Julianna Awdiejewa jest uznaną artystką i nie można powiedzieć, że nie zasługiwała na karierę. Jednak prawdopodobnie jej karierze pomogła sytuacja polityczna i życzliwość „moguczych” tego świata. Zdolnych pianistów jest wielu, ale do kariery potrzebne jest też szczęście, którego niektórym brak.

„Rynki wschodzące” pianistyki

Studiowałem na warszawskiej uczelni muzycznej pod kierunkiem laureatki z roku 1932 – prof. Natalii Hornowskiej. W latach 50. była ona wśród organizatorów konserwatorium w Pekinie, gdzie widziała ogromną ilość bardzo pracowitej i niezwykle zdolnej młodzieży.

Tamtejsza uczelnia dysponowała 50 polskimi pianinami Calisia, na których ćwiczono systemem 24/7 – bez względu na porę dnia czy nocy. Prof. Hornowska roztaczała przed swoimi warszawskimi studentami ponure wizje, mówiąc, że już dla nas następują „czasy ostateczne” – niedługo koncertować na całym świecie będą wyłącznie Chińczycy.

Na szczęście dla europejskich pianistów „żółte niebezpieczeństwo” zostało zażegnane – przyszła rewolucja kulturalna, burżuazyjna sztuka została zakazana, a chińscy muzycy pojechali na wieś uprawiać proso. Ekspansja chińskich pianistów została odroczona o pięćdziesiąt lat. Czasy się zmieniły i dziś w Chinach uczy się grać 50 mln młodzieży. Zbudowano ogromne fabryki instrumentów, a nasze fabryki pianin w Kaliszu i Legnicy zlikwidował Balcerowicz ze swoimi kolegami. (…)

Po raz pierwszy pianista z Azji wygrał Konkurs Chopinowski w 1980 roku. Był to obecny juror – Wietnamczyk Dang Thai Son. W uzyskaniu nagrody niewątpliwie pomogła mu sytuacja polityczna (wojna w Wietnamie), ale dziś artysta jest cenionym pedagogiem – wychowawcą rzeszy laureatów konkursów pianistycznych, a wśród nich znalazł się zwycięzca tegorocznego konkursu – Bruce Liu. W konkursie z roku 2000 główna nagroda przypadła Chińczykowi Li Yundi. W 2005 roku wygrał wprawdzie nasz Rafał Blechacz, ale cała reszta nagród przypadła pianistom azjatyckim.

O tym, że przyszłość pianistyki należy do wschodnich „rynków wschodzących”, zdecydowanie świadczyły już wyniki konkursu z 2015 roku – tryumfował Koreańczyk Seong-Jin Cho, a 4 z 6 nagród przypadły pianistom pochodzenia azjatyckiego. Obecnie większość uczestników Konkursu Chopinowskiego (i nie tylko) stanowią już muzycy wywodzący się z Azji, choć często reprezentujący inne kraje.

Mówiąc o „rynkach wschodzących”, warto zwrócić uwagę na „rynki zachodzące”. Otóż od dawna nie pojawiają się na konkursie Anglicy, Niemcy, Francuzi czy pianiści z Beneluksu, a także z krajów Ameryki Południowej. W tegorocznym konkursie z Niemiec i Anglii przyjechali sympatyczni skośnoocy muzycy, a zaskoczeniem była skromna reprezentacja Rosji – kraju zazwyczaj najliczniej reprezentowanego w konkursach chopinowskich. Rosjanie mają wspaniałą pianistyczną tradycję i muzycy sowieccy zawsze należeli do światowej czołówki. Ci znakomici, wrażliwi artyści żyli w świecie strasznym. Muzyka pozostawała dla nich formą ucieczki do miejsca, gdzie znajdowali Dobro, Piękno, Prawdę – wartości kompletnie nieobecne w otaczającej ich rzeczywistości. I coraz mniej liczące się dzisiaj w naszej.

Europa właśnie popełnia zbiorowe samobójstwo (wspomagane dyskretnie przez uczynnych pomagierów), zachodnia cywilizacja zwija się na naszych oczach, ale można się pocieszyć, że skarby europejskiej cywilizacji zostaną przechowane w dalekiej Azji. Muzyka Chopina jest zrozumiała dla wszystkich ras i narodów, a pianiści azjatyccy grają ją fenomenalnie. Warto też wspomnieć, że Chopin jest zdecydowanie najbardziej popularnym kompozytorem w Azji.

