Firmy z niepokojem patrzą na dostawców i łańcuchy dostaw

Kilka sektorów produkcji zaczęło już nerwowe poszukiwania nowych dostawców i jest to ostatni moment, aby zabezpieczyć się przed negatywnym wpływem ograniczonych lub zawieszonych dostaw z państw, jakie były głównymi dostarczycielami środków do produkcji.

Oprócz węglowodorów potrzebne będą też nowe kontakty w zakresie rolnym, więc zbóż i nawozów, a najwięksi do niedawna ich producenci i dostawcy do Europy, czyli Rosja, Ukraina i Białoruś, toczą wojnę, więc nie myślą o utrzymaniu rynków zbytu, a o zwycięstwie. Na tym nie kończy się ta wyliczanka, bo problemy ujawniły się już na rynku budowlanym i zaczyna brakować niektórych materiałów wykorzystywanych na budowach, a i powszechne stają się braki surowców do produkcji przemysłowej.

Są oczywiście na świecie producenci, którzy mogą zastąpić tych z Rosji, Ukrainy i Białorusi, ale i tu pojawia się pewien problem, którym są łańcuchy dostaw.

Po pandemii te były odbudowywane, były też tworzone nowe, jednak inwazja Rosji na Ukrainę ponownie zmieniła wszystko i dostawcy oraz transportowcy, omijają ten region szerokim łukiem, czyli łańcuchy i trasy dostaw, kolejny raz musiały się zmienić, więc podnosi to koszty. Z tego wszystkiego wyeliminowane zostały też firmy dostarczające towary i chociaż nie były głównymi, jakie zajmowały się transportem surowców i półproduktów do Europy, co też zaburzyło to terminowość dostaw. Chodzi w tym zakresie o transport rosyjski, na który nałożono embargo poruszania się po kontynencie europejskim, a i rosyjski transport morski, bo i on ma/miał swój udział w globalnym łańcuchu dostaw.

Tym samym na drożejący produkt końcowy, a z tym mamy do czynienia w sklepach i u dostawców usług energetycznych, wpływ będzie miało wiele czynników, bo zarówno brak surowców, jak i problemy z transportem. To z kolei powodować będzie podniesienie cen oraz opóźnienia w dostawach.

O ile premier Micheál Martin powiedział, że Europa ma potencjał wyżywienia samej siebie, to takiego nie ma już Irlandia, więc musi polegać na dostawach z zewnątrz. Problemem Irlandii jest też niski, jak na potrzeby kraju areał gleb produkcyjnych, więc nie wystarczy powiedzieć rolnikom, żeby siali więcej zboża i sadzili więcej ziemniaków, bo przemysł rolny na wyspie, przestawił się na produkcję mięsa, czyli ziemia, którą można nazwać orną, przeznaczona jest na pastwiska. Z tym o ile można by sobie jakoś poradzić, to wcześniej należy zmniejszyć pogłowie bydła, ale też zmniejszyć hodowlę trzody, by ziemie wykorzystywane na produkowanie mięsa, stały się ponownie polami dającymi plon w postaci zbóż. W ocenie niektórych fachowców przebija się też opinia, że ziem uprawnych w kraju i tak jest za mało, aby wytworzyć balans między produkcją mięsną a roślinną, co oznacza, że albo będziemy mieli krowy, świnie i owce, albo zasiejemy zboża i warzywa, żeby mieć co włożyć do garnka.

Bogdan Feręc

Źr: Sunday Independent

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська