Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Finansowa farsa w sercu azylowego bałaganu

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Irlandzki podatnik stał się mimowolnym fundatorem systemu, który wymknął się spod jakiejkolwiek kontroli logicznej i finansowej. Podczas gdy rząd z zadowoleniem raportuje o spadku liczby nowych wniosków o azyl o blisko jedną trzecią, koszty utrzymania osób ubiegających się o ochronę międzynarodową paradoksalnie szybują w górę.

Najnowsze dane ujawnione przez ministra Jima O’Callaghana odsłaniają zatrważający obraz rzeczywistości, w której państwo wydaje średnio ponad 3,2 miliona euro każdego dnia na system, który zamiast chronić granice, staje się studnią bez dna dla publicznych pieniędzy.

Sytuacja, w której roczne wydatki wzrastają o 19% do poziomu 1,2 miliarda euro w czasie, gdy napływ nowych migrantów maleje, jest dowodem na rażącą nieudolność w zarządzaniu procesami powrotowymi i ochroną granic. Budżet ten niemal podwoił się w ciągu zaledwie dwóch lat, co pokazuje skalę rozrzutności i to tego rządu. Zamiast inwestować w twardą infrastrukturę graniczną i natychmiastowe odsyłanie osób przybywających bez dokumentów do punktów ich wylotu, rząd brnie w utrzymywanie ponad 312 ośrodków IPAS rozlokowanych w całym kraju.

Skandalem jest fakt, że średni czas pobytu w takich placówkach wynosi obecnie niemal 25 miesięcy. Przez dwa lata państwo opłaca zakwaterowanie, wyżywienie, transport i media osobom, z których ogromna większość ostatecznie otrzymuje decyzję odmowną.

Statystyki Biura Ochrony Międzynarodowej są w tej kwestii bezlitosne i stanowią najsilniejszy argument za koniecznością radykalnej zmiany polityki. W 2025 roku wskaźnik decyzji odmownych wyniósł aż 81%, co w praktyce oznacza, że ponad osiem na dziesięć osób przebywających w systemie nie ma realnych podstaw do uzyskania ochrony w Irlandii. To wprost sugeruje, że miliardy euro są marnotrawione na utrzymywanie osób, które w ogóle nie powinny przejść przez bramkę na lotnisku czy w porcie. Gdyby rząd, zamiast renegocjować umowy z komercyjnymi dostawcami miejsc noclegowych, postawił na szczelność granic i natychmiastową deportację osób bez dokumentów bezpośrednio z granicy do krajów takich jak Somalia, Nigeria czy Pakistan, problem gigantycznych kosztów przestałby właściwie istnieć.

Zamiast tego słyszymy retorykę o „wymogach prawa UE” i „bezprecedensowych wyzwaniach”, a minister O’Callaghan chwali się zakupem Citywest i tworzeniem państwowych ośrodków jako „krokiem milowym” w stronę oszczędności, zapominając jednocześnie, że najlepszą oszczędnością jest brak konieczności kwaterowania osób, które nadużywają systemu ochrony. Tworzenie stałej, państwowej infrastruktury dla 33 000 osób to nie jest już reforma, lecz kapitulacja i przyznanie, że kryzys, nazywany jeszcze niedawno tymczasowym, stał się stałym elementem krajobrazu, za który obywatele będą płacić przez dekady.

*

Obecny model, w którym państwo najpierw wpuszcza niemal każdego, a potem przez dwa lata na koszt podatnika sprawdza, czy miał on prawo wjechać, jest absurdem ekonomicznym i logistycznym. Miliony euro wydawane codziennie na zarządzanie obiektami, a mogłyby zostać przeznaczone na systemy wczesnej detekcji i szybkie ścieżki deportacyjne. Dopóki rząd nie zrozumie, że kluczem do rozwiązania kryzysu jest granica, a nie kolejna renegocjacja kontraktu na łóżka w hotelu, irlandzki podatnik będzie nadal finansował system, który promuje nielegalną migrację kosztem własnego społeczeństwa.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Fot. Dzięki uprzejmości RTE

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version