Gdy więc ostatni Polacy roztopią się już w magmie barbarzyństwa, ich kultura ma szansę przetrwać zaklęta w nieśmiertelnych utworach Chopina. (…)

Enerwująca muzyka Chopina

W związku z Konkursem Chopinowskim często pojawiały się sformułowania pozornie prawdziwe, jednak umniejszające zarówno Chopina, jak i konkurs: „Chopin to nasz największy kompozytor” (prezydent Duda też użył takich słów w 2015 roku).

Można mówić, że np. Sibelius był największym fińskim kompozytorem czy Smetana czeskim, ale Chopin to zjawisko o zupełnie innej skali. Jeśli ranking kompozytorów miałby jakikolwiek sens, to pierwszym byłby Bach ex aequo z Chopinem. Później długo nic, a potem reszta genialnych kompozytorów.

Muzyka Chopina to tylko ok. 15 godzin, czyli niemal „nic” w literaturze muzycznej. Niemniej nie zestarzała się i przemawia do nas dziś równie silnie, jak 200 lat temu. W czasach, gdy powstawała, jej język był bardzo awangardowy i nie zawsze akceptowany. Znana jest opinia Juliusza Słowackiego, który w liście do matki w pełnych pasji słowach ostrzegał ją przed „enerwującą muzyką” Chopina. Zdaniem poety muzyka Chopina ustępuje „szlachetnym frazom Ogińskiego”.

Inne stwierdzenie skażone fałszywą skromnością: „Konkurs Chopinowski to jedna z najważniejszych imprez tego typu na świecie”. Powinno być: „to NAJWAŻNIEJSZY konkurs pianistyczny na świecie”. Twórcą i pomysłodawcą konkursów chopinowskich był świetny pianista i długoletni pedagog warszawskiej uczelni muzycznej, prof. Jerzy Żurawlew. (Nie ulegam fałszywej skromności, więc powiem, że profesor oceniał mój recital dyplomowy, a nawet wyszedł z sali, aby mi pogratulować!). Ale prof. Żurawlew nie opatentował swojego pomysłu, więc mamy obecnie na świecie wiele konkursów muzycznych, które znacznie się różnią swą rangą, popularnością, wysokością nagród i siłą promocji.

Konkurs Chopinowski to nie tylko najstarszy (od 1927 r.), ale i największy konkurs muzyczny świata. Z pewnością nie wysokość nagród stanowi o motywacji setek pianistów, którzy ubiegają się o możliwość uczestnictwa w nim.

Dlatego system kwalifikacji jest bardzo skomplikowany. Po wstępnej selekcji na podstawie nagrań wideo następują eliminacje, czyli „konkurs na udział w konkursie”. Tak więc, by uczestniczyć w ogromnym, czteroetapowym konkursie, pianiści musieli przejść przez sito dwukrotnych eliminacji i dwa razy przyjeżdżać do Polski – często z krańca świata. Trudy się opłacają, bo liczni pianiści „z najwyższej półki” uzyskali swój start do światowej kariery właśnie w Polsce. Już sam udział w konkursie jest nobilitacją pianisty; przez konkurs przewinęła się także rzesza liczących się w branży pedagogów.

Ostatni konkurs miał niewiarygodnie wysoki poziom, na który niewątpliwie miała wpływ pandemia (lockdown sprzyja ćwiczeniu) i wynikające z niej odroczenie konkursu o rok. Dało to uczestnikom dodatkowy czas na przygotowania. Co najmniej 20 miało szansę wygrać (niektórzy odpadli we wcześniejszych etapach), ale szczęście miał tylko jeden.

Większość uczestników to rutyniarze, z których niemal każdy jest już laureatem kilku innych konkursów (rekordzistka „zaliczyła” nagrody na 40!) i ma na swoim koncie nagrania płytowe czy debiuty na najbardziej prestiżowych estradach świata. Wyjątkowo dużo uczestników brało już udział w warszawskim konkursie i próbowało szczęścia ponownie. To zawsze wiąże się z ryzykiem gorszego tym razem rezultatu, ale w wypadku aż trzech laureatów przyniosło sukces. W tej sytuacji debiutanci i „małolaty” mieli mniejsze szanse. A zatem zmienił się charakter konkursu, który już raczej nie jest miejscem wyszukiwania młodych talentów, a raczej ugruntowuje i potwierdza kariery dojrzałych artystów. (…)

Zawód: pianista

Zwycięzca tegorocznego konkursu zdobył 40 000 euro. Jednego możemy być pewni – nie zbije fortuny. Zarobki pianistów klasy światowej nie pozostają w żadnym stosunku do przychodów golfistów, tenisistów, piłkarzy czy gwiazd popu.

Aby utrzymać się na topie, laureat będzie musiał codziennie ćwiczyć po kilka godzin. Jeden dzień bez kontaktu z instrumentem pociągnie za sobą 2 dni ćwiczeń na dojście do poprzedniej formy. Ten zawód wymaga wielkiej wytrwałości, dyscypliny, siły charakteru. Może dlatego wśród wybitnych pianistów nie ma alkoholików ani narkomanów. Nie ma też cwaniaków czy krętaczy, bo przy instrumencie nic się nie ukryje – każda niedoskonałość jest słyszalna.

Znakomity skrzypek i pedagog prof. Wroński mawiał, że ćwiczenie to nie tyle praca nad utworem, co praca nad sobą za pomocą utworu. Choć profesjonalistami mają szansę zostać tylko ci najbardziej uzdolnieni, zmotywowani i kochający muzykę, warto się uczyć grać, bo nauka gry na takim instrumencie jak fortepian rozwija inteligencję (mózg musi „przeprocesować” gigabajty informacji w krótkim czasie) i niewątpliwie kształtuje charakter. Adept pianistyki, wdrożony od dzieciństwa do systematycznej pracy i obcujący na co dzień z Pięknem, ma szansę zbliżać się do Absolutu i stać się po prostu dobrym człowiekiem.

U zawodowych pianistów konieczność wielogodzinnych ćwiczeń niekiedy ogranicza możliwość pozyskiwania wiedzy i nie pozwala na szersze poznawanie świata. Wskutek tego czasem mają oni zawężony ogląd rzeczywistości i jako ludzie z natury szlachetni i wrażliwi, często naiwnie ulegają utopijnym ideologiom. Znanym „kawiorowym komunistą” jest Mauricio Pollini (zwycięzca konkursu w 1965 r.). Lewakiem i pacyfistą jest też Krystian Zimerman (I nagroda w 1975 r.). Podczas koncertu w Los Angeles wywołał konsternację, zwracając się do publiczności, że nie zagra więcej w kraju, którego armia chce kontrolować cały świat.

Wzorcem interpretacji Chopina pozostanie dla mnie estetyka Haliny Czerny-Stefańskiej (laureatka z 1949 r.), choć nie miałem powodu, by darzyć sympatią tę artystkę. Gdy zwrócono się do niej jako przewodniczącej Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzyków z prośbą o interwencję w mojej sprawie – pianisty, członka SPAM, skazanego w 1982 r. na wieloletnie więzienie – odparła, że „muzyk powinien zajmować się tylko nutkami, a nie polityką”. Sama jednak zajmowała się oprócz nutek także wspomaganiem Jaruzelskiego w ramach „Patriotycznego Ruchu” PRON. Wtedy ludzie oceniali działalność Czerny-Stefańskiej jednoznacznie – na koncertach była „wyklaskiwana” z estrady.

W wywiadach TVP Kultura z uczestnikami tegorocznego konkursu poznaliśmy ich jako sympatycznych, skromnych młodych ludzi, bez śladu gwiazdorstwa (choć są gwiazdami). Wielu mówiło, że bez względu na rezultat konkursu już są szczęśliwi, bo mogli zagrać w Warszawie i zobaczyć miejsca, gdzie żył uwielbiany Chopin

Sympatyczny Rosjanin Nikołaj Chozjainow specjalnie nauczył się polskiego, by czytać listy Chopina i pogłębiać wiedzę o kompozytorze. Ci wspaniali ludzie nigdy nie będą wyznawcami modnego w świecie antypolonizmu, a już są i będą w przyszłości najlepszymi ambasadorami polskości.

Artykuł Jana Martiniego pt. „Konkurs Konkursów” znajduje się na s. 6 i 7 listopadowego „Kuriera WNET” nr 89/2021.

Polska-IE: © MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM
Minister Coveney nie
Rewolucja w leczeniu
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